Uczciwie ostrzegam z góry - zdjęcia w tym tekście wyglądają nietypowo i jest ku temu powód. Mam w domu generalny remont, biuro rozłożone na czynniki pierwsze, a jedyne miejsce, gdzie dało się fotel sensownie ustawić i obfocić, to pokój, w którym z żoną czekaliśmy na nową sofę. Efekt uboczny: tło jak z ekipy budowlanej. Merytorycznie nic to nie zmienia, fotel testowałem miesiąc w normalnych warunkach użytkowania, a nie na potrzeby ładnego kadru.
Wracając do samego fotela Ergo Milano Pro - przez pierwsze tygodnie miałem ochotę odesłać go z powrotem. Nie dlatego, że był zły - dlatego, że nie umiałem przestać przy nim majstrować. Siadałem, wstawałem, kręciłem pokrętłami, przesuwałem siedzisko, znowu wstawałem. Każdego wieczoru byłem przekonany, że wczoraj miałem lepiej. Wydałbym grube pieniądze na fotel i czułem się przy nim jak dzieciak, któremu ktoś podał kokpit odrzutowca bez instrukcji. A potem, którejś soboty, po prostu przestałem kombinować. I od tamtej pory naprawdę nie chce mi się z niego wstawać.

Paradox Ergo Milano Pro to ergonomiczny fotel na aluminiowej ramie, który przyjechał do mnie na testy i wygryzł z pokoju mojego wysłużonego poprzednika ze szwedzkiej sieciówki. Ten stary siedział ze mną lata i miałem do niego sentyment, ale dwie rzeczy wkurzały mnie w nim codziennie: podłokietniki, których praktycznie nie dało się ustawić, i zero sensownego wsparcia pod kark. Milano Pro rozprawia się z jednym i drugim, choć - jak się zaraz przekonasz - własnymi problemami też potrafi człowieka poczęstować.
Kim w ogóle jest Paradox?
Jeśli nigdy o tej marce nie słyszałeś, spokojnie - ja też do niedawna nie. Paradox to warszawska firma założona w 2022 roku, część grupy eco24, a jej założyciele mają w CV m.in. McKinseya, Westwing i studia projektowe z Cannes Lions na półce. Filozofia jest prosta i szczerze mówiąc sprytna: projekt i kontrola jakości po europejsku, produkcja u wyselekcjonowanych partnerów w Azji. Dzięki temu dostajesz fotel, który chce grać w jednej lidze z markami za grubo ponad tysiąc euro, a kosztuje ułamek tej kwoty.

Sami lubią porównywać się do momentu, w którym Nike powiedziało ludziom, że w butach do biegania można chodzić na co dzień. Brzmi jak hasło z prezentacji inwestorskiej, ale kiedy siadasz na Milano Pro, ten cały korporacyjny sznyt nagle zaczyna mieć sens - to jest fotel do pracy, do konsoli i do leżenia z padem, wszystko w jednym.
Tak zapakowanego fotela jeszcze nie widziałem
Zanim jeszcze cokolwiek skręciłem, muszę oddać Paradoxowi coś, o czym mało kto pisze, a co robi kolosalną różnicę: pakowanie. Każdy element siedział w osobnej piance, owinięty w folię, obłożony tak, że nic nie miało prawa się przesunąć nawet o milimetr. Wyciągałem kolejne części jak z pudełka po drogim sprzęcie fotograficznym, a nie po fotelu.



Możesz dać tę paczkę najbardziej znudzonemu kurierowi w mieście, kazać mu grać nią w kręgle na klatce schodowej i i tak dojedzie do ciebie bez jednej rysy. Brzmi jak przesada, wiem. Ale kiedy rozpakowujesz coś za dwa i pół tysiąca, taki poziom zabezpieczenia to nie fanaberia, tylko dokładnie to, czego oczekujesz - i tu dostajesz go z nawiązką.

Aluminium, które czuć w rękach
Zamiast plastiku i nylonu, na których jadą tańsze konstrukcje, Paradox postawił tu na pełną aluminiową ramę i polerowaną podstawę. Wyciągasz części z pudła i od razu czujesz, że trzymasz kawał solidnego sprzętu, a nie zabawkę, która za rok zacznie skrzypieć przy każdym obrocie. Do tego podnośnik klasy 4, udźwig do 150 kg, 200 tysięcy cykli w testach wytrzymałościowych i pięć lat gwarancji. To liczby, które przy fotelu za dwa i pół tysiąca chcesz zobaczyć, zanim usiądziesz.


