Zbli­ża się zima, wie­czo­ry robią się coraz dłuż­sze, a ludziom zaczy­na doskwie­rać nuda. Co robić? Może serial? Ale któ­ry? Pod­po­wia­dam cze­mu war­to przyj­rzeć się bli­żej, przed­sta­wia­jąc te mniej zna­ne.

 

SHIELD

Marve­l’s Agents of S.H.I.E.L.D

Agen­ci ude­rzy­li z dru­gim sezo­nem i choć od począt­ku serial wyda­wał się być nie­co budże­to­wy, a efek­ty mogły trą­cić mysz­ką, tak z odcin­ka na odci­nek suk­ce­syw­nie powięk­sza­ło się gro­no fanów tej pro­duk­cji. Jeśli jeste­ście zapa­leń­ca­mi Marve­la i chło­nie­cie cie­ka­wost­ki jak ja ciast­ka – jest to obo­wiąz­ko­wa pozy­cja świet­nie dopeł­nia­ją­ca kino­we fil­my i pusz­cza­ją­ca oczko naj­bar­dziej zatwar­dzia­łym fanom komik­sów i fil­mów o super­bo­ha­te­rach. Gościn­ne wystę­py gwiazd fil­mów Marve­la inc­lu­ded – cze­go chcieć wię­cej? Coul­so­na. Dużo wię­cej Coul­so­na.

Arrow

Arrow

Arrow mogę zali­czyć do moich słod­kich grzesz­ków – od począt­ku razi­ła mnie nie­co drew­nia­na gra głów­nych boha­te­rów i prze­ry­so­wa­ne do bólu syl­wet­ki wro­gów, jed­nak było w tym seria­lu to „coś”, co nie pozwa­la­ło mi go porzu­cić mimo ewi­dent­nych, warsz­ta­to­wych bra­ków. Histo­ria Oli­ve­ra Quin­na lub, jak wolą fani DC, super­bo­ha­te­ra zna­ne­go z komik­sów jako Gre­en Arrow zabie­ra nas w podróż po dwóch rze­czy­wi­sto­ściach – tą teraź­niej­szą, kie­dy Oli­ver dzia­ła już na tere­nie Star­ling City i tą wcze­śniej­szą, kie­dy wal­czył o życie po kata­stro­fie jach­tu. Wła­śnie wystar­to­wał trze­ci sezon, któ­ry jest znacz­nie bar­dziej dyna­micz­ny niż poprzed­nie – zde­cy­do­wa­nie war­to!

Blacklist

Blac­klist

Blac­klist to serial, któ­ry wysko­czył niczym Filip z kono­pi w zeszłym roku i z miej­sca skradł mi ser­ce. Może nie jest on zbyt popu­lar­ny w naszym kra­ju, ale opie­ra się na świet­nym pomy­śle i pomi­mo począt­ko­wej, pro­ce­du­ral­nej struk­tu­rze, świet­nie się bro­ni i z nie­cier­pli­wo­ścią wycze­ki­wa­łem roz­po­czę­te­go już dru­gie­go sezo­nu. Intry­gi „Reda” Red­ding­to­na w któ­re­go wcie­la się James Spa­der [w pierw­szej chwi­li go nie pozna­łem, zmie­nił się sku­ba­ny w cią­gu ostat­nich paru lat], jest świa­to­wej sła­wy ter­ro­ry­stą, któ­ry świad­czy usłu­gi temu, kto zapła­ci wię­cej. Agent­ka Eli­za­beth Keen, nie bar­dzo wie jak z nim postę­po­wać, ale przyj­mu­je jego ofer­tę współ­pra­cy i wkra­cza w świat naj­więk­szych ban­dzio­rów o jakich nie mie­li­śmy nawet poję­cia. W pew­nym momen­cie cięż­ko wyczuć, czy „Red” poma­ga agen­cji z wła­snych, ego­istycz­nych pobu­dek, a może chce po pro­stu kogoś chro­nić. Jed­no jest pew­ne – będzie­my czę­sto koło­wa­ni, zwo­dze­ni, a koniec koń­ców i tak skoń­czy­my zdzi­wie­ni.

