W tym roku czekałem na dwa wydarzenia –VII epizod Gwiezdnych Wojen i premierę Star Wars: Battlefront. Bilety na film zakupiłem już dawno, a od paru dni jestem pod wrażeniem jak bardzo, pomimo uproszczeń, Battlefront jest w stanie wyrwać parę godzin mojego życia bez uprzedzenia.

Kiedy przełkniemy już to, że Battlefront został mocno uproszczony, poczujemy się jak dziecko wpuszczone po raz pierwszy do ulubionego parku rozrywki, które widziało wyłącznie na filmach. I tak, niektóre elementy zostały spłycone by trafić do szerszego grona zainteresowanych (szczególnie tych, którzy niekoniecznie w wolnych chwilach, zajmują się grami wideo), ale kiedy już zasiądziecie za sterami X-Winga lub wcielicie się w Boba Fetta, w mig zapomnicie jak się nazywacie. Wasza rodzina również.

DICE, szwedzkie studio, które jest odpowiedzialne między innymi za serię Battlefield, od początku mówiło, że Battlefront to zupełnie inna gra. Tak rzeczywiście jest – na próżno szukać tu modyfikowania broni lub rozbudowanych możliwości ingerencji w strój naszych bohaterów.  Ostała się jedynie opcja zmiany głowy naszego żołdaka, a na ostatnich poziomach doświadczenia, odważniejsze zmiany modeli. Dla wielu graczy będzie to Battlefield dla ubogich, jednak nie oszukujmy się – zbiegnięcie się premiery gry na miesiąc przed kinowym debiutem VII epizodu nie jest przypadkiem.

Zarówno DICE i EA, wespół z Disneyem, celują w niedzielnych graczy, którzy wbrew powszechnemu przekonaniu, rządzą tym rynkiem. Ile by nie krzyczeć i słuchać zdań nałogowych graczy, na jednego krzykacza przypadnie 20 fanów Gwiezdnych Wojen, którzy nie patrząc na cenę, wpakują do koszyka grę i season pass, a później z radością pójdą strzelać, miażdżyć, wysadzać i używać mocy. Ja się z tym godzę, bowiem pomimo narzekań w sieci, Battlefront to prosta, ale bardzo wciągająca produkcja. Oj jak bardzo wciągająca!

Wojna Imperium i Rebelii jeszcze nigdy nie była tak sugestywna – ogrywam grę na pececie, który swoje już przeżył, jednak mimo tego mogę ustawić wysokie detale i nie mogę wyjść z podziwu jak podrasowany Frostbite wygląda na moim monitorze. Szczególnie za serce chwyta tryb Eskadra, gdzie naprzeciw siebie stają piloci w swoich śmiercionośnych maszynach. Do wyboru mamy dwa modele myśliwców dla Imperium i dwa dla Rebelii. Polecam rozegranie tego trybu na mapie Hoth – niezapomniane doznania – jeśli graliście w betę, to mniej więcej macie pojęcie jak wygląda pełna wersja w trybie Squadron.

Jeśli już przy lataniu jesteśmy – nie mogę przeboleć sterowania myśliwcami za pomocą myszki – ciężko wyczuć maszynę, ale kiedy już przestajemy walczyć z jej obsługą, możemy oddać się nieskrępowanej rzezi przeciwników. Szczególnie jeśli uda nam się dorwać dopałkę, dzięki której zasiądziemy za sterami Sokoła Millenium lub sławnego Slave 1.

I tu dochodzimy do sedna sprawy – Battlefront wygrywa klimatem i znanymi bohaterami. Kiedy biegamy jako anonimowy stormtrooper lub rebeliant, nie czujemy się wyjątkowo. Dopiero kiedy podniesiemy dopałkę zmieniającą nas w Imperatora, Dartha Vadera, Boba Fetta, Hana Solo, Luke’a Skywalkera lub Leię. Dodajcie do tego wszędobylskie „PIU PIU, PIU PIU PIU” i klasyczne „Grzrzrzrz” miecza świetlnego – shut up and take my money.

2

No właśnie. Money. Podstawowa wersja wcale nie kosztuje mało – na PC to około 160 zł, na konsolach nowej generacji około 240 zł. Dodajmy do tego season pass, który kosztuje prawie tyle samo, a bez którego jesteśmy skazani na wyłącznie 4 mapy, w różnych wariacjach dla wybranych trybów.Jeśli gracie na konsolach, dorzućcie jeszcze abonament PlayStation Plus lub Xbox Live Gold i wychodzi na to, że pełna przygoda z Battlefrontem kosztuje Was około 350-600 zł w zależności od platformy. A to już całkiem sporo. Z drugiej strony, niektórzy wydają tyle miesięcznie na gry MOBA lub MMORPG – nie ukrywajmy jednak, tam zawartości jest dużo więcej.

