Mie­li­śmy tę przy­jem­ność, by wraz z Mate­uszem przejść się na mara­ton fil­mów Mad Max. To wła­śnie w tej for­mie każ­da kolej­na ite­ra­cja sma­ko­wa­ła coraz lepiej. Na szczę­ście oszczę­dzo­no nam trze­ciej odsło­ny, któ­ra mówiąc deli­kat­nie, nie  była naj­wyż­szych lotów. Po zoba­cze­niu dwóch pierw­szych czę­ści, Mad Max: Fury Road poka­zał, jak wie­le zmie­ni­ło się w świe­cie kina akcji i jak kli­mat apo­ka­lip­sy moż­na z powo­dze­niem prze­nieść na dzi­siej­sze, kino­we ekra­ny. Fury Road swój suk­ces zawdzię­cza przede wszyst­kim nie­tu­zin­ko­wej pra­cy kame­ry, umiesz­cze­niem akto­rów w cen­trum kadru, świet­ną ścież­ką dźwię­ko­wą i kli­ma­tem, któ­ry wyma­rzył sobie reży­ser.

Geo­r­ge Mil­ler chciał stwo­rzyć sil­nie wizu­al­ną opo­wieść, taką, któ­rą każ­dy mógł ją zro­zu­mieć bez napi­sów. Oczy­wi­ście nie ozna­cza­ło to, że reży­ser chciał pozbyć się wszyst­kich dia­lo­gów, ale chciał, aby poza nimi moż­na było się orien­to­wać na czym pole­ga cała histo­ria. Zabie­giem, któ­ry miał to uła­twić, było zamiesz­cze­nie wie­lu ikon i sym­bo­li zna­nych widzom z poprzed­nich czę­ści Mad Maxa.

Nie lada tru­dem było, aby gros pomy­słów w gło­wie reży­se­ra, urze­czy­wist­nić na klat­kach fil­mu, dla­te­go Tom Har­dy, gra­ją­cy tytu­ło­we­go Maxa, wie­le razy kłó­cił się z reży­se­rem i walił fochy za ota­cza­ją­ce go warun­ki pra­cy — wyso­ką tem­pe­ra­tu­rę, piach, kurz i hałas. Nie widział tego, co zapla­no­wał sobie reży­ser w gło­wie. Póź­niej już na kon­fe­ren­cji w Can­nes, po obej­rze­niu fil­mu, przy­znał się do błę­du prze­pra­sza­jąc Mil­le­ra za swo­je zacho­wa­nie na pla­nie fil­mo­wym.

Geo­r­ge Mil­ler wyko­nał genial­ny ruch zatrud­nia­jąc Coli­na Gib­so­na na sta­no­wi­sko sce­no­gra­fa do tej pro­duk­cji. Zapro­jek­to­wał on ze szcze­gól­ną sta­ran­no­ścią 88 post-apo­ka­li­stycz­nych samo­cho­dów i cię­ża­ró­wek. Stwo­rzył cały psy­cho­pa­tycz­ny gang, któ­ry ide­al­nie wgryzł się w wynisz­czo­ny kra­jo­braz nami­bij­skiej pusty­ni. Wszyst­kie pro­jek­ty samo­cho­dów urze­czy­wist­ni­ły się, a ich wachlarz mode­li liczył ponad 150 pojaz­dów. Krak­sy nie były dzie­łem efek­tów spe­cjal­nych, a real­ny­mi zde­rze­nia­mi, w któ­rych pole­gło wię­cej niż 75 samo­cho­dów — zosta­ło po nich jedy­nie parę skraw­ków.

W odróż­nie­niu od pozo­sta­łych fil­mów post-apo, Geo­r­ge Mil­ler chciał, by nasy­ce­nie fil­mu było nie­zwy­kle żywe, pod­czas gdy inni reży­se­rzy zazwy­czaj uni­ka­li barw i sto­so­wa­li ska­lę sza­ro­ści i wybla­kłe kolo­ry.

Pojaz­dem jakim ucie­ka Impe­ra­tor Furio­sa, jest ogrom­ne mon­strum zło­żo­ne z kil­ku pojaz­dów róż­nych marek i mode­li, rów­nież sław­ne­go “Gar­bu­sa”. Jest on zasi­la­ny podwój­nym sil­ni­kiem V8, aby całość moż­na było w ogó­le ruszyć z miej­sca. W rze­czy­wi­sto­ści taką zabaw­ką eki­pa mogła się prze­je­chać po pusty­ni z pręd­ko­ścią nawet 80 km/h — jed­ną z takich osób była Char­lie The­ron, któ­ra choć w fil­mie była wyrę­cza­na przez pro­fe­sjo­na­li­stów, popro­si­ła o moż­li­wość samo­dziel­nej prze­jażdż­ki na peł­nym gazie. Ta sław­na już cię­ża­rów­ka i wehi­kuł Nie­śmier­tel­ne­go Joe, były jedy­ny­mi pojaz­da­mi w fil­mie, któ­re mia­ły kie­row­ni­ce po lewej stro­nie.

mad-max-fury-road-cars-the-war-rig-tatra-t815-truck-imperator-furiosa-vehicles

Zna­kiem fir­mo­wym Mad Maxa stał się XB GT Ford Fal­con Couple z 1973 roku, zna­ny też jako Inter­cep­tor, któ­ry ode­grał klu­czo­wą rolę już w pierw­szym fil­mie. W naj­now­szej pro­duk­cji pod­czas jed­nej ze scen wypad­ku, w wyni­ku któ­re­go iko­na Mad Maxa poże­gna­ła się z żywo­tem, kaska­de­rzy wpa­dli na genial­ny pomysł jego dacho­wa­nia, któ­ry oka­zał się rów­nież na tyle bez­piecz­ny, że wyko­na­no je ponad 8 razy — bez uszczerb­ku na zdro­wiu kie­ru­ją­ce­go. Takim spo­so­bem oka­zał się tzw. Flip­per, czy­li pła­skie ostrze ze sta­li, któ­re ude­rza­jąc o zie­mie, a następ­nie się cho­wa­jąc, daje moż­li­wość kon­tro­li nad samo­cho­dem.

interceptor-mad-max-fury-road-cars-ford-falcon-xb-gt-coupe-1973-v8-muscle-car-max-rockatansky-vehicles

Na pla­nie fil­mo­wym pra­co­wa­ło ponad 1700 ludzi, w tym ponad 150 kaska­de­rów. Zna­la­zły się tam nawet oso­by odpo­wie­dzial­ne za czysz­cze­nie obsza­ru pla­nu zdję­cio­we­go z nie­ży­wych węży pustyn­nych. War­to też pamię­tać, że prócz tych liczb zna­la­zły się oso­by, któ­re pra­co­wa­ły poza pla­nem, tacy jak spe­cja­li­ści od efek­tów spe­cjal­nych, gra­fi­cy czy per­so­ny odpo­wie­dzial­ne za pro­mo­cję fil­mu.

Prócz pod­sta­wo­wej eki­py zatrud­nio­no rów­nież kil­ka dodat­ko­wych zespo­łów, któ­re stwo­rzy­ły ok. 1500 efek­tów spe­cjal­nych. Ale bez obaw, kom­pu­te­ro­wo wyge­ne­ro­wa­ne sce­ny sta­no­wią jedy­nie 20% fil­mu. Jedy­ne ele­men­ty, któ­re wyma­ga­ły popra­wek, to m.in. usu­nię­cie linek kaska­de­rów, stwo­rze­nie kra­jo­bra­zu pod­czas burzy pia­sko­wej i cyfro­we usu­nię­cie ręki Char­lie The­ron, któ­ra w fil­mie posia­da meta­licz­ną pro­te­zę.

Żeby widz mógł zoba­czyć nie­po­wta­rzal­ne sce­ny pości­gów i to, co zosta­ło final­nie wyświe­tlo­ne w kinie, eki­pa pra­co­wa­ła ponad 3 mie­sią­ce jedy­nie nad tymi wła­śnie sce­na­mi, zaprzę­ga­jąc do pra­cy nie­spo­ty­ka­ną do tej pory licz­bę kaska­de­rów. Aby uzy­skać naj­lep­sze uję­cia z wie­lu per­spek­tyw, wyko­rzy­sta­no do tego celu róż­ne­go rodza­ju kamer cyfro­wych, któ­re zare­je­stro­wa­ły ponad 480 godzin suro­we­go mate­ria­łu.

papers.co-am13-lovely-day-madmax-poster-film-art-3840x2400-4k-wallpaper

Całość zosta­ła krę­co­na chro­no­lo­gicz­nie, bez ska­ka­nia pomię­dzy sce­na­mi i pla­na­mi, jak ma to miej­sce w przy­pad­ku wie­lu Hol­ly­wo­odz­kich pro­duk­cji. Następ­nie każ­da sekun­da mate­ria­łu zosta­ła obej­rza­na przez mon­ta­żyst­kę, a wszyst­ko po to, aby wybrać odpo­wied­nie uję­cia do stwo­rze­nia ponad dwu­go­dzin­nej opo­wie­ści. Jed­no­cze­śnie pobi­to rekord serii: Fury Road to naj­dłuż­szy film z serii Mad Max. Głów­nym mon­ta­ży­stą była żona reży­se­ra, któ­ra na począt­ku nie­chęt­nie pod­cho­dzi­ła do proś­by męża — nigdy nie mon­to­wa­ła fil­mów akcji. Ale wła­śnie to było głów­nym zamy­słem Mil­le­ra, chciał on, by ktoś ze świe­żym i nie­kon­wen­cjo­nal­nym podej­ściem stwo­rzył arcy­dzie­ło, któ­re­go zwy­kle nie widu­je się w Hol­ly­wo­od.

Wie­lu fanów serii Mad Max zapew­ne zasta­na­wia­ło się, dla­cze­go w naj­now­szej  pro­duk­cji nie poja­wił się Mel Gib­son. Począt­ko­wo zamy­słem było, aby kon­ty­nu­ował on stwo­rzo­ną przez sie­bie rolę, ale to było jesz­cze przed jego wybry­ka­mi z alko­ho­lem w roli głów­nej, pro­ble­ma­mi z pra­wem, a tak­że anty­se­mic­ki­mi i mizo­gi­nicz­ny­mi poglą­da­mi. Pierw­szym po Gib­so­nie kan­dy­da­tem do obję­cia roli Maxa był Heath Led­ger, było to jesz­cze przed jego tra­gicz­ną śmier­cią. Osta­tecz­nie wybór padł na Toma Har­dy­’e­go. Tutaj rów­nież moż­na zauwa­żyć pew­ną pra­wi­dło­wość: każ­dy z kan­dy­da­tów do roli głów­ne­go boha­te­ra, pry­wat­nie zma­gał się z mrocz­nym aspek­tem wła­snej oso­bo­wo­ści — alko­ho­lem i nar­ko­ty­ka­mi.

Mel Gib­son spo­tkał się z Tomem Har­dym już po jego wybo­rze na tytu­ło­we­go Maxa i udzie­lił mu swo­je­go bło­go­sła­wień­stwa. Gib­son widział też goto­wy film w Can­nes, sie­dząc obok Geo­r­ge­’a Mil­le­ra, co rusz sztur­cha­jąc go w bok, dając wyraz temu, że koń­co­wy film bar­dzo mu się spodobał.Tom Har­dy pod­pi­sał kon­trakt na kolej­ne trzy fil­my o Mad Maxie — kolej­na czę­ści praw­do­po­dob­nie będzie nosić tytuł “Mad Max: Pust­ko­wia”.

JOE

Jed­na z teo­rii mówi­ła o tym, że Maxem był tak napraw­dę dzi­ki dzie­ciak z dru­giej czę­ści cyklu. Świad­czyć mia­ły o tym przede wszyst­kim licz­ne pomru­ki Maxa, podob­ne do tych, któ­re wcze­śniej wyda­wał dzie­ciak w Road War­rio­rze. Dodat­ko­wo w jed­nej ze scen moż­na było zauwa­żyć pozy­tyw­kę, któ­rą dzie­ciak dostał od Maxa w tej samej czę­ści. Nie­ste­ty, teo­ria nie klei się z osią cza­su kolej­nych czę­ści, ale jak sam Mil­ler przy­znał: nie miał żad­ne­go pla­nu na wpa­so­wa­nie kolej­nej czę­ści w chro­no­lo­gię poprzed­niej try­lo­gii.

Tatu­aże na ple­cach Maxa, któ­re widzi­my na samym począt­ku fil­mu, to zle­pek róż­nych napi­sów. Na jego ple­cach widać mię­dzy inny­mi: Dzień 12045, wzrost 10 dło­ni, waga 180 fun­tów, brak imie­nia i brak guzów. Czy­sty i peł­ny życia, zdro­we oczy, spraw­ne koń­czy­ny, war­stwy skór­ne w porząd­ku, posia­da geni­ta­lia, wie­le blizn, szyb­ko się leczy, krew 0 RH‑, wyso­ko­ok­ta­no­wy, uni­wer­sal­ny daw­ca, wojow­nik szos, V8, nie miał ben­zy­ny, nie miał zapa­sów, prze­cho­wy­wać w kagań­cu, zacho­wa­nia psy­cho­tycz­ne.