Constantine

Con­stan­ti­ne

Serial wystar­tu­je dopie­ro za tydzień, 24 paź­dzier­ni­ka, ale już teraz wzbu­dza spo­ro kon­tro­wer­sji. Po fil­mie z Keanu Reeve­sem, któ­ry nie­co wypa­czył postać Joh­na Constantine’a, czas na wier­niej­szą adap­ta­cję komik­su Hel­l­bla­zer. Uwiel­biam takie kli­ma­ty – egzor­cy­zmy, demo­ny, sta­ro­żyt­ne rytu­ały i reli­gij­ne mum­bo jum­bo. Już po zwia­stu­nie czuć moc i mam nadzie­ję, że pierw­szy sezon zje­ży mi wło­sy na całym cie­le. Jeśli mam wska­zać naj­go­ręt­szą pre­mie­rę tej jesie­ni, to wybór pad­nie wła­śnie na ten serial. Nie umniej­szam kon­ku­ren­cji, po pro­stu Hel­l­bla­zer aż pro­sił się o wier­ną ekra­ni­za­cję, a bio­rąc pod uwa­gę sło­wa pro­du­cen­ta i akto­rów, któ­rzy zapo­zna­li się z mate­ria­łem źró­dło­wym – będzie co oglą­dać.

Elementary

Ele­men­ta­ry

Jest coś w posta­ci Sher­loc­ka Hol­me­sa, co pozwa­la róż­nie spo­glą­dać na postać eks­cen­trycz­ne­go detek­ty­wa obda­rzo­ne­go nie­zwy­kłym darem deduk­cji. Czy to śre­dnio­wiecz­ne wcie­le­nie pre­zen­to­wa­ne przez Rober­ta Downeya Junio­ra, czy nie­co bar­dziej nowo­cze­sne, acz wciąż bry­tyj­skie w wyko­na­niu Bene­dic­ta Cum­ber­bat­cha, aż wresz­cie oma­wia­ny tutaj przy­pa­dek Johny’ego Lee Mil­le­ra – każ­da współ­cze­sna inter­pre­ta­cja jest dobra i zasłu­gu­je na swój osob­ny kącik w kul­tu­rze. Naj­więk­szą nie­spo­dzian­ką było obsa­dze­nie w roli dok­to­ra Wat­so­na Lucy Liu, któ­ra świet­nie sobie radzi w part­ne­ro­wa­niu Mil­le­ro­wi. Dla fanów seria­li kry­mi­nal­nych z nie­co eks­tra­wa­ganc­ki­mi dia­lo­ga­mi, jest to świet­ny fil­ler w ocze­ki­wa­niu na zde­cy­do­wa­nie lep­sze­go Sher­loc­ka od BBC, na któ­re­go pocze­ka­my sobie do 2016 roku.

FLASH

Flash

Wspo­mi­na­łem, że mam sła­bość do fil­mów i seria­li o super­bo­ha­te­rach – po świet­nym Arrow, mam nadzie­ję na powtór­kę z roz­ryw­ki przy oka­zji Fla­sha. Sama postać Barry’ego Alle­na i jego alter-ego Fla­sha to moja dru­ga ulu­bio­na, komik­so­wa per­so­na w uni­wer­sum DC. Wia­do­mo, że zawsze kie­dy jest Bat­man, wygry­wa Bat­man. Flash, czy­li naj­szyb­szy czło­wiek na tej pla­ne­cie, został już nie­co zaspoj­le­ro­wa­ny w seria­lu Arrow, ale jego gościn­ny występ spodo­bał się na tyle, że sta­cja zde­cy­do­wa­ła się na spin-off, któ­ry będzie pusz­cza­ny wespół z przy­go­da­mi Gre­en Arro­wa. Ner­dy się cie­szą, ja ska­czę z rado­ści i dopi­su­ją kolej­ny tytuł do mojej listy.

