Słowem wstępu, SteelSeries podesłało cały zestaw w tym kolorze, ale w tym wpisie skupimy się na klawiaturze.
Zdjęcia robią jej krzywdę

Zacznę od czegoś, czego nie znajdziecie w opisie produktu: na fotkach ta klawiatura wygląda gorzej, niż wygląda naprawdę. Na sklepowych renderach lawenda wychodzi płasko i trochę plastikowo, jak zabawka z działu dla młodszych. Na biurku to stonowany, przykurzony fiolet, który nie krzyczy i nie próbuje być ozdobą pokoju. Jeśli macie już podkładkę i słuchawki w podobnej tonacji, całość nagle zaczyna wyglądać jak zestaw, a nie jak zbiór przypadkowych przedmiotów.

Jestem facetem wychowanym na czarnych klawiaturach z czerwonym podświetleniem i doceniam, że ktoś w końcu wyszedł poza dwa kolory zajechane przez tę branżę na śmierć. Czarna albo biała. Tyle było opcji przez ostatnią dekadę.
Dla kogo to właściwie jest
Nie będę udawał, że nie wiem, w kogo celuje SteelSeries. Pastelowe biurko, ciepła lampka, kubek z kotem, kamerka nad monitorem. Ten typ stanowiska rządzi od lat w social mediach i częściej należy do kobiety niż do faceta po trzydziestce w bluzie z logo studia. Tylko że „nie jestem targetem" i „to nie jest dla mnie" to dwie zupełnie różne rzeczy. Klawiatura stoi u mnie od kilku tygodni i nie mam zamiaru jej zdejmować.

Cozy to bardziej nastrój niż styl. Wieczorem, przy jednym źródle światła, taki kolor po prostu mniej męczy oczy.
Membrana, czyli słowo, po którym połowa z was zamknie kartę
Apex 3 TKL to klawiatura membranowa. SteelSeries nazywa te przełączniki Whisper-Quiet, obiecuje dwadzieścia milionów naciśnięć i niski opór, ale pod klawiszem siedzi gumowa kopułka. Skok jest długi, dobija do prawie czterech milimetrów, punkt aktywacji się nie zgłasza, a każde uderzenie do końca kończy się miękkim tąpnięciem. Przesiadając się z mechanika, poczujecie to w ciągu dziesięciu sekund i nie ma sensu wam wmawiać, że jest inaczej.

Pisze się na tym za to zaskakująco dobrze. Powstał na niej cały ten tekst i jeszcze kilka innych, palce po godzinie nie protestują, a klawisze są szeroko rozstawione i stabilne, bez chybotania. Inny rodzaj przyjemności. Zamiast sprężystości dostajecie miękkość.
Najcichsza rzecz na moim biurku
Cisza jest tu prawdziwą funkcją, a nie hasłem z pudełka. Nagrywam podcast i streamuję, więc klawiatura, której nie słychać w mikrofonie stojącym czterdzieści centymetrów dalej, rozwiązuje mi problem, z którym męczyłem się latami. Przy mechaniku montaż zaczynałem od wycinania stukania spod własnego głosu, a tutaj nie ma czego wycinać.



Żeby nie było, bezgłośna nie jest. Spacja hałasuje wyraźnie bardziej niż reszta, przy szybkim pisaniu słychać głuche pacnięcie. Po prostu nikt w sąsiednim pokoju się na to nie obudzi.
Wodoodporność, której nie mam ochoty sprawdzać
Klawiatura ma certyfikat IP32, czyli odporność na pył i zachlapanie z góry. Nie robiłem testu z kubkiem, bo producent nie obiecuje kąpieli, tylko przetrwanie wywróconej szklanki, a ja nie mam ambicji niszczenia sprzętu dla pointy. Przy okazji to wyjaśnia, dlaczego kabel jest przymocowany na stałe. Gniazdo w obudowie byłoby kolejną dziurą, przez którą wleci płyn.

Przewód mierzy 1,8 metra i wychodzi jednym z trzech kanałów wyfrezowanych w spodzie: w lewo, w prawo albo na wprost. Drobiazg, a robi porządek za monitorem.
Osiem stref to nie to samo co osiem klawiszy
Podświetlenie działa w ośmiu strefach i to zdanie trzeba zrozumieć przed zakupem. Sterowania pojedynczymi klawiszami tu nie ma, więc efekt fali rozkłada się na osiem słupków zmieniających kolor po kolei. Do dyspozycji macie 16,8 miliona kolorów i synchronizację PrismSync z resztą sprzętu tej marki, ale rozdzielczość świecenia jest z niższej półki, bo klawiatura też jest z niższej półki.



Jest za to rzecz, której się nie spodziewałem. Na jasnym, lawendowym plastiku kolory wychodzą mlecznie i łagodniej niż na czarnym. Ustawiłem jeden ciepły odcień na stałe i wygląda to lepiej niż cokolwiek animowanego.
Rolka głośności i jeden guzik bez opisu
Metalowa rolka w prawym górnym rogu jest jednym z lepszych elementów tej klawiatury i mówię to zupełnie serio. Chodzi z wyczuwalnymi zaskokami, da się ją kliknąć, a kciuk trafia w nią po tygodniu bez patrzenia. Obok siedzi czarny guzik bez żadnego oznaczenia, który obsługuje multimedia: jedno kliknięcie pauzuje, dwa przeskakują do przodu, trzy cofają.

Dwa kliknięcia jeszcze przeżyłem, przy trzech gubię się za każdym razem i ląduję dwa utwory dalej, niż planowałem. Używam go więc wyłącznie do pauzy.
Dziesięć milisekund i kto to w ogóle zauważy
Opóźnienie wejścia to okolice dziesięciu milisekund i tu muszę być uczciwy w obie strony. W rankedzie sieciowej strzelanki, gdzie liczy się kto pierwszy wcisnął, taka różnica da się zmierzyć. W erpegu, w strategii, w singlowej przygodówce i w codziennym pisaniu nie zauważycie jej, nawet gdybym wam za to zapłacił.
Anti-ghosting działa, klawisze nie blokują się przy kilku wciśniętych naraz, a format TKL zabiera z biurka jakieś osiem centymetrów i oddaje je myszce. Przy 639 gramach klawiatura jest lekka, więc przy gwałtownym ruchu potrafi drgnąć, choć gumowane nóżki trzymają ją przyzwoicie.
Program, który waży więcej niż sama klawiatura
Żeby ustawić podświetlenie i makra, trzeba zainstalować SteelSeries GG, czyli cały pakiet z mikserem audio, nagrywarką klipów i sklepem w środku. Dla sprzętu, który potrzebuje jednej konfiguracji na całe życie, to armata wycelowana w komara.
Robi się to raz i przestaje myśleć. Jeśli jednak macie już na pasku cztery programy od czterech producentów peryferiów, dokładacie piąty.
Czego tu nie ma i ile to kosztuje
Lista braków jest krótka i przewidywalna: podpórki pod nadgarstki (wersja TKL jej nie dostaje), odłączanego kabla, nakładek z PBT. Keycapy są z ABS-u, więc z czasem wyświecą się w miejscach, na których leżą palce, i to kwestia miesięcy, a nie wady egzemplarza. Do tego 364 na 150 milimetrów, 40 wysokości, USB, Windows i macOS, zgodność z konsolami i dwa lata gwarancji.

Za 229 złotych. W cenie, w której zwykle dostaje się bezimienną plastikową płytę z tęczową falą i żywotnością do pierwszych wakacji, tutaj dostajecie porządnie złożony sprzęt marki, która wie, co robi. W tych samych pieniądzach są jeszcze Aqua i Amethyst, gdyby lawenda okazała się o krok za daleko.
Werdykt
To bardzo dobra klawiatura za 229 złotych i zupełnie przeciętna klawiatura w ogóle, a te dwa zdania wcale się nie kłócą. Za te pieniądze dostajecie ciszę, odporność na zachlapanie, kapitalną rolkę i kolor, który nie jest kolejną czarną płytą. Mechaniki, podświetlenia pojedynczych klawiszy i wyników w rankedzie w zestawie nie ma. Jeśli gracie wieczorami, piszecie dużo, nagrywacie cokolwiek z mikrofonem w pobliżu albo składacie stanowisko, które ma wyglądać spójnie, kupujcie bez zastanawiania się drugi raz.
Jeśli siedzicie w strzelankach po kilka godzin dziennie i wiecie, czym różni się brązowy przełącznik od czerwonego, dołóżcie i weźcie coś innego. A jeśli szukacie pierwszej porządnej klawiatury dla dzieciaka lub kogoś, kto chce tanio i dobrze, to szczerze nie wiem, co miałbym wam polecić zamiast niej.
Sprzęt do recenzji udostępnił producent, firma:

Komentarze