Brak mi słów by opi­sać jak zaje­bi­stą grą jest Sha­dow War­rior 2. Ale spró­bu­ję. Postęp jaki widać w porów­na­niu do pierw­szej odsło­ny moż­na porów­nać wyłącz­nie do sko­ku gra­fi­ki pomię­dzy pierw­szą i dru­gą gene­ra­cją Play­Sta­tion. Nie prze­sa­dzam.

War­szaw­skie stu­dio Fly­ing Wild Hoh dostar­czy­ło pro­dukt tak wyjąt­ko­wy, zło­żo­ny i prze­my­śla­ny, że chy­ba sam Lo Wang czu­wał nad jego pro­duk­cją. Mój mózg nadal zbie­ra się ze ścia­ny kie­dy pomy­ślę jak wyglą­da Sha­dow War­rior 2 i jakie moż­li­wo­ści kon­fi­gu­ra­cji ofe­ru­je. Ale po kolei! Zacznij od zwia­stu­na:

Przy­znam bez bicia: nie skoń­czy­łem pierw­szej czę­ści Sha­dow War­rior. Znu­dzi­łem się po przej­ściu oko­ło 60% gry i choć cia­cha­nie mie­czem było genial­ne, odczu­wa­łem, że nic mnie już tam nie zasko­czy. Nawet chęć zoba­cze­nia ostat­nie­go bos­sa nie była tak moc­na, by jakoś prze­brnąć przez następ­ne eta­py. Na szczę­ście Fly­ing Wild Hog zro­bi­ło prze­ge­nial­ny ruch, któ­ry dogo­dził mi w każ­dym aspek­cie i przy­kuł na wie­le godzin do moni­to­ra. Wszyst­kie nie­do­god­no­ści poszły w nie­pa­mięć.

Fabu­ły nie chcę zdra­dzać. Powiem tyl­ko, że Lo Wang poma­ga pew­nej nie­wia­ście odzy­skać jej cia­ło, opa­no­wa­ne przez demo­na. W tym cza­sie Lo uży­cza jej swo­je­go cia­ła i pro­wa­dzi z nią wewnętrz­ne, czę­sto nie­wy­bred­ne dia­lo­gi. Pogoń za cia­łem popchnie nas w kie­run­ku sta­rych zna­jo­mych głów­ne­go boha­te­ra, nie­któ­rych z nich może­cie znać jesz­cze z poprzed­niej czę­ści gry. W hubie mię­dzy misja­mi spo­ty­ka­my posta­cie chcą­ce nas czymś zająć — NPC wysy­ła­ją nas na misje w któ­rych Wang jest zazwy­czaj cyn­glem lub kurie­rem, ale to wszyst­ko zbli­ża nas do odkry­cia spo­so­bu na ponow­ny trans­fer duszy i cof­nię­cie skut­ków opa­no­wa­nia cia­ła mło­dej kobie­ty przez demo­na.

Po pierw­szych sesjach pre­view w sie­dzi­bie stu­dia, ktoś w sie­ci traf­nie porów­nał Sha­dow War­rior 2 do mar­ki Bor­der­lands i zga­dzam się z nim w całej roz­cią­gło­ści. Wpro­wa­dzo­no tyle ele­men­tów przy­trzy­mu­ją­cych przy sobie gra­czy żąd­nych coraz lep­sze­go wypo­sa­że­nia, że zaraz idę odpa­lić naj­wyż­szy poziom trud­no­ści, gdzie wypa­da naj­lep­szy moż­li­wy sprzęt. Doda­no też spe­cjal­ne kar­ty, któ­re wpły­wa­ją na wie­le czyn­ni­ków i może­my je ulep­szać punk­ta­mi umie­jęt­no­ści wpa­da­ją­cy­mi po zdo­by­ciu pozio­mu.

Z tych oczy­wi­stych per­ków wymie­nię cho­ciaż­by kar­ty zmie­nia­ją­ce stan zdro­wia i jego rege­ne­ra­cję, stan mocy chi i jej rege­ne­ra­cję czy moż­li­wość nosze­nia więk­szej ilo­ści amu­ni­cji do swo­ich bro­ni. Z tych mniej pospo­li­tych mogę wymie­nić cho­ciaż­by kolej­ne umie­jęt­no­ści dla Wan­ga, prze­mia­nę obra­żeń bro­ni w jeden z czte­rech żywio­łów (ogień, tru­ci­zna, elek­trycz­ność i lód), zniż­ki i lep­sze przed­mio­ty w skle­pach oraz auto­ma­tycz­ne pod­no­sze­nie leżą­cych na zie­mi przed­mio­tów.

Shadow Warrior 2 dildo easter egg

O wła­śnie! Przed­mio­ty! Teraz Wang, niczym w Dia­blo, zbie­ra bro­nie i fan­ty po prze­ciw­ni­kach. Kom­bi­na­cji jest bar­dzo wie­le i wąt­pię, byśmy zna­leź­li dwie iden­tycz­ne bro­nie. Nawet jeśli wygląd jest ten sam, sta­ty­sty­ki będą się róż­nić. Mało? Do bro­ni może­my wkła­dać spe­cjal­ne runy, dzię­ki któ­rym sta­ną się jesz­cze potęż­niej­sze. Co powiesz na kata­nę, któ­ra po zetknię­ciu z wro­giem zapa­la go? Dalej mało? Dodaj runę war­tow­ni­ka do kara­bi­nu maszy­no­we­go i będziesz mógł z nie­go korzy­stać jako prze­no­śnej wie­życz­ki, kie­dy Ty sam napa­rzasz do wro­ga z gra­nat­ni­ka. Nie mów, że cią­gle Ci mało… No dobra, a piłę łań­cu­cho­wą widział? I to taką z czasz­ka­mi & shit?

Same bro­nie oprócz paru kate­go­rii któ­re raczej nas nie zdzi­wią, wystę­pu­ją w paru opcjach – od tych naj­bar­dziej pospo­li­tych do rzad­kich, któ­re czę­sto posia­da­ją jesz­cze dodat­ko­we per­ki. Po zakoń­cze­niu gry otrzy­ma­łem np. kata­nę, któ­ra gene­ru­je podmu­chy i mogę nią strze­lać niczym z kara­bi­nu, nie musząc nawet pod­cho­dzić do wro­ga. A to tyl­ko jed­na z kil­ku­na­stu uni­kal­nych bro­ni. Nie wiem jak Ty, ale mnie moc­no jara­ją tego typu moż­li­wo­ści mody­fi­ka­cji ekwi­pun­ku i co chwi­lę porów­ny­wa­łem róż­ne kom­bi­na­cje uzbro­je­nia i run. Tak! Tego mi wła­śnie bra­ko­wa­ło w pier­wo­wzo­rze. Przed­mio­tów, mody­fi­ka­cji i więk­szej swo­bo­dy w budo­wa­niu posta­ci, któ­re zatrzy­mu­ją mnie przy grze nawet po jej skoń­cze­niu.

Świat, któ­ry przyj­dzie nam zwie­dzać podzie­lo­ny został na głów­ną loka­cję, gdzie doko­nu­je­my zaku­pów, zbie­ra­my zada­nia od NPC-ów i wra­ca­my po każ­dej misji. W Sha­dow War­rior 2 są jesz­cze oddziel­ne tere­ny w któ­rych odby­wa­ją się misje fabu­lar­ne i pobocz­ne. Miłym akcen­tem jest infor­ma­cja o moż­li­wo­ści pomi­nię­cia zadań dodat­ko­wych, po wyko­na­niu danej misji głów­nej. W ten spo­sób mamy moż­li­wość nad­ro­bie­nia tych zale­głych, zanim ruszy­my do przo­du z fabu­łą.

Shadow Warrior 2

Jest jesz­cze jed­na rzecz za któ­rą chciał­bym uca­ło­wać tego, któ­ry na nią wpadł – auto­ma­tycz­ne tele­por­ta­cje do miej­sca, gdzie odby­wa się misja i śle­dze­nie zadań na mini­ma­pie. Nie wiem kim jesteś, ale salu­tu­ję Ci i bła­gam o auto­graf. Może uzna­cie to za leni­stwo w bie­ga­niu lub eks­plo­ro­wa­niu świa­ta, ale moim zda­niem w ten spo­sób byłem cią­gle w samym środ­ku akcji i sku­pia­łem się na tym, co było dla mnie naj­waż­niej­sze – nicze­mu nie­skrę­po­wa­nej rze­zi kolej­nych zastę­pów ludzi, andro­idów i demo­nów. I tak, do koń­ca gry byłem wier­ny swo­jej kata­nie, a inne bro­nie wycią­ga­łem tyl­ko w przy­pad­ku walk z bos­sa­mi.

War­to dodać jesz­cze aka­pit o grze w sie­ci – w Sha­dow War­rior 2 mamy tryb koope­ra­cji dla mak­sy­mal­nie czte­rech osób. W zespo­le gra się genial­nie! Pomy­śl­cie, że jeden Wang robi ist­ną rzeź, a kie­dy jest ich czte­rech, to co dzie­je się z prze­ciw­ni­ka­mi prze­cho­dzi ludz­kie poję­cie. Ręka, noga, mózg na ścia­nie to zde­cy­do­wa­nie zbyt deli­kat­ne okre­śle­nie. Kie­dy prze­ciw­ni­ków kupa, w co-opie sie­je się nie­zły roz*****ol. I to jest chy­ba naj­waż­niej­sze – radość pły­ną­ca z gra­nia w Sha­dow War­rior 2 powo­du­je, że nie chce się koń­czyć. A może tyl­ko ja tak mam? Może bawi mnie niczym nie­wy­tłu­ma­czo­na bru­tal­ność, pro­stac­ki humor i zbie­ra­nie coraz moc­niej­szych bro­ni, by siać jesz­cze więk­sze znisz­cze­nie? Nawet jeśli to praw­da, mam to gdzieś, gra się prze­wy­bor­nie!

Na zachę­tę mam jed­no­mi­nu­to­wy frag­ment roz­gryw­ki, któ­ry poka­że Wam jak dyna­micz­ną grą jest Sha­dow War­rior 2. Odpa­li­łem tryb mul­ti­play­er i usta­wi­łem mnoż­nik trud­no­ści na x4, a następ­nie odwie­dzi­łem otwar­tą loka­cję, gdzie już wcze­śniej wypeł­ni­łem zada­nie fabu­lar­ne. Jak widać, jest wyzwa­nie, ale dale­ko mi jesz­cze do naj­lep­sze­go ekwi­pun­ku, więc może być wyłącz­nie lepiej. Wybacz­cie niską jakość wideo, ale naj­wi­docz­niej Nvi­dia Sha­dow­play brzyd­ko łapie wideo zeska­lo­wa­ny do 1080p z roz­dziel­czo­ści 4K.

Czy ta gra ma wady? Owszem, ma. Cza­sa­mi moż­na wpaść na brzyd­szą loka­cję, któ­ra zja­da zaso­by kom­pu­te­ra, innym razem mode­le prze­ciw­ni­ków odsta­wia­ją bre­ak­dan­ce, a cza­sa­mi mimo bez­po­śred­nie­go tra­fie­nia rakie­tą prze­ciw­nik wycho­dzi bez szwan­ku. Zrzu­cam to na karb wer­sji przed­pre­mie­ro­wej, któ­rą cze­ka­ją jesz­cze pierw­sze popraw­ki. Moja kopia nie posia­da­ła pol­skiej wer­sji języ­ko­wej, ale zarów­no fabu­ła jak i inter­fejs są na tyle pro­ste w odbio­rze, że nie mia­łem z tym żad­ne­go pro­ble­mu. Być może chwi­lę po pre­mie­rze pro­du­cent dorzu­ci pol­skie napi­sy, choć nie uwa­żam, by w tego typu grze był to must-have. Moż­na też narze­kać na nie­naj­lep­sze mode­le posta­ci, ich ani­ma­cję i syn­chro­ni­za­cję z kwe­stia­mi mówio­ny­mi, ale to tak napraw­dę nie ma zna­cze­nia. Naj­waż­niej­sze dzie­je się, kie­dy zosta­je­my w dwój­kę — my i nasza kata­na.

Rozu­miem, że nie każ­de­mu przy­pad­nie do gustu kli­mat gry i samo zacho­wa­nie Lo Wan­ga, któ­ry, deli­kat­nie ujmu­jąc, jest bar­dzo spe­cy­ficz­nym boha­te­rem. Ja czu­ję, że sprze­da­łem duszę dia­błu i liczę, że stu­dio nie spo­cznie na lau­rach dorzu­ca­jąc co jakiś czas pakiet misji lub nowe bro­nie. Na razie po 10 godzi­nach gry mam 100% wyko­na­nych misji i wciąż spo­ro kart do wymak­so­wa­nia. Czu­ję też, że naj­lep­szy ekwi­pu­nek dopie­ro przede mną, dla­te­go dzię­ku­ję Ci za prze­brnię­cie przez tę emo­cjo­nal­ną i nasy­co­ną pod­jar­ką recen­zję, a teraz wra­cam do far­mie­nia naj­lep­szych bro­ni na naj­wyż­szym pozio­mie trud­no­ści.

Para­fra­zu­jąc moje­go ulu­bio­ne­go jutu­be­ra – Wang on! Brać, kupo­wać i cie­szyć się świet­nym wyda­niem pudeł­ko­wym, któ­re­go zawar­tość zasłu­gu­je na pochwa­łę. W dobie pude­łek z koda­mi Ste­am, gdzie nawet ulot­ka wyglą­da jak papier toa­le­to­wy, to co znaj­dzie­my w pod­sta­wo­wej edy­cji, zawsty­dza nie­jed­ną grę AAA zachod­nich wydaw­ców. Sza­cun Hog­si!

Grę do recen­zji dostar­czył dys­try­bu­tor, choć nie była to powyż­sza edy­cja ;)

Platforma testowa:

 

ModelZdję­cieDostaw­ca
Frac­tal Design
Defi­ne S
 
DEFINE-S

 FRACTAL

Intel i7-6700k i7 INTEL
Cor­sa­ir LPX Ven­ge­an­ce DDR4 2800Mhz CORSAIR Corsair
HyperX Sava­ge 240 GB HyperXSavage
 HyperX
Giga­by­te GTX 1070 G1 
gtx-1070
 Gigabyte
Cor­sa­ir CX600 CX600 Corsair
Ther­mal­ta­ke Macho rev. B MACHO
ASUS Z170
Pro Gaming
 Z170

Podobne Posty