Prze­pro­wadz­ka nie roz­piesz­cza i póki co mamy mało cza­su na coś wię­cej niż roz­pa­ko­wy­wa­nie pudeł, ale uda­ło nam się wybrać do kina na “Jupi­ter: Intro­ni­za­cja”. Pierw­szą moją prze­słan­ką, żeby zoba­czyć ten film był fakt, że został on stwo­rzo­ny przez bra­ci.… prze­pra­szam — przez rodzeń­stwo Wachow­skich — któ­rzy mają na swo­im kon­cie napraw­dę dobre pro­duk­cje. Ostat­nim fil­mem ich pro­duk­cji jaki widzia­łam, był “Atlas Chmur”, któ­ry  mnie pozy­tyw­nie zasko­czył i roz­bu­dził ape­tyt na wię­cej pro­duk­cji tego typu.

Jupi­ter: Intro­ni­za­cja to film opo­wia­da­ją­cy o poza­ziem­skich cywi­li­za­cjach — i nie mam tu na myśli kosmi­tów, a wyso­ko roz­wi­nię­te cywi­li­za­cje z wład­ca­mi, któ­re posia­da­ją w swo­im mająt­ku całe pla­ne­ty, a naszą Zie­mię trak­tu­ją jako tą “pospo­li­tą”. Nie będę tu nic pisać o fabu­le, bo tak napraw­dę ona nie jest tu naj­waż­niej­sza — przy­naj­mniej dla mnie — mnie zachwy­ci­ły zdję­cia. Zdję­cia, sce­no­gra­fia, efek­ty spe­cjal­ne — to są rze­czy, któ­re two­rzą ten film i nimi będę sta­rać się Was i innych zachę­cać do wizy­ty w kinie.

Rodzeń­stwo już od cza­sów Matri­xa przy­zwy­cza­iło nas do dobrze wyko­na­ne­go fil­mu, a tą pro­duk­cją poka­zu­ją, że nie wyszli z wpra­wy i nie szczę­dzą pie­nię­dzy na fachow­ców w dzie­dzi­nie zdjęć i efek­tów spe­cjal­nych. Jeśli macie już dość oglą­da­nia fil­mów scien­ce-fic­tion, bo akcja jest nie­nor­mal­nie udziw­nio­na a fizy­ka nie trzy­ma się kupy — tu może­cie ze spo­ko­jem zasiąść przed ekra­nem i delek­to­wać się napraw­dę dobry­mi akcja­mi, któ­re z przy­jem­no­ścią się oglą­da. Oczy­wi­ście może­cie powie­dzieć, że prze­cież są super tech­no­lo­gie w innych wymia­rach, któ­re dają dużo wię­cej moż­li­wo­ści dla samej gra­wi­ta­cji, ale ja tu mówię o warun­kach Ziem­skich wraz z budyn­ka­mi o beto­no­wych podstawach.

JUPITER ASCENDING

Zwy­kle w super pro­duk­cjach tego typu, więk­szość akto­rów jest sta­ra­nie dobie­ra­na i łączą oni cały film w jed­ność, ale wyda­je mi się, że postać gra­na przez Milę Kunis (lub po pro­stu jej oso­ba — choć ja do niej nic nie mam) po pro­stu nie pasu­je do tego fil­mu. Zapew­ne zamy­słem reży­se­rów mia­ło być stwo­rze­nie posta­ci, któ­ra ma być lek­ko zagu­bio­na w świe­cie, gdzie Zie­mia nie jest “cen­trum” życia we Wszech­świe­cie, ale według mnie aktor­ka po pro­stu nie czu­je kli­ma­tu świa­ta science-fiction.

Chan­ning Tatum jako towa­rzysz pierw­szo­pla­no­wej boha­ter­ki w fil­mie, tym razem nie jest tu poka­za­ny jedy­nie jako osi­łek do roz­ko­chi­wa­nia w sobie nie­wiast umi­lił mi momen­ta­mi roz­wle­kłą fabu­łę. W tym fil­mie poka­zał, że potra­fi nie tyl­ko tań­czyć, ska­kać i wygłu­piać się jak w poprzed­nich fil­mach, ale tak­że porwie za ser­ce i poka­że, że dobrze się na nie­go patrzy w sce­nach akcji.

Rów­nież Sean Bean poka­zał, że potra­fi zagrać nie­jed­no­wy­mia­ro­we posta­ci, a jego występ oce­niam nad wyraz pozy­tyw­nie. W jego przy­pad­ku, for­mu­ła scien­ce-fic­tion spraw­dzi­ła się wyśmie­ni­cie i chęt­nie zoba­czył­bym go w głów­nej roli fil­mu z tego gatun­ku. Może występ w kon­ty­nu­acji Bla­de Run­ne­ra? Kto wie…

JUPITER ASCENDING

Prze­cho­dząc do sed­na — według mnie cały świat stwo­rzo­ny w tym fil­mie, każ­da galak­ty­ka, pla­ne­ta, tech­no­lo­gie i zawi­ło­ści mię­dzy boha­te­ra­mi — ide­al­nie nada­ją się do stwo­rze­nia seria­lu. Fabu­ła, któ­ra zosta­ła przed­sta­wio­na w jed­nym fil­mie była według mnie za bar­dzo roz­cią­gnię­ta — choć każ­dy jej aspekt był inte­re­su­ją­cy. Zauwa­ży­łam wie­le otwar­tych drzwi, któ­re mogły­by być szkie­le­tem seria­lu, ale i pobocz­ny­mi histo­ria­mi i pro­ble­ma­mi, nie­ko­niecz­nie zwią­za­ny­mi z głów­nym wątkiem.

Może widzę w tym pro­myk nadziei na stwo­rze­nie now­szych i bar­dziej efek­ciar­skich odcin­ków Firefly?

Film zoba­czy­li­śmy dzię­ki Cine­ma City Arka­dia, któ­re zapro­si­ło nas na seans.