Mam dużą łapę. Taką, przy której połowa myszek „dla graczy" wygląda jak coś, co wypadło z zestawu klocków mojego dzieciaka. Kiedy wyciągałem Vipera V3 Pro SE z pudełka, byłem pewny, że skończy się to znajomym scenariuszem - godzina, może dwie, a potem to uczucie irytacji, że minie parę dni zanim wracę do czegoś, co znam i lubię.
Minęły dwa tygodnie. Nie wróciłem.
Chyba czas na nową powłokę
Razer przyzwyczaił nas do ładnych, krzykliwych opakowań, jednak niezmiennie od lat - z dużą łatwością łapią każdy odcisk palca i cząsteczki kurzu. Na żywo nie wygląda to tak źle, ale zdjęcia wyciągają każdą nieprawidłowość. Tak samo jest z konstrukcją myszki - patrząc na nią na biurku, w świetle dziennym, nie widać, że jest z nią coś nie tak, jednak na zdjęciach widać każdą drobinkę kurzu.

Nie da się tego całkowicie wyeliminować, szczególnie jeśli ktoś jest akurat w fazie remontu, ale mokre chusteczki lub przetarcie zwykłą mikrofibrą pomaga na krótką chwilę.
Podnosisz ją i szukasz baterii
Pierwszy odruch po założeniu dłoni jest zawsze ten sam - ruszasz myszką i przez ułamek sekundy masz wrażenie, że ktoś zapomniał czegoś włożyć do środka. Nic nie zapomniał. Te pięćdziesiąt kilka gramów to po prostu tyle, ile ten sprzęt waży. Po dwóch dniach ręka przestaje się nad tym zastanawiać i zaczyna to wykorzystywać - szybkie szarpnięcia w bok wychodzą lżej, nadgarstek mniej się męczy pod koniec dłuższej sesji.

Wróciłem na chwilę do swojej starej myszki, żeby mieć jakiś punkt odniesienia. Poczułem się, jakbym przesuwał cegłę. I to jest chyba najlepszy dowód na to, że lekkość Vipera to nