Do napi­sa­nia tej not­ki natchnę­ła mnie dys­ku­sja pod wie­lo­ma moimi recen­zja­mi oraz wszę­do­byl­skie wci­ska­nie fra­zy PCMa­ster­Ra­ce. Jak to zazwy­czaj bywa, użyt­kow­nik wypa­sio­ne­go PC napi­sał, moż­na by rzec, nie­win­ny komen­tarz, któ­ry prze­ro­dził się w ogrom­ny fla­me war. Na pew­no już to widzie­li­ście, więc każ­dy wie o co cho­dzi. Zasta­nów­my się jed­nak, czy pró­bu­jąc podejść do spra­wy mery­to­rycz­nie, jeste­śmy w sta­nie dojść do sed­na tego odwiecz­ne­go spo­ru?

Z góry uprze­dzam, mam mocar­ne­go pece­ta, któ­re­go uży­wam zarów­no do gra­nia jak i do pra­cy [obrób­ka audio-video]. Uzbro­jo­ny w kakao i Top Gear w TV, na nowo roz­po­czy­nam temat rze­kę, tym razem z mojej per­spek­ty­wy.

Użyt­kow­nik 1: Redak­to­rzy któ­rzy gra­li już w wer­sje na PS4 mówią jed­nym gło­sem że gra wyglą­da tro­chę lepiej [od wer­sji PS3 – dop. Matt], ale sza­łu nie ma. Dopie­ro wer­sja PC będzie praw­dzi­wym „next gen.”

Nie da się ukryć, że autor powyż­sze­go komen­ta­rza spro­wa­dził next-geno­wość wyłącz­nie do gra­fi­ki, ale tutaj peł­na zgo­da – kon­so­le nowej/obecnej gene­ra­cji nie dości­gną high-endo­wych pece­tów. Nie ma na to naj­mniej­szych szans, by [bio­rąc pod uwa­gę aspek­ty wizu­al­ne] kon­so­le za rap­tem ~1500 zł dały radę potwo­rom za 3–4 tysię­ce zło­tych. Tutaj nie mam zamia­ru nicze­go nego­wać, bo sam jestem posia­da­czem podob­ne­go mon­strum,  czę­sto ogry­wam mul­ti­plat­for­my na kom­pu­te­rze i róż­ni­ce widać gołym okiem. Jest jed­nak jed­na rzecz, o któ­rej zapo­mi­na autor.

Za cenę kon­so­li [~1500 zł], owszem, zło­ży PC, któ­ry wyświe­tli obraz wyso­kiej jako­ści, jed­nak bio­rąc pod uwa­gę cykl życia kon­so­li plus pro­ces opty­ma­li­za­cji opro­gra­mo­wa­nia na nią, za 6–7 lat jego pecet będzie się krztu­sił pró­bu­jąc wycią­gnąć taką samą gra­fi­kę. Nie wyobra­żam sobie sytu­acji, w któ­rej kom­pu­ter z tego same­go roku co PS3, wyświe­tlił cho­ciaż­by Bey­ond: Dwie Dusze z PS3 w 30 klat­kach na sekun­dę, bez uszczerb­ku na gra­fi­ce. Celo­wo wybra­łem Bey­ond, bo nie­któ­re zrzu­ty ekra­nu wyglą­da­ją jak żywo wyję­te z fil­mu, co zdzi­wi­ło mnie, wie­lo­let­nie­go gra­cza pece­to­we­go.

Beyond

Wie­lu pece­tow­ców nie bie­rze pod uwa­gę, że kon­so­le jako sprzęt z góry nasta­wio­ny na gry wideo i sze­ro­ko poję­tą roz­ryw­kę, nawet posia­da­jąc słab­sze pod­ze­spo­ły, wygry­wa opty­ma­li­za­cją i ceną. Dla prze­cięt­ne­go Kowal­skie­go, któ­ry chce po pro­stu „pograć w gry”, kon­so­la za 1500 zł któ­rą kupi raz na 7 lat to lep­sza opcja, niż pecet, któ­ry za taką samą kwo­tę może za 4–5 lat mieć pro­blem z wyświe­tle­niem płyn­nej gra­fi­ki w 1080p. I tak, bio­rę pod uwa­gę, że roz­wój pod­ze­spo­łów kom­pu­te­ro­wych nie jest tak szyb­ki jak parę lat temu, gdzie nawet dwu­let­ni pecet do gier, był prak­tycz­nie cały do wymia­ny, jeśli chcia­ło się spro­stać pierw­sze­mu Cry­si­so­wi.

Kolej­ną kwe­stią jest zamknię­ta archi­tek­tu­ra, któ­rej para­me­try zna każ­dy pro­gra­mi­sta, koder i dewe­lo­per. Dla­cze­go to takie waż­ne? Koja­rzy­cie jak każ­dy użyt­kow­nik sys­te­mów Apple zachwa­la sys­te­my i wydaj­ność sprzę­tu z Cuper­ti­no? Kon­fi­gu­ra­cji jest mało, pro­du­cent sprzę­tu jest rów­no­cze­śnie twór­cą sys­te­mu, więc w rezul­ta­cie moż­na stwo­rzyć apli­ka­cje, któ­re rze­czy­wi­ście poka­zu­ją pazur. Nie ina­czej jest w przy­pad­ku kon­sol – mamy jed­ną kon­fi­gu­ra­cję, więc tytu­ły eks­klu­zyw­ne nie muszą powstać z myślą o każ­dej moż­li­wej kom­bi­na­cji. I to wła­śnie tytu­ły eks­klu­zyw­ne sta­wia się jako wzór pod wzglę­dem opra­wy gra­ficz­nej. The Order 1886 każ­dy koja­rzy ze świet­ną gra­fi­ką, fizy­ką i odzwo­ro­wa­niem tka­nin w ruchu. Unchar­ted 4 rów­nież wyglą­da bosko. Nie ina­czej jest w dru­gim obo­zie – Rise of the Tomb Raider do teraz wywo­łu­je u mnie dresz­cze i z utę­sk­nie­niem wyglą­dam Quan­tum Bre­ak.

A teraz spójrz­cie na rynek PC – moż­li­wo­ści kon­fi­gu­ra­cji są miliar­dy. Nawet tytu­ły wycho­dzą­ce tyl­ko na kom­pu­te­ry oso­bi­ste, nie są w sta­nie zagwa­ran­to­wać płyn­no­ści na każ­dym sprzę­cie, cho­ciaż­by w 720p i 30 klat­kach. Jeśli ktoś ma fun­du­sze i czas, może zmo­dy­fi­ko­wać kom­pu­ter. Ale co z tymi, któ­rzy nie wie­dzą co kupić, jak zło­żyć i nie chcą zda­wać się na łaskę skle­pu lub, co gor­sza, goto­wych zesta­wów z mar­ke­tów? W wię­kosz­ści przy­pad­ków, kupu­ją wła­śnie kon­so­lę. Pod­łą­cza­ją do TV i za 6–7 lat idą po kolej­ną do skle­pu.

Użyt­kow­nik 2: Ale Panie! Gry na kon­so­lach dro­gie! 279 zł na pre­mie­rze! Na pece­cie pogram za 120 zł, ba, ruskie klu­cze są po 60 zł! Nowo­ści! Ste­amo­we!

Już na tej gene­ra­cji cena suge­ro­wa­na gier kon­so­lo­wych się­gnę­ła pro­gu 279 zł, a od ponad 3 lat nie przy­po­mi­nam sobie nowo­ści, któ­rej nie był­bym w sta­nie kupić na pre­mie­rze za mniej niż 200 zł. Moż­na spo­koj­nie wyrwać nowo­ści za 170–190 zł, wystar­czy dobrze poszu­kać. Zama­wia­jąc z zagra­ni­cy, czas ocze­ki­wa­nia wyno­si mak­sy­mal­nie 2–3 dni, któ­re mnie nie zba­wią, a czę­sto gęsto pła­cę 30–50 zł taniej niż w pol­skich skle­pach wysył­ko­wych. Pre­or­de­ry z Ama­zo­na docho­dzą na dzień pre­mie­ry lub jeden dzień po, co jestem w sta­nie zaak­cep­to­wać. Powie­cie – ale Panie! Na PC mam i tak taniej, w dzień pre­mie­ry, nie musząc kom­bi­no­wać. Owszem, ale czę­sto gęsto gry wyma­ga­ją pod­pię­cia pod Steam/Origin/GoG lub inne apli­ka­cje third-par­ty. Wte­dy takich gier nie odsprze­da­my, nie poży­czy­my [chy­ba, że całe kon­to, co rów­nież jest wbrew Terms and Con­di­tions, któ­rych nikt nie czy­ta, ale każ­dy ocho­czo prze­wi­ja na sam dół]. Owszem, Ori­gin i Ste­am wpro­wa­dzi­li moż­li­wość zwró­ce­nia zaku­pio­nych cyfro­wo gier, jed­nak to tak­że ma swo­je ogra­ni­cze­nia i po prze­gra­niu paru godzin opcja zni­ka, a bez włą­cza­nia gry ma ogra­ni­czo­ny okres, w któ­rym moż­na zgło­sić chęć zwro­tu.