Gotham

Gotham

Z moimi wra­że­nia­mi mie­li­ście już oka­zję zapo­znać się na tym blo­gu, jed­nak powtó­rzę jesz­cze raz – genial­ny Cob­ble­pot, tajem­ni­czy Alfred i spo­ro smacz­ków dla czy­ta­ją­cych komik­sy. Przed­sta­wie­nie histo­rii Bat­ma­na, bez Bat­ma­na to jeden z ory­gi­nal­niej­szych spo­so­bów na przy­cią­gnię­cie widza do ekra­nu i na razie dzia­ła – zoba­czy­my w jakim kie­run­ku podą­ży histo­ria i czy nie przy­ga­śnie w poło­wie sezo­nu.

HELIX

Helix

Kolej­ny po Arrow serial, któ­ry mimo widocz­nych ogra­ni­czeń, wcią­gnął mnie od pierw­szych odcin­ków. Opusz­czo­na pla­ców­ka badaw­cza, tajem­ni­czy wirus zmie­nia­ją­cy ludzi w krwio­żer­cze bestie, chci­wa kor­po­ra­cja, nie­le­gal­ne eks­pe­ry­men­ty, nad­na­tu­ral­ne zdol­no­ści i gru­pa bada­czy z Cen­trum Cho­rób Zakaź­nych – moc­no zala­tu­je pierw­szym fil­mem z serii Resi­dent Evil i ja to kupu­ję. Dru­gi sezon poja­wi się dopie­ro w stycz­niu 2015 roku, ale ja już dzi­siaj wpi­su­ję ten okres w swo­im kalen­da­rzu i na pew­no zoba­czę go w cało­ści. Dobry fil­ler w ocze­ki­wa­niu na bar­dziej wycze­ki­wa­ne pro­duk­cje.

Homeland

Home­land

Histo­ria powra­ca­ją­ce­go po latach nie­wo­li żoł­nie­rza, któ­ry nie może odna­leźć się w nowych warun­kach, któ­re­go wszy­scy spi­sa­li na stra­ty i któ­re­go nawet żona daw­no pogrze­ba­ła. Nie­ja­sne moty­wy, wal­ka na dwóch fron­tach, roz­ter­ki rodzin­ne i spra­wy bez­pie­czeń­stwa naro­do­we­go – to wszyst­ko zosta­ło świet­nie poka­za­ne i roz­wi­nię­te. Przy­znam szcze­rze, że pierw­szy i dru­gi sezon moc­no mnie wcią­gnę­ły, ale z odcin­ka na odci­nek moż­na było zauwa­żyć ten­den­cję spad­ku for­my – trze­ci sezon led­wo docią­gną­łem do koń­ca. Czy nowy, czwar­ty już pakiet odcin­ków dostar­czy cze­goś wię­cej? Na pew­no spraw­dzę i dam Wam znać, kie­dy tyl­ko obej­rzę je wszyst­kie. Nie­ste­ty oba­wiam się, że for­mu­ła już mi się nie­co prze­ja­dła, choć ktoś lubu­ją­cy się w kli­ma­tach woj­ny z ter­ro­ry­zmem powi­nien poczuć się jak ryba w wodzie.

Sleepy

Sle­epy Hol­low

Zna­cie histo­rię jeźdź­ca bez gło­wy? Otóż mnie rów­nież wyda­wa­ło się, że tak. Jak się oka­zu­je, histo­ria jest nie­co bar­dziej zawo­alo­wa­na i moż­na ją przed­sta­wić w bar­dzo kre­atyw­ny spo­sób. Kolej­ny raz mamy do czy­nie­nia z moty­wem prze­nie­sie­nia w cza­sie posta­ci, któ­ra w magicz­ny spo­sób prze­trwa­ła wie­ki, a teraz nagle budzi się w teraź­niej­szych cza­sach i nie ogar­nia co się dzie­je. Tech­no­lo­gia, samo­cho­dy i język – to wszyst­ko wyda­je się być tak obce, że aż strach wyjść z domu. Na szczę­ście Icha­bod Cra­ne [a w tej roli świet­ny Tom Mison] ma wspar­cie lokal­nej poli­cji i wraz z jed­ną z poli­cjan­tek musi zapo­biec fali mor­derstw, któ­rych dopusz­cza się wspo­mnia­ny wcze­śniej jeź­dziec. Icha­bod nie wie, że nie polu­je wyłącz­nie na mor­der­cę, ale jed­no­cze­śnie sta­je w szran­ki z mrocz­ny­mi siła­mi, któ­rych pla­ny wykra­cza­ją dale­ko poza jego wyobraź­nię.