Cie­ka­wą infor­ma­cją niech będzie fakt, że poprzed­nia część fil­mu mia­ła pre­mie­rę rów­no 30 lat temu.W fil­mie znaj­dzie­my rów­nież takie smacz­ki jak zaci­na­ją­cy się shot­gun Maxa. Jest to nawią­za­nie do dru­giej czę­ści fil­mu, gdzie rów­nież taka sce­na mia­ła miej­sce. Kolej­ną cie­ka­wost­ką jest fakt, że Fury Road to pierw­szy Mad Max przy­sto­so­wa­ny do tech­no­lo­gii 3D4DX. Sam reży­ser zachę­ca do zoba­cze­nia wer­sji 3D, bowiem jak sam uwa­ża — naj­le­piej odda­je to jego wizję.

W kwe­stii odzie­ży: kurt­ka, któ­rą nosił Max, była tą samą kurt­ką, któ­rą Mel Gib­son nosił w poprzed­nich na sobie w ory­gi­nal­nej try­lo­gii. Była ona oczy­wi­ście odpo­wied­nio posta­rza­ła i dopa­so­wa­na do Toma Har­dy­’e­go. Posta­ra­no się też o takie deta­le jak  cha­rak­te­ry­stycz­ny nako­lan­nik, któ­ry osła­niał zra­nio­ne pod koniec pierw­szej czę­ści kola­no Maxa.

Jeśli podo­ba­ły się Wam ryt­my, któ­re przy­gry­wa­ły w tle Fury Road, to wiedz­cie, że za muzy­kę w fil­mie odpo­wia­dał holen­der­ski kom­po­zy­tor Jun­kie XL. Pozo­sta­jąc w ryt­mach Pust­ko­wia: gita­ra, któ­rą posłu­gi­wał się jeden z boha­te­rów fil­mu, nie była tyl­ko rekwi­zy­tem, a dzia­ła­ła napraw­dę — wbu­do­wa­ny w nią mio­tacz pło­mie­ni był kon­tro­lo­wa­ny przez gita­rzy­stę.

Nie­wie­lu o tym wie, ale powstał komiks wyda­ny przed DC, w któ­rym opi­sa­ne są losy Nie­śmier­tel­ne­go Joe i to, w jaki spo­sób doszedł do wła­dzy. Zain­te­re­so­wa­nych odsy­łam do ame­ry­kań­skich skle­pów z komik­sa­mi. Jest to o tyle cie­ka­wa infor­ma­cja, że począt­ko­wo zamiast sce­na­riu­sza, reży­ser zle­cił wyko­na­nie oko­ło 3500 sto­ry­bo­ar­dów, któ­re przed­sta­wia­ły wizję reży­se­ra i to, jak dokład­nie wyobra­ża sobie wszyst­kie sce­ny z fil­mu. Aby powsta­ły, potrze­ba było aż 5 arty­stów, któ­rzy pra­co­wa­li w pocie czo­ła kil­ka dni z rzę­du.

W naj­now­szym Mad Maxie wiel­ki powrót zali­czył też Hugh Keays-Byr­ne, któ­ry w pierw­szej czę­ści Mad Maxa wcie­lił się w głów­ne­go prze­ciw­ni­ka nasze­go pro­ta­go­ni­sty — Toecut­te­ra. W 2015 roku, w Fury Road, wcie­lił się on w postać Immor­tan Joe i ponow­nie pró­bo­wał dorwać Maxa Roc­ka­tan­sky­’e­go. Nie tyl­ko ten aktor powią­zał naj­now­szą rolę z inny­mi pro­duk­cja­mi, Char­li­ze The­ron do roli Furio­sy musia­ła zgo­lić wło­sy, dla­te­go w 2014 roku, na pla­nie fil­mu “Milion spo­so­bów jak zgi­nąć na zacho­dzie” musia­ła nosić peru­ki. Wie­dzie­li­ście o tym? Ja też nie.

Zapew­ne smacz­ków jest jesz­cze wię­cej, ale poka­zu­je to tyl­ko jakim geniu­szem i dba­ją­cym o deta­le per­fek­cjo­ni­stą jest Geo­r­ge Mil­ler. Z nie­cier­pli­wo­ścią cze­kam na kolej­ne odsło­ny, bowiem jak mawiał pewien sław­ny plan­ta­tor baweł­ny: Mil­ler wzbu­dził moją cie­ka­wość, ale teraz ma moją cał­ko­wi­tą uwa­gę.

WHATLOVELY MOVIE!

CINEMACITY

Na seans zosta­li­śmy zapro­sze­ni przez Cine­ma City Arka­dia.

źró­dło: IMDB, Cine­ma Can­nes, IGN

Podobne Posty