Na wstę­pie zazna­czę, że w tek­ście roi się od wszel­kiej maści spoj­le­rów, więc dla wasze­go wła­sne­go dobra: pro­szę o roz­wa­gę i nie czy­ta­nie, jeśli nie widzie­li­ście fil­mu “Inter­stel­lar”.

  1. Irra­cjo­nal­ne decy­zje — Miłość wygry­wa z rozu­mem

Star­szy Brand [Caine] przy­znał, że wysła­li w pierw­szą misję ludzi bez rodzin, któ­rych nic na Zie­mii nie trzy­ma­ło i któ­rzy nie mie­li nic do stra­ce­nia. Póź­niej wysła­no eki­pę, gdzie Cooper [McCo­nau­ghey] zosta­wia dwój­kę dzie­ci pod opie­ką sta­ra­we­go już dziad­ka, wie­dząc, że praw­do­po­dob­nie nigdy ich już nie zoba­czy. Rów­nież młod­sza Brand [Hatha­way] nie jest cał­ko­wi­cie obiek­tyw­na, gdy oka­zu­je się, że ma romans z jed­nym z wysła­nych wcze­śniej naukow­ców i moc­no opo­nu­je za odwie­dze­niem jego pla­ne­ty.

W tym momen­cie, budo­wa­na skru­pu­lat­nie od pierw­szych chwil postać pani dok­tor, któ­ra kie­ru­je się w życiu rozu­mem, logi­ką i wzo­ra­mi, tra­ci na wia­ry­god­no­ści. To z jej ust pada pokrę­co­na defi­ni­cja miło­ści, któ­ra prze­mie­rza czas i prze­strzeń, a póź­niej­sze zacho­wa­nie pod­czas gło­so­wa­nia nad wybo­rem pla­ne­ty doce­lo­wej dobit­nie wska­zu­je, że nie jest nie­obiek­tyw­na i nie powin­na zabie­rać gło­su w tej spra­wie. „Hej, Kocham tego typ­ka – wpad­nij­my i zobacz­my co u nie­go”. WTF ANNE.

  1. Potul­ni ludzie goto­wi na śmierć

Głód, kurz, ubó­stwo. Ludzie umie­ra­ją, armia się roz­wią­zu­je, a spo­łecz­ność sie­dzi na far­mach i upra­wia kuku­ry­dzę. Czy tyl­ko mi ten obraz nie pasu­je? Czy w momen­cie zagro­że­nia życia z powo­du gło­du, ludzie nie zaczę­li­by się zacho­wy­wać jak zwie­rzę­ta wal­czą­ce o prze­trwa­nie? Tym bar­dziej, że nie ma armii, ani służb porząd­ko­wych, któ­re mogły­by im wybić z gło­wy pomysł zabie­ra­nia siłą cze­go im się tyl­ko zama­rzy? WTF NOLAN.

  1. Po co wysy­łać w kosmos ludzi?

Sko­ro ludz­kość mogła stwo­rzyć robo­ty, któ­re z powo­dze­niem mogą prze­miesz­czać się, ana­li­zo­wać i wysy­łać oraz odbie­rać dane – to dla­cze­go nie wyko­rzy­stać ich do eks­plo­ra­cji kosmo­su? Cze­mu zamiast naukow­ców nie posła­no TAR­Sa albo CASE’a? Nie­po­trzeb­ne były­by zapa­sy tle­nu i żyw­no­ści, a cała wypra­wa mogła­by zostać prze­pro­wa­dzo­na znacz­nie szyb­ciej, bez nie­po­trzeb­nych przy­stan­ków na sta­cji kosmicz­nej orbi­tu­ją­cej wokół tune­lu? WTF NASA.

  1. NASA dzia­ła w ukry­ciu z oba­wy przed gnie­wem ludzi.

To chy­ba naj­głup­sze co moż­na było zro­bić – oba­wia­no się pani­ki? Gnie­wu? I dla­te­go pro­ściej było uczyć spo­łe­czeń­stwo,  że lądo­wa­nie na Księ­ży­cu było buj­dą, a ludz­kość nie jest w sta­nie podró­żo­wać w kosmo­sie? Czy ludzie – nie mają­cy już żad­nej nadziei na życie na Zie­mii, nie popar­li­by w peł­ni finan­so­wa­nia badań NASA, kie­dy nie pod­trzy­mu­je się już armii pochła­nia­ją­cej miliar­dy dola­rów rocz­nie? WTF NASA po raz dru­gi.

  1. Tech­no­lo­gia dzia­ła wte­dy, kie­dy jest to wygod­ne dla sce­na­riu­sza.

Naj­prost­szy przy­kład — komu­ni­ka­cja raz dzia­ła, a raz nie. Niby moż­na to wytłu­ma­czyć dziw­nym dzia­ła­niem Słońca/gwiazd/planet/bytów – wha­te­ver, ale dane z sond prze­cho­dzą. Co sta­ło na prze­szko­dzie, by wysłać infor­ma­cje o sta­nie pla­net tą samą dro­gą? „Hej, nie leć­cie tam, są tam tyl­ko ska­mie­li­ny, zim­no i pew­na śmierć. Dok­tor Mann wszyst­ko sfa­bry­ko­wał, więc nie wysy­łaj­cie już tam niko­go wię­cej. A tak przy oka­zji, to na poprzed­niej ktoś krę­cił „Gniew Oce­anu”, więc też sobie daj­cie sia­na”. A co z orga­no­lep­tycz­nym spraw­dza­niem powierzch­ni? Czy dane z sond były koniecz­ne do zoba­cze­nia, że pla­ne­ta Man­na nie nada­je się do zamiesz­ka­nia? Wystar­czy­ło też chwi­lę spę­dzić nad powierzch­nią pierw­szej pla­ne­ty, by dostrzec, że co chwi­lę zale­wa ją ogrom­ne tsu­na­mi. WTF NAUKA.

