Dłu­go zbie­ra­łem się do tej recen­zji, bo spec od ści­ga­łek ze mnie mar­ny. Za szczyt funu uwa­żam Need for Spe­ed: Under­gro­und 2, któ­re ogry­wa­łem w gim­na­zjum. Bli­żej mi ser­cem do gier arca­de niż symu­la­to­rów, jed­nak nie prze­szka­dza­ło mi to ogry­wać każ­dą kolej­ną odsło­nę Gran Turi­smo, gdzie byłem w sta­nie koń­czyć sto razy ten sam wyścig, by uzbie­rać na naj­lep­szą tur­bi­nę. I oto poja­wia się Pro­ject Cars.

Gra, nad któ­rą czu­wa­li inży­nie­ro­wie moto­ry­za­cyj­ni, a któ­ra nie ukry­wa, że nie ma ambi­cji na bycie na szczy­cie list sprze­da­ży. Dla twór­ców, któ­rzy środ­ki zebra­li na Kick­star­te­rze, naj­waż­niej­sze było jak naj­wier­niej­sze prze­ka­za­nie odczu­cia zwią­za­ne­go z pro­wa­dze­nia róż­nych pojaz­dów – od gokar­tów, przez samo­cho­dy dro­go­we, aż po naj­wy­daj­niej­sze potwo­ry, któ­re bio­rą udział w 24-godzin­nym wyści­gu Le Mans.

I tu od razu zasko­cze­nie – wszyst­kie wozy i tra­sy są dostęp­ne od razu. Nie trze­ba ich odblo­ko­wy­wać, od gra­cza nie wyma­ga się zbie­ra­nia punk­tów, setek godzin w try­bie onli­ne lub prze­cho­dze­nia kolej­nych szcze­bli karie­ry. Moż­na wło­żyć pły­tę do napę­du i od razu ści­gać się w try­bie mul­ti­play­er wybie­ra­jąc wcze­śniej upa­trzo­ny samo­chód i powo­li dopa­so­wy­wać jego usta­wie­nia, a tym samym żyło­wać wyni­ki na kolej­nych tra­sach.

1

Od razu rzu­ca się w oczy, że Pro­ject Cars to nie­ty­po­wa gra. Bli­żej jej do tytu­łów typu Asse­to Cor­sa, rFac­tor lub TOCA niż do wyda­ne­go nie­daw­no Dri­veC­lub lub serii Forza. Bez­po­śred­nio po roz­po­czę­ciu gry, naszym oczom poja­wia­ją się 3 pozio­my zaawan­so­wa­nia. Na naj­niż­szym włą­czo­ne są wszyst­kie asy­sty, wskaź­ni­ki i pomoc­ni­cze linie pod­czas wyści­gu. Nie ozna­cza to, wyścig wygra każ­dy, kto przy­trzy­ma „gaz” na padzie, uwierz­cie mi – pró­bo­wa­łem. Ostat­ni poziom to wyzwa­nie dla naj­więk­szych hard­ko­row­ców – zero asyst, zero uła­twień. Tyl­ko Wy i Wasza maszy­na kon­tra bez­li­to­sne tory, któ­re nie wyba­cza­ją błę­dów.

Dla czło­wie­ka wycho­wa­ne­go na grach arca­de, taka prze­siad­ka to nie­zły szok. To, że nale­ży zdej­mo­wać nogę z gazu na zakrę­tach wie­dzia­łem, ale takie ele­men­ty jak wypad­nię­cie z tra­sy jed­nym kołem, doda­nie gazu i bączek całej maszy­ny były dla mnie nowo­ścią. Takich niu­an­sów jest wie­le, ale zawo­dow­cy tyl­ko by mnie wyśmia­li, a ama­to­rzy raczej po tę grę nie się­gną. Dla­cze­go? Wystar­czy, że za przy­kład podam moją dziew­czy­nę, któ­ra po dwóch bącz­kach na dwóch pierw­szych zakrę­tach rzu­ci­ła padem.

