The Vani­shing of Ethan Car­ter zosta­ło wyso­ko oce­nio­ne przez pol­ską i zagra­nicz­ną pra­sę oraz doce­nio­ne przez wiel­bi­cie­li małych gier nie­za­leż­nych. Adrian Chmie­larz naro­bił wokół sie­bie spo­ro szu­mu swo­imi wypo­wie­dzia­mi kry­ty­ku­ją­cy­mi recen­zen­tów i każ­de­go, kto miał czel­ność kry­ty­ko­wać jego dzie­ło lub nie­ko­niecz­nie zga­dzał się z jego opi­nią o bran­ży gier wideo lub świat­ku dzien­ni­ka­rzy.

Wie­lu oba­wia­ło się, że taka fry­wol­ność w rzu­ca­niu opi­nia­mi zemści się na nim, na szczę­ście recen­zen­ci z bar­dziej zna­nych por­ta­li oka­za­li się pro­fe­sjo­na­li­sta­mi i oce­ni­li grę zgod­nie z wła­snym sumie­niem nie wywle­ka­jąc tam­tych nie­mi­łych kon­wer­sa­cji. Na szczę­ście teraz jako nie­zrze­szo­ny w żad­nej redak­cji mogę wysta­wić oce­nę bez oce­ny, co nie­zmier­nie mnie cie­szy, bowiem cięż­ko oce­nić Etha­na jak każ­dą inną grę.

Wcie­la­my się w postać Pau­la Pro­spe­ro – detek­ty­wa obda­rzo­ne­go nad­na­tu­ral­ny­mi zdol­no­ścia­mi, dzię­ki któ­rym roz­wią­zu­je set­ki spraw. Tym razem jego zada­niem jest odna­le­zie­nie zagi­nio­ne­go chłop­ca, tytu­ło­we­go Etha­na Car­te­ra. Na tym koń­czy się opis fabu­ły, bowiem jak na każ­dą grę z detek­ty­wem w roli głów­nej, zdra­dza­nie fabu­ły psu­je ogrom­ną część zaba­wy. Grę wyda­ło stu­dio The Astro­nauts, mały, nie­za­leż­ny zespół, któ­ry został zebra­ny po odej­ściu Adria­na ze stu­dia People Can Fly.

Jak już wspo­mi­na­łem, The Vani­shing of Ethan Car­ter cięż­ko oce­nić jak wyso­ko­bu­dże­to­we pro­duk­cje, któ­rych przej­ście zaj­mu­je kil­ka lub kil­ka­na­ście godzin, gra­fi­ka śmi­ga na spraw­dzo­nych sil­ni­kach, a za mar­ke­ting odpo­wia­da cała armia spe­cja­li­stów, któ­rzy poże­ra­ją poło­wę budże­tu, a sam koszt ich zaku­pu wyno­si oko­ło 120 zł w wer­sji na PC. Pan Chmie­larz zadbał o roz­głos wygła­sza­jąc nie­tu­zin­ko­we opi­nie, co zaowo­co­wa­ło natych­mia­sto­wym wzro­stem zain­te­re­so­wa­nia jego naj­now­szym pro­jek­tem, wydał grę opie­ra­ją­cą się mecha­ni­ce roz­gryw­ki, dopie­ścił ją zaawan­so­wa­ną gra­fi­ką z pięk­ny­mi, malow­ni­czy­mi wido­ka­mi, nakre­ślił mrocz­ny kli­mat i zaży­czył sobie za nie­go znacz­nie mniej niż kon­ku­ren­cja.

Już od pierw­szych chwil czuć, że będzie to nie­sa­mo­wi­ta przy­go­da. Jeśli ktoś ma nadzie­ję prze­biec grę od punk­tu A do punk­tu B nie zatrzy­mu­jąc się by dowie­dzieć się co tak napraw­dę sta­ło się w Red Cre­ek Val­ley, to poczu­je się wynu­dzo­ny i znie­sma­czo­ny. Jak to w przy­pad­ku detek­ty­wa, zbie­ra­my dowo­dy, odkry­wa­my poszla­ki, a następ­nie pró­bu­je­my poskła­dać wszyst­ko w jed­ną logicz­ną całość. W ten spo­sób pozna­je­my losy paru per­son i kawa­łek po kawał­ku zbli­ża­my się do roz­wią­za­nia zagad­ki zagi­nię­cia Etha­na Car­te­ra. Muszę pochwa­lić eki­pę The Astro­nauts za mistrzow­skie budo­wa­nie kli­ma­tu, któ­ry aż czuć w powie­trzu. Czy to las, czy opusz­czo­ne budyn­ki, cmen­tarz lub kopal­nia – w każ­dej miej­sców­ce czu­je­my się ina­czej i im mrocz­niej, tym bar­dziej ser­ce ciśnie się do gar­dła. Nale­żę do osób stra­chli­wych, więc szcze­gól­nie jeden etap zapadł mi w pamięć.

Napię­cie rośnie od same­go począt­ku, aż do roz­wią­za­nia zagad­ki na któ­rej opie­ra się gra, ale samo zakoń­cze­nie jest bar­dzo satys­fak­cjo­nu­ją­ce i nie­tu­zin­ko­we. Ama­to­rzy twi­stów fabu­lar­nych i wypo­wia­da­nia w myślach jak man­try „tego się nie spo­dzie­wa­łem” poczu­ją się jak w domu. Po wyda­niu wer­sji na PC, Adrian i jego eki­pa zabra­ła się do pra­cy nad kon­wer­sją na Play­Sta­tion 4, więc jeśli ktoś z Was zasta­na­wiał się, czy war­to cze­kać na Etha­na Car­te­ra – zde­cy­do­wa­nie! Jed­na rada – roz­ko­szuj­cie się każ­dą loka­cją – jak to mówią „there’s more than meets the eye” i jedy­nie spo­strze­gaw­czy będą mogli powie­dzieć, że pozna­li całą histo­rię jaką przy­go­to­wa­li twór­cy. A jest co pozna­wać, bo pomi­mo pozo­rów spo­koj­nej mie­ści­ny, Red Cre­ek Val­ley skry­wa spo­ro tajem­nic.