  1. Prze­ży­cie, dzie­ci, halu­cy­na­cje i ten pie­przo­ny Dylan Tho­mas

W poprzed­nich fil­mach Chri­sto­phe­ra Nola­na, idee były pod­su­wa­ne pod nos widza sub­tel­nie, tak by on sam mógł się nimi nacie­szyć. W „Inter­stel­lar” bra­cia Nolan przed­sta­wia­ją nam wykształ­co­ne­go inży­nie­ra, któ­ry jest oby­ty z nauką i wie­dzą o kosmo­sie, by póź­niej wytłu­ma­czyć mu jak dzia­ła­ją tune­le cza­so­prze­strzen­ne za pomo­cą kart­ki i ołów­ka. Co dwa­dzie­ścia minut pod­kre­śla­ne jest, jak moc­na jest więź rodzi­ca i dziec­ka, jak boli roz­łą­ka, jak wyglą­da bar­dzo Cooper skrzyw­dził Murph zosta­wia­jąc ją na pla­ne­cie, by rato­wać ludz­kość [choć ona też pró­bo­wa­ła tego doko­nać] i jak przed śmier­cią widzi­my twarz swo­ich dzie­ci, jako jedy­ny powód by wal­czyć o życie w bez­na­dziej­nych sytu­acjach. Na domiar złe­go, co chwi­lę sły­szy­my recy­to­wa­ny przez Micha­ela Caine’a frag­ment poezji Dyla­na Tho­ma­sa „Do not go gen­tle into that good night”. WTF NOLAN BROTHERS. Nie jeste­śmy tępi, widzi­my co się nam pod­ty­ka pod nos. Raz wystar­czy.

  1. Śmierć głów­ne­go boha­te­ra na dłu­go przed zakoń­cze­niem fil­mu

Pod­czas dys­put ze zna­jo­my­mi doszli­śmy do dwóch poten­cjal­nych momen­tów, w któ­rych Cooper może umrzeć, a resz­ta jest tyl­ko wymy­słem jego umie­ra­ją­ce­go umy­słu. Pierw­szy to śmierć z bra­ku tle­nu na pla­ne­cie Man­na, a dru­gi to moment wpad­nię­cia w czar­ną dziu­rę i pobud­ka w Tese­rak­cie. Tese­rakt to kłam­stwo, głos robo­ta w gło­wie Coope­ra to buj­da, a obraz sta­rej Murph i histo­ria z zakoń­cze­nia na orbi­tu­ją­cej, sztucz­nej osa­dzie to wyłącz­nie wal­ka orga­ni­zmu ze śmier­cią lub jak to pró­bo­wał nam wci­snąć Nolan za pomo­cą Dyla­na – „Łagod­ne wej­ście w tę dobrą noc”. Przy­znam, że sam skła­niam się ku dru­giej teo­rii – w czar­nej dziu­rze, tese­rak­cie, sztucz­nej plat­for­mie pod­trzy­mu­ją­cej ciąg wyda­rzeń w cza­so­prze­strze­ni – nazwij­cie to jak chce­cie, cięż­ko o komu­ni­ka­cję, więc jak Cooper kon­tak­to­wał się z robo­ci­kiem? W jaki spo­sób byli w sta­nie nasta­wić zega­rek, by ten prze­ka­zy­wał nie­zwy­kle skom­pli­ko­wa­ny wzór roz­wią­zu­ją­cy pro­blem ludz­ko­ści za pomo­cą kodu Morse’a? Za dużo tutaj przy­pad­ku, za dużo fan­ta­zji, za dużo baje­czek i szczę­śli­wych zbie­gów oko­licz­no­ści. WTF BRAIN.

Może wyma­gam za dużo, może ocze­ki­wa­łem za dużo, może Nolan prze­kom­bi­no­wał, a całość skle­jo­no na kola­nie – jed­no jest pew­ne: „Inter­stel­lar” to kolej­ne dzie­ło w dorob­ku Nola­na, któ­re sta­wia spo­ro pytań i nad któ­rym widzo­wie będą się zasta­na­wiać jesz­cze dłu­go po jego obej­rze­niu. Po zoba­cze­niu fil­mu w kinie, gło­wa bola­ła mnie przez dwa dni, bo nastę­pu­ją­ce po sobie mind­fuc­ki były chy­ba zbyt abs­trak­cyj­ne dla mojej małej łepe­tyn­ki. Z nie­cier­pli­wo­ścią cze­kam na edy­cję blu-ray, by roz­wiać swo­je wąt­pli­wo­ści i móc spre­cy­zo­wać pew­ne teo­rie, któ­re tlą się jesz­cze w zarod­ku.

Ktoś podzie­la moje zda­nie? A może uwa­ża­cie, że „Inte­stel­lar” to dzie­ło wybit­ne i nale­ży sta­wiać Nola­no­wi kolej­ny ołta­rzyk?

Na deser: Red­dit i użyt­kow­nik stoifics42 dostar­czył świet­ną wizu­ali­za­cję osi cza­su, z któ­rą zapo­zna­je­my się pod­czas sean­su.