2

Sama opra­wa wideo to rów­nież kwe­stia spo­rów: Dri­veC­lub ma pod­ra­so­wa­ną fil­tra­mi gra­fi­kę, któ­ra ma two­rzyć kli­mat, a w Pro­ject Cars jest ona ultra-reali­stycz­na i ma za zada­nie pie­ścić oczy fanów moto­ry­za­cji szcze­gó­ła­mi samo­cho­dów. Nie­ste­ty gra­ficz­nie mogę pochwa­lić wyłącz­nie samo­cho­dy i ewen­tu­al­nie moc­no desz­czo­wą pogo­dę. Resz­ta nie powa­la – od kon­struk­cji torów, któ­re są nie­zwy­kle oszczęd­ne, po widzów oraz całe oto­cze­nie nam towa­rzy­szą­ce. Tutaj zde­cy­do­wa­nie wygry­wa Dri­vec­lub, któ­ry ofe­ru­je tak­że znacz­nie więk­szy zakres opcji w try­bie foto­gra­ficz­nym. W Pro­ject Cars jest on moc­no uprosz­czo­ny, choć gra­cze już sami poka­za­li na co ich stać.

Nie wspo­mnia­łem jesz­cze o moż­li­wo­ści jaz­dy z wido­kiem z kok­pi­tu, gdzie każ­dy samo­chód ma dopra­co­wa­ne w 100% wnę­trze. O ile now­sze samo­cho­dy kuszą skó­rą i włók­nem, tak star­sze, kla­sycz­ne wozy w wer­sji raj­do­wej mogą dzi­wić oszczęd­no­ścią. Pora na dźwię­ki – odgło­sy samo­cho­dów zgod­nie z moją wie­dzą i zda­niem bar­dziej doświad­czo­nych – nie odbie­ga­ją od tych, któ­re pre­zen­tu­ją real­ne wer­sje tych­że samo­cho­dów. Cie­szy mnie to nie­zmier­nie, bowiem nie ma nic lep­sze­go niż ryk potęż­ne­go V8 w Mustan­gu – tak jestem tu stron­ni­czy, ale urze­ka mnie ten samo­chód, nie­istot­ne w jakiej wer­sji.

3

Zapy­ta­cie o model znisz­czeń, a ja odpo­wiem, że jest. Nie tyl­ko wizu­al­ny, ale rów­nież mecha­nicz­ny. Cza­sa­mi wystar­czy mały błąd, by zakoń­czyć wyścig z powo­du awa­rii skrzy­ni bie­gów lub oblu­zo­wa­ne­go koła. I uprze­dzam, że nie jest to zja­wi­sko loso­we, a zale­ży wyłącz­nie od naszych poczy­nań na torze. Jeśli skra­ca­cie zakrę­ty, czę­sto wyla­tu­je­cie z tra­sy i nie szczę­dzi­cie lakie­ru na prze­ciw­ni­kach, wte­dy może­cie być pew­ni, że nie doje­dzie­cie do mety. Na począt­ku mogło to dener­wo­wać, ale szyb­ko wybi­ja z gło­wy bez­myśl­ne sza­leń­stwa.

Ktoś, kto ocze­ku­je od Pro­ject Cars roz­gryw­ki jak w Need for Spe­ed albo Dri­veC­lub, moc­no się zawie­dzie. Jest mało samo­cho­dów i torów, ale nie o to w tej grze cho­dzi. Fizy­ka i opra­wa samo­cho­dów nad­ra­bia­ją to z nawiąz­ką. To nie jest racer dla fanów arca­de, ale dla doj­rza­łych ludzi, któ­rzy zje­dli zęby na moto­ry­za­cji i to od razu widać. Da się grać na padzie, ale pury­ści i tak wybio­rą kie­row­ni­cę.

4

Muszę Was prze­strzec, że Pro­ject Cars nie jest grą dla każ­de­go. Jeden z moich zna­jo­mych zażar­to­wał, że to takie Dark Souls dla fanów Gran Turi­smo i coś w tym jest. Na szczę­ście śla­dem Dark Souls, każ­dy suk­ces sma­ku­je podwój­nie, bowiem poko­na­li­śmy nie tyl­ko tabu­ny prze­ciw­ni­ków, ale rów­nież wła­sne sła­bo­ści. I chy­ba wła­śnie o to i o łama­nie kolej­nych barier cho­dzi w pro­fe­sjo­nal­nej moto­ry­za­cji wyści­go­wej.

Adre­na­li­na uza­leż­nia, ale chłod­na gło­wa i pew­na sto­pa są gwa­ran­ta­mi suk­ce­su. Suk­ce­su Sli­gh­tly Mad Stu­dios, któ­re nie spo­dzie­wa­ło się takie­go efek­tu, kie­dy pró­bo­wa­ło uzbie­rać pie­nią­dze od fanów na Kick­star­te­rze. Suk­ce­su, jakim nie­wąt­pli­wie jest Pro­ject Cars.

Grę do recen­zji pode­słał dys­try­bu­tor – Cene­ga S.A.