Dla mnie to akurat kluczowa sprawa, bo jestem dużym chłopem - nie tyle wzrostem, co masą powyżej średniej. Wysłużone krzesła zwykle dawały mi to odczuć skrzypieniem albo miękkim, zapadającym się siedziskiem. Tutaj nic nie klekocze, nic się nie ugina, a ja po miesiącu przestałem w ogóle o tym myśleć. Ten ciężar ma jednak drugą stronę medalu, o czym za moment.





Montaż na dwie osoby (i jeden aparat)
Na papierze montaż jest banalny. Większość elementów wchodzi na wcisk, kluczyk przydaje się właściwie tylko do przykręcenia oparcia, a producent obiecuje dziesięć minut. I wiesz co, gdyby nie to, że robiłem po drodze zdjęcia do materiału, spokojnie zmieściłbym się w tych dziesięciu minutach. To jeden z niewielu foteli, przy którym składanie nie zamieniło się w wieczór z przekleństwami i rozsypanymi śrubkami.


Jest jedno „ale" i wraca nim właśnie ten aluminiowy ciężar. Oparcia na siedzisko nie nasadzisz w pojedynkę bez gimnastyki, bo trzeba przytrzymać obie części naraz. Robiłem to z żoną i szczerze polecam mieć kogoś do pomocy przy tym jednym kroku, zamiast udowadniać sobie, że dasz radę sam.

Dziewięć wajch i żadnej litości
Sercem fotela jest włoski mechanizm Donati z przesuwem siedziska, a wokół niego producent upchał w sumie dziewięć regulacji. Masz synchroniczne odchylanie, regulację głębokości, pochylenie siedziska do przodu w systemie, który otwiera kąt bioder powyżej dziewięćdziesięciu stopni i zdejmuje napięcie z dolnego odcinka pleców. Do tego podłokietniki 5D i zagłówek 3D, który ustawiasz w trzech płaszczyznach pod własną anatomię. Każda z tych regulacji ma sens, tyle że wszystkie naraz potrafią człowieka na starcie zwyczajnie przytłoczyć.

I tu wracamy do mojego pierwszego miesiąca. To nie jest fotel, w którym siadasz i jedziesz - to fotel, którego musisz się nauczyć, a on nauczyć się ciebie. Pochylenie siedziska do przodu było dla mnie odkryciem, bo wcześniej znałem to rozwiązanie tylko z droższych foteli samochodowych. Kiedy już złapałem, co robi która wajcha, ustawiłem raz a dobrze i od tamtej pory ręce trzymam z dala od pokręteł.
Plecy przestały mi przypominać, że istnieją
Oparcie to koreańska siatka o wysokiej gramaturze, przewiewna na tyle, że nawet w upalne popołudnia nie kleję się do niego jak do taniego ekoskóropodobnego tronu. Regulacja wysokości oparcia trafia dokładnie we wsparcie kręgów w dolnym odcinku, a efekt jest taki, jaki przy dobrym fotelu być powinien: żaden. Najlepsze podparcie lędźwi to takie, którego zwyczajnie nie czujesz, bo po ośmiu godzinach plecy po prostu nie bolą.

Mój poprzedni fotel przypominał mi o sobie karkiem - pod koniec dnia czułem to napięcie u nasady szyi. Tutaj zagłówek robi swoje i ten problem po prostu zniknął z mojej codzienności. Nie zauważasz go, dopóki nie przesiądziesz się na chwilę na coś gorszego i nie zrozumiesz, jak bardzo się rozleniwiłeś.

Podnóżek, który kocham i którego czasem nie znoszę
Wysuwany podnóżek to element, który w połączeniu z odchyleniem oparcia do stu trzydziestu pięciu stopni zamienia fotel roboczy w strefę regeneracji w jakieś trzy sekundy. Nogi do góry, plecy odchylone, pad w rękach i przerwa w graniu robi się nagle o wiele przyjemniejsza. To jedna z tych funkcji, których nie doceniasz, dopóki raz nie spróbujesz, a potem nie wyobrażasz sobie fotela bez niej.