Gaben

Swe­go cza­su moż­na było wyha­czyć kon­so­lo­we gry dys­try­bu­owa­ne przez Cene­gę w pro­mo­cji Kom­pa­nii Gra­czy za poło­wę mniej niż suge­ro­wa­na cena deta­licz­na, dzię­ki cze­mu naby­łem L.A. Noire za 110 zł w dniu pre­mie­ry. Co spryt­niej­si pró­bu­jąc omi­nąć limit jed­nej gry na kon­to, zakła­da­li kon­ta na mamy, bab­cie, koty i ulu­bio­nych plu­sza­ków — tego nie pochwa­lam, ale zazna­czy­łem pro­ce­der, któ­ry miał miej­sce. Jeśli już jeste­śmy przy „nie­czy­stych zagryw­kach” [pozdra­wiam kole­gów pod­ca­ste­rów], to przy oka­zji Play­Sta­tion 3 moż­na było „cebu­lo­wać” zaku­py z Play­Sta­tion Network, skła­da­jąc się na grę. Pro­ce­der wyglą­dał tak, że jed­na oso­ba kupu­je i udo­stęp­nia kon­to dru­giej, któ­ra ścią­ga ją na swo­ją kon­so­lę, dzię­ki cze­mu obie mają grę, a pła­ci­li tyl­ko poło­wę. Dziś, w przy­pad­ku PS4 dzia­ła to na podob­nej zasa­dzie i w teo­re­tycz­nie mia­ło pozwa­lać, by np. dziec­ko mogło grać w gry zaku­pio­ne przez tatu­sia na tej samej kon­so­li, jed­nak spryt­ni użyt­kow­ni­cy wyko­rzy­sta­li to, by grać ze zna­jo­mym za pół ceny pre­mie­ro­wej. Psu­je to rynek, bowiem dopó­ki będą tacy ludzie, dopó­ty cena gier „w cyfrze” nie spad­nie.

Jasne, gry kon­so­lo­we są droż­sze od pece­to­wych, jed­nak podział haj­su jaki leci do dewe­lo­pe­rów, pro­du­cen­tów, wydaw­ców i dys­try­bu­to­rów wyglą­da zgo­ła odmien­nie niż w przy­pad­ku gier pece­to­wych. Nie chcę tutaj wcho­dzić w szcze­gó­ły, ale spo­koj­nie moż­na by odciąć od ceny gry kon­so­lo­wej 30–40 zł, gdy­by nie licen­cja pro­du­cen­ta kon­so­li, któ­ra pewien pro­cent zysków naka­zu­je wpła­cać na jej kon­to. Dzię­ki temu Sony i Micro­soft zara­bia­ją nie tyl­ko na sprzę­cie [do któ­re­go na pre­mie­rze i tak dopła­ca­ją], ale na pery­fe­riach i grach. Pomi­mo tego hara­czu, CD Pro­jekt Red nie ukry­wa, że gdy­by nie wer­sja na PS4 i Xbox One, Wiedź­min 3 mógł­by nie powstać, bo mógł­by się nie zwró­cić. Poroz­ma­wiaj­cie z jakim­kol­wiek dzien­ni­ka­rzem lub dewe­lo­pe­rem – kon­so­le zapew­nia­ją mniej­szą ska­lę pirac­twa i pod koniec dnia, to wła­śnie z tego ryn­ku zli­cza się zyski. Ale to temat na inną dys­ku­sję, więc wra­ca­my do wąt­ku głów­ne­go.

Użyt­kow­nik 3: Na PC wycią­gam roz­dziel­czość 4k w 100 klat­kach na sekun­dę, a bied­ne kon­so­le led­wo sobie radzą z 1080p w 30 klat­kach.

Pri­mo – Aby czer­pać radość z tak dużych roz­dziel­czo­ści i płyn­nej ani­ma­cji nale­ży wpierw wypo­sa­żyć się w odpo­wied­ni wyświetlacz/projektor/telewizor, któ­ry na dzień dzi­siej­szy kosz­tu­je wię­cej niż sam next-gen, nie licząc kosz­tu zaku­pu same­go kom­pu­te­ra. Ktoś napi­sze – Ale mnie stać! Faj­nie, sam chciał­bym taki zestaw, ale ilu ludzi na świe­cie może sobie pozwo­lić na taki setup? Ilu ludzi, któ­rych na to stać, zna się na infor­ma­ty­ce na tyle, by wie­dzieć co kupu­je i jak taki sprzę­cior wyko­rzy­stać? Nie nale­ży zapo­mi­nać, że kon­so­le to pro­dukt rodzin­ny, kie­ro­wa­ny do śred­nio zamoż­ne­go odbior­cy. Ma tra­fiać do tak sze­ro­kie­go gro­na, by nie­za­leż­nie od tego czy miesz­ka w Fin­lan­dii czy Sło­wa­cji, każ­dy zapa­lo­ny gracz mógł sobie na nią pozwo­lić. Doj­dą tutaj dys­pro­por­cje w zarob­kach, wydat­kach i uwa­run­ko­wa­niu geo­po­li­tycz­nym dane­go kra­ju, jed­nak nikt mi nie powie, że nawet zara­bia­jąc mini­mal­ną kra­jo­wą, prę­dzej czy póź­niej nie moż­na odło­żyć na kon­so­lę. Nie musi to być na pre­mie­rze, może i być w 2–3 lata po, używ­kę, ale moż­na. Powra­ca temat ceny pod­ze­spo­łów pece­to­wych i ich wydaj­no­ści w per­spek­ty­wie mija­ją­ce­go cza­su. Kon­so­lo­we tytu­ły w 3–4 roku egzy­sten­cji kon­so­li na ryn­ku będą ofe­ro­wać zado­wa­la­ją­cą jakość i roz­dziel­czość, kosz­tu­jąc, strze­lam, 60/70% ceny pre­mie­ro­wej. By cie­szyć się nowy­mi gra­mi wycho­dzą­cy­mi w tym samym okre­sie na PC, śmiem wąt­pić, że kupu­jąc kom­pu­ter za tą samą kwo­tę, odpa­lił­bym mul­ti­plat­for­mę w wyż­szych usta­wie­niach gra­ficz­nych. Może się mylę, może jestem kiep­skim ana­li­ty­kiem, ale patrząc co zro­bił Rock­star z GTA V na 7‑letnim sprzę­cie [PS3], dam sobie uciąć kawa­łek wątro­by [bo odra­sta], że dzi­siej­szy kom­pu­ter za 1100 zł  nie dał­by rady wycią­gnąć takiej gra­fi­ki, nawet w 720p. I mówię to ja, czło­wiek posia­da­ją­cy mocar­ne­go PC, sta­le gra­ją­cy na kon­so­lach, jara­ją­cy się gra­fi­ką.

Kolej­nym aspek­tem, któ­ry nie każ­dy posia­dacz kom­pu­te­ra jest w sta­nie zro­zu­mieć, to inte­rak­cja z przy­ja­ciół­mi, któ­rzy tak­że posia­da­ją kon­so­lę. Mogę kupić Star Wars: Bat­tle­front na PC za 149 zł [lub nawet taniej, jeśli bym dłu­żej poszu­kał i wyko­rzy­stał kody pro­mo­cyj­ne], by grać w Ful­lHD w co naj­mniej 60 klat­kach na sekun­dę. Mogę też kupić tę samą grę za 199 zł [Neo­Net – dzień pre­mie­ry], grać z nie­co mniej ostry­mi tek­stu­ra­mi, mniej­szą szcze­gó­ło­wo­ścią oto­cze­nia i dłu­żej cze­kać na wbi­cie na ser­wer, ale za to z gru­pą przy­ja­ciół, prze­ści­ga­jąc się by zająć topo­we miej­sce w tabe­li, prze­krzy­ku­jąc się na Sky­pe, robiąc róż­ne dziw­ne rze­czy, wygry­wa­jąc prze­gra­ne mecze tyl­ko dla­te­go, że spię­li­śmy tył­ki i zaczę­li­śmy grać jak praw­dzi­wa dru­ży­na – to ja wybie­ram to dru­gie.

Avatar

Gry sie­cio­we są wprost stwo­rzo­ne do inte­rak­cji nie­ja­ko z zało­że­nia, jed­nak praw­dzi­wą moc poka­zu­ją, kie­dy masz zgra­ną, sta­łą eki­pę, któ­rej możesz zaufać, któ­rą znasz na wylot i znasz ich sła­be i moc­ne stro­ny. Owszem, ktoś może mieć taką eki­pę na pece­cie, ja nie mam, głów­nie z racji tego, że ¾ moich zna­jo­mych musia­ło­by wymie­nić pece­ty, by móc kom­for­to­wo grać w dzi­siej­sze gry w natyw­nej roz­dziel­czo­ści swo­ich moni­to­rów. Czę­sto o wybo­rze plat­for­my doce­lo­wej nie kie­ru­ję się gra­fi­ką i wodo­try­ska­mi, a wła­śnie aspek­tem towa­rzy­skim, pod­py­tu­ję zna­jo­mych „na co kupu­ją” i dopie­ro wte­dy kli­kam „złóż zamó­wie­nie”. Rozu­miem, że to kwe­stia moc­no subiek­tyw­na, ale tak mam, więc nie mam zamia­ru prze­kła­my­wać.

Na powyż­sze wyzna­nie otrzy­ma­łem argu­ment, że gra­cza sin­glo­we­go to nie obcho­dzi i mimo wszyst­ko wybie­ra PC, nawet jeśli nie ma na nim zna­jo­mych. Kie­dy usły­sza­łem od pece­tow­ca, że jest „gra­czem sin­glo­wym”, to słusz­nie lub też nie, prze­two­rzy­łem to jako ”pirat”. Rozu­miem, że nie­któ­rzy mają awer­sję do try­bów mul­ti­play­er [pozdra­wiam Cię Toma­szu Wikliń­ski – tak, cią­gle pamię­tam co mówi­łeś na pod­ca­ście] lub w ogó­le do inte­rak­cji z inny­mi ludź­mi przez sieć, więc jestem w sta­nie usza­no­wać, że wolą sobie prze­cho­dzić kam­pa­nię dla poje­dyn­cze­go gra­cza i natych­miast prze­nieść się do zupeł­nie innej gry. Swe­go cza­su byłem złym kon­su­men­tem, któ­ry pira­cił na potę­gę – przy­zna­ję, byłem mały, głu­pi, bez kasy – żad­na z tych cech mnie nie uspra­wie­dli­wia, ale dzię­ki tej przy­go­dzie z ciem­ną stro­ną mocy wiem, że o ile ktoś nie posta­wi wła­snych ser­we­rów gry lub nie stwo­rzy wir­tu­al­nej sie­ci wewnętrz­nej, to mar­ne szan­se na dołą­cze­nie do roz­gryw­ki sie­cio­wej. Z auto­ma­tu, taki  „nie­dziel­ny kor­sarz z zato­ki”, któ­re­mu nie chce się kom­bi­no­wać, ole­wa try­by mul­ti­play­er i zado­wa­la się wyłącz­nie grą solo. Powta­rzam, nie obra­żam tutaj uczci­wych gra­czy, ale kolej­ny raz przed­sta­wiam opi­nię, któ­rą każ­dy z Was powi­nien roz­wa­żyć. Nie moż­na patrzeć wyłącz­nie przez swój pry­zmat i nie jest tajem­ni­cą, że to wła­śnie tytu­ły pece­to­we są pira­co­ne na potę­gę.

Użyt­kow­nik 4: „Matt, Cie­bie to nie rusza, ale pomyśl o tych, któ­rzy gra­ją tyl­ko na kon­so­lach i dla nich prze­skok mię­dzy PS3PS4 to wiel­ki postęp”

Taki­mi sło­wa­mi ura­czył mnie kie­dyś pod­czas nagry­wa­nia pod­ca­stu Input Lag Furio, któ­ry tak napraw­dę pierw­szy raz zaświe­cił mi lamp­kę nad gło­wą i nie pozo­sta­ło mi nic inne­go jak tyl­ko się z nim zgo­dzić. Nie wzią­łem tego wcze­śniej pod uwa­gę, bio­rąc za oczy­wi­ste, że wszy­scy ludzie mają w domach pece­ty, zdol­ne do wyświe­tle­nia gra­fi­ki lep­szej niż na PS3 i x360. Dopie­ro potem sta­nął mi przed oczy­ma obraz moich zna­jo­mych z aka­de­mi­ków, któ­rzy pisa­li pra­ce na przed­po­to­po­wych lap­to­pach, by potem zasia­dać przed tele­wi­zo­rem i cie­szyć się grą na kon­so­li, na któ­rą zło­ży­li się w czte­rech. Da się? Da się. Mają osob­ne kon­ta, na puchar­kach im nie zale­ży, gra­ją głów­nie w pił­ki kopa­ne od EA i Kona­mi, Tek­ke­ny i inne gier­ki typo­wo „kana­po­wo-impre­zo­we”.

mkx-error

Z dru­giej stro­ny mamy kon­so­low­ców, któ­rzy gra­nie na pece­cie widzą jako gar­bie­nie się przed moni­to­rem na tabo­re­cie w rogu kuch­ni, bli­sko lodów­ki by się­gać po kolej­ne napo­je ener­ge­tycz­ne. Błąd. Dzi­siej­sze gra­nie na kom­pu­te­rach w niczym nie ustę­pu­je gra­niu na kon­so­li. Na moim przy­kła­dzie – kom­pu­ter stoi w rogu poko­ju, pod­łą­czo­ny kablem HDMI do tele­wi­zo­ra, sie­dzę na kana­pie z padem w łapie i gram dokład­nie tak samo jak na kon­so­li. Ergo­no­mia użyt­ko­wa­nia ta sama [tyłek na kana­pie, duży tele­wi­zor, pad zamiast mysz­ki i kla­wia­tu­ry]. Argu­ment, że pece­tow­cy gar­bią się na tabo­re­tach powo­li odcho­dzi do lamu­sa, bowiem coraz wię­cej z nich korzy­sta z kom­pu­te­ra w iden­tycz­ny spo­sób co ja – roz­sia­da­jąc się wygod­nie na kana­pie i korzy­sta­jąc z try­bu Big Pic­tu­re w Ste­amie uru­cha­miać kolej­ne pro­duk­cje za pomo­cą pada.

Matt: Nie gra­fi­ka, a kli­mat!

Nie da się ukryć, że gra­fi­ka to waż­ny ele­ment każ­dej gry, ale nie on jest wyznacz­ni­kiem zaba­wy, fraj­dy, funu, mio­du, gry­wal­no­ści czy jak to jesz­cze mamy w zwy­cza­ju okre­ślać. Zasta­nów­cie się, czy gdy­by God of War III był brzyd­szy, to był­by gor­szą grą? Czy gdy­by zro­bić foto­re­ali­stycz­ne sza­chy z mode­la­mi posta­ci z Bey­ond: Dwie Dusze, to czy z auto­ma­tu uzy­ska­ła­by wyż­sze oce­ny? Sam lubię sie­bie okre­ślać mia­nem Gra­phic-Who­re, bowiem lubię, gdy gry cie­szą moje oko. Kie­dy zoba­czy­łem „The Last of Us” na PS3, to ząb­ka­mi na kra­wę­dziach obiek­tów mogłem sobie cze­sać wło­sy, ale nie powstrzy­ma­ło mnie to od ukoń­cze­nia tego tytu­łu i nazwa­nia go jed­nym z naj­lep­szych i naj­bar­dziej wcią­ga­ją­cych prze­żyć jakie­go doświad­czy­łem na poprzed­niej gene­ra­cji kon­sol. Tak moc­no jak jara­ją mnie wypa­la­ją­ce oczy wido­ki w zmo­do­wa­nym Sky­ri­mie na PC w 1080p i 60 klat­kach na sekun­dę, tak też poko­cha­łem „The Last of Us” za nie­sa­mo­wi­tych i zło­żo­nych boha­te­rów i design świa­ta, któ­ry będę sta­wiał za wzór pro­duk­cjom post-apo jesz­cze przez wie­le lat. Jed­no­cze­śnie wewnętrz­nie czu­ję, że gdy­by Naugh­ty Dog wyda­ło TloU dopie­ro na Play­Sta­tion 4, prze­ży­wał­bym gra­ficz­ny orgazm, któ­ry jesz­cze bar­dziej zwięk­szył­by moją immer­sję i wte­dy z czy­stym sumie­niem wysta­wił­bym 10/10, bo jedy­ne w czym kula­ła ta gra na PS3, to wła­śnie gra­fi­ka i płyn­ność dzia­ła­nia [oczy­wi­ście zda­nie moc­no subiek­tyw­ne, jak i cały ten tekst].

TLOU

Kie­dy oglą­dam frag­men­ty gier z PS4 i Xbox One, zawsze szu­kam ich na Gamer­Sy­de w 1080p — stro­na szczy­ci się naj­wyż­szą jako­ścią mate­ria­łów – tzw. Direct feed, któ­re nie są pod­da­ne kom­pre­sji. Zapu­ści­łem je na moim 40” TV na któ­re­go patrzę w odle­gło­ści metra. W grach sie­cio­wych po 10/15 meczach prze­sta­je się zwra­cać uwa­gę na poly­go­ny, ząb­ki, roz­ma­za­ne cie­nie i wyska­ku­ją­ce w odle­gło­ści 4km drze­wa, liczy się za to płyn­ność roz­gryw­ki, sta­ły fra­me­ra­te i cel­ne oko dzier­żą­ce­go pada, na któ­re gra­fi­ka ma bar­dzo mały wpływ. Nie zapo­mi­naj­my, że w port­fo­lio wie­lu firm są jesz­cze gry, któ­re zachwy­cą nas swo­ją opra­wą, a już teraz jakość gier na PS4 czy Xbox One [i to nawet nie tych first-par­ty pocho­dzą­cych od stu­diów Micro­so­ftu i Sony], jest dla mnie w peł­ni zado­wa­la­ją­ca. Pocze­kaj­my z opi­nia­mi do koń­ców­ki tej gene­ra­cji kon­sol, do aktu­ali­za­cji narzę­dzi dewe­lo­per­skich i odchu­dza­nia sys­te­mu, by wykrze­sać jesz­cze tro­chę mocy z kon­sol. To wszyst­ko widzie­li­śmy już w przy­pad­ku poprzed­nich dwóch gene­ra­cji. Czy ktoś spo­dzie­wał się tak ład­nych gier jak Bey­ond: Dwie Dusze czy The Last of Us na PS3 w ostat­nich mie­sią­cach ich życia? Porów­naj­cie sobie pierw­sze i ostat­nie tytu­ły na PS3 – jeśli już teraz podo­ba Unchar­ted 4 i Rise of the Tomb Raider, to co zachwy­ci mnie za 3–4 lata? Nie mogę się docze­kać, by się prze­ko­nać.

Mia­łem wbi­jać kolej­ne ran­gi w Black Ops III, jed­nak posta­no­wi­łem poświę­cić te 4 godzi­ny na pisa­nie poniż­sze­go tek­stu, mam nadzie­ję, że ktoś go cho­ciaż do koń­ca prze­czy­ta ;) Rozu­miem, że mogłem pomi­nąć wie­le aspek­tów, a cały tekst może się wyda­wać obro­ną kon­sol w wal­ce z wiel­ki­mi, zły­mi, dro­gi­mi pece­ta­mi, ale tak nie jest. Sta­ra­łem się na spo­koj­nie wyja­śnić dla­cze­go mimo posia­da­nia wypa­sio­ne­go kom­pu­te­ra, wie­lu ludzi kupu­je kon­so­le i trak­tu­je je jako głów­ne urzą­dze­nie zapew­nia­ją­ce wir­tu­al­ną roz­ryw­kę. Co więc robić? Grać. Nie­za­leż­nie od plat­for­my. Grać, grać, grać. Nie zamy­kać się na jed­ną plat­for­mę czy kon­so­lę, eks­pe­ry­men­to­wać, poży­czać od zna­jo­mych inne sprzę­ty lub gry, posze­rzać hory­zon­ty i prze­ży­wać. Bo to wła­śnie o to cho­dzi, praw­da? O emo­cje i prze­ży­cia, a nie kawa­łek pla­sti­ku pod tele­wi­zo­rem lub biur­kiem?

Jeśli choć odro­bi­nę doce­niasz moją pra­cę, udo­stęp­nij pro­szę ten tekst, być może ktoś uzna go za war­to­ścio­wy ;)