Muszę pochwalić kod sieciowy – względem Battlefielda 4 widać ogromną poprawę stabilności. Od premiery nie zdarzyło mi się, by połączenie zostało zerwane, co w porównaniu do randomowych końców sesji w BF4 pozwala w pełni cieszyć się rozgrywką. Nawet brak dedykowanych serwerów nie razi – nie odczuwałem lagów, co oprócz samych klatek na sekundę ma niebagatelne znaczenie w grze multiplayer.

image (3)

Dochodzimy tu powoli do opisu trybów gry – fanów uniwersum może razić brak kampanii, jednak spójrzmy prawdzie w oczy – fabuła, aktorzy, scenariusz – pochłaniają masę pieniędzy na deweloping, a później zaledwie kilkanaście procent graczy kończy przygodę podczas obcowania z danym tytułem. Reszta z radością odpala multiplayer i zaczyna słodką rzeź. W okresie premierowym [pierwsze dwa tygodnie], praktycznie każdy tryb oferował niemalże natychmiastowe dołączanie do rozgrywki.

Obecnie najwięcej czeka się na kompletowanie w trybie polowania na bohatera lub bitwy bohaterów – większość wybiera supremację, atak AT-AT, przejmowanie droidów lub eskadrę. W supremacji i AT-AT widać, że nie wszyscy jeszcze wiedzą o co chodzi, jednak wiedza przyjdzie z czasem. Na nieszczęście początkujących, najbardziej doświadczeni również wybierają te tryby i czasami często przeżyć dłużej niż 3 minuty bez irytacji nagłą śmiercią znienacka.

image (4)

Jako weteran gier z serii Battlefield i Call of Duty, brakuje mi większej liczby broni i perków do odblokowywania, jak również customizacji poszczególnych giwer, blasterów i laserów. Ponownie wychodzi chęć przypodobania się szerszej publice, co rozumiem, jednak nie pochwalam.

Jeśli mogę bawić się w prośby – mam nadzieję, że EA udostępni jakieś DLC lub dodatki  za darmo – niekoniecznie od razu, ale powiedzmy za pół roku. Podobne akcje robiono już z Titanfallem i być może tym razem będzie podobnie. Oczywiście są to pobożne życzenia, ale kto wie – Electronics Arts mocno stara się, by ocieplić swój wizerunek.

1

Battlefront jest bardzo dobrym sposobem na spędzenie długich, zimowych wieczorów w oczekiwaniu na VII epizod. Na pewno znajdzie rzesze oddanych fanów, a pojawiające się już mody graficzne pokazują, jaka moc tkwi w silniku Frostbite. Nawet hardkorowcy odnajdą tu coś dla siebie, choć mogą się szybko znudzić okrojoną ilością contentu – jeśli postanowią się zaangażować, obligatoryjny będzie zakup przepustki sezonowej i testowanie kolejnych dodatków.

To jeszcze nie jest Battlefront na jakiego czekaliśmy, ale nie od razu staje się Jedi, prawda, młody Padawanie?

O Star Wars: Battlefront rozprawialiśmy już na ostatnim odcinku Podcastu Input Lag – w kolejnym, również poświęcimy tej grze trochę czasu antenowego. Jeśli jesteście ciekawi jak gra wygląda w ruchu, zapraszam na regularne streamy :)

ea-logo

Za użyczenie gry do recenzji dziękuję Electronic Arts Polska

Star Wars: Battlefront aspiruje do miana potężnego Jedi
Jeśli jesteś fanem Gwiezdnych Wojen - pozycja obowiązkowa. A teraz na Hoth rebeliancie - AT-AT same się nie położą!
Klimat100%
Grafika80%
Dźwięk90%
Miód85%
Multiplayer85%
88%Ocena
Ocena czytelników: (4 Votes)
97%
  • CertainDDeath

    Coś za pozytywna ta recenzja. Fakt klimat SW jest, wygląda pięknie ale sama rozgrywka jest niezbalansowana, miałka, i na pewno nie warta swojej ceny. 5 max 6 na 10. (Bobba Fet masakruje wszystko, 50 kili na mecz bez problemu ;P)

    • Mateusz Greloch

      A ja się bałem, że za bardzo zjechałem za casualowatość i ograbienie z customizacji a la Battlefield :D