Mam jednak swój drobny, prywatny problem i muszę go nazwać wprost, bo to realna niedogodność, a nie akademicki zarzut. Lubię czasem podwinąć nogi pod siedzisko, taki mam zwyczaj przy dłuższym siedzeniu. I nawet z podnóżkiem schowanym na maksa wciąż wchodzi mi on w drogę, przez co nie mogę tych nóg wsunąć tak, jakbym chciał. Dla kogoś, kto siedzi klasycznie, zero problemu. Dla mnie - mały codzienny zgrzyt.

Wygląda jak z galerii, nie z turnieju
Milano Pro nie próbuje być gamingowym tronem z podświetleniem i pseudowyścigowymi kubełkami. Jest spokojny, minimalistyczny, z aluminiowymi akcentami, które wyglądają jak z apple'owego katalogu. Wpasowuje się w domowe biuro, salon i setup do nagrań, i nie odciąga uwagi od reszty pokoju. To fotel, który nie krzyczy o swoją obecność, tylko po prostu podnosi poziom całego wnętrza.

Doceniam to podwójnie, bo część mojego siedzenia to praca przed kamerą, a nie każdy fotel dobrze wygląda w kadrze. Ten wygląda i to na tyle, że w domu zebrał komplement, zanim ktokolwiek na nim usiadł.
Dla dużego chłopa (ale nie za dużego)
Producent podaje, że fotel obsłuży osoby o wzroście od stu sześćdziesięciu pięciu do stu dziewięćdziesięciu pięciu centymetrów i wadze do stu pięćdziesięciu kilogramów. Na szerokość siedziska naprawdę nie mam się do czego przyczepić, mieszczę się wygodnie i nic mnie nie uwiera. Przy moich stu osiemdziesięciu centymetrach i masie powyżej średniej to fotel, który wreszcie traktuję jak skrojony na mnie, a nie na przeciętnego użytkownika z folderu.

Jedno mógłbym poprawić. Nawet przy siedzisku wysuniętym do samego końca mam wrażenie, że przydałoby się jeszcze te pięć centymetrów głębokości, żeby uda miały pełne podparcie. To nie dyskwalifikuje niczego, ale jeśli jesteś słusznej postury i lubisz solidnie oparte nogi, miej to z tyłu głowy.

Instrukcja, która o niczym nie mówi
I teraz największy minus, bo obiecałem sobie, że nie będę go rozmywał. Instrukcja obsługi jest lakoniczna do bólu i ani słowem nie tłumaczy, do czego służy która dźwignia. Dostajesz fotel z dziewięcioma regulacjami i mapę skarbów bez legendy. Cała autoregulacja zamienia się w zgadywankę, dopóki metodą prób i błędów sam nie rozpracujesz, co dana wajcha robi.

Najbardziej oberwało mi się przy podłokietnikach. Lubię je mieć wysoko, ale kiedy dojadę do najwyższego ustawienia, kolejny klik resetuje wszystko i podłokietnik zjeżdża na sam dół. Za każdym razem gram więc w rosyjską ruletkę - podniesie się jeszcze o jeden stopień czy spadnie mi pod nogi. Wystarczyłby jeden dedykowany przycisk zrzucający podłokietniki do najniższej pozycji i problem znikłby w sekundę. To akurat rzecz, którą Paradox spokojnie może poprawić w kolejnej serii, bo to kwestia projektu, a nie jakości.

Po miesiącu codziennego siedzenia, między klawiaturą a padem, mam prostą konkluzję: Milano Pro to fotel, który każe ci zapłacić na wejściu cierpliwością, a potem oddaje to z nawiązką. To trochę jak dobry but robiony na miarę - pierwsze dni uwierają, a kiedy się już rozchodzi, nie chcesz nosić niczego innego. Kupujesz go, jeśli spędzasz w fotelu godziny, cenisz solidne wykonanie i przełkniesz kilka dni nauki; odpuszczasz, jeśli chcesz usiąść i mieć spokój od pierwszej minuty.
Dzięki dla Paradox za podesłanie egzemplarza testowego - miesiąc na nim zleciał szybciej, niż się spodziewałem.
Komentarze