Rebels

Star Wars: Rebe­lian­ci

Oglą­da­li­ście ani­ma­cję Woj­ny Klo­nów? A co powie­cie na kolej­ną, któ­ra tym razem poka­że nam uni­wer­sum Gwiezd­nych Wojen z zupeł­nie innej stro­ny? Jeśli waszy­mi ulu­bio­ny­mi posta­cia­mi z obu try­lo­gii byli Han Solo i Boba Fett, a z seria­li ubó­stwia­cie Fire­fly, to Star Wars: Rebe­lian­ci jest pozy­cją wprost wyma­rzo­ną. Z całej dru­ży­ny naj­bar­dziej pasu­je mi Kanan, któ­ry prze­trwał czyst­kę Jedi i teraz pod ubra­niem prze­myt­ni­ka egzy­stu­je, wznie­ca­jąc chcąc lub nie chcąc, bunt wobec dopie­ro kształ­tu­ją­ce­mu się Impe­rium. Resz­tę dopeł­nia­ją: dro­id, osi­łek, mecha­nik i spe­cja­list­ka od wybchów – do tej zacnej dru­ży­ny dołą­cza Ezra, mło­do­cia­ny oszust, któ­ry dopie­ro co pozna­je swo­je moż­li­wo­ści. Dodaj­my do tego podró­że po Wszech­świe­cie, Storm­tro­ope­rów, ład­ną kre­skę i mamy kolej­ne­go kan­dy­da­ta do mia­na faj­ne­go zapy­cha­cza cza­su.

Strain

Stra­in

O ludzie! Jak ten serial się świet­nie roz­po­czy­nał! Pierw­szy sezon i pierw­sze parę odcin­ków dosłow­nie wgnio­tły mnie w fotel. Tajem­ni­cza cho­ro­ba, któ­ra pozba­wia życia pra­wie każ­de­go pasa­że­ra samo­lo­tu lądu­ją­ce­go w USA. Wam­pi­ry, sta­ry dzia­dek, któ­ry polu­je na nie z ukry­tym w lasce ostrzem. Sta­ro­żyt­ny demon, nie­śmier­tel­ni nazi­ści, ogrom­ne kor­po­ra­cje trzy­ma­ją­ce w gar­ści świa­tek boga­czy, epi­de­mia i krzy­ki prze­ra­żo­nych miesz­kań­ców. Wpraw­dzie koń­ców­ka sezo­nu może nie­co roz­cza­ro­wy­wać, ale są to świet­ne pod­wa­li­ny pod dru­gi, któ­ry już został zamó­wio­ny. Zde­cy­do­wa­nie mój fawo­ryt o uwa­gę spra­gnio­ne­go moc­nych wra­żeń widza.

Zda­ję sobie spra­wę z tego, że wie­lu seria­lów tutaj zabra­kło, ale naj­zwy­czaj­niej w świe­cie:

  1. nie inte­re­su­ją mnie
  2. porzu­ci­łem
  3. jesz­cze nie zaczą­łem
  4. są już na tyle popu­lar­ne, że aż żal dodat­ko­wo pole­cać

Jak wszyst­ko na tym blo­gu – wpi­sy są subiek­tyw­ne i nakre­śla­ją mój gust, jed­nak będę wdzięcz­ny za wszel­kie pole­can­ki, wszak „Win­ter is coming” i trze­ba będzie coś robić w te wie­czo­ry. Co oglą­da­cie? Co pole­ca­cie? Pora­tuj­cie bie­da­ka w pro­kra­sty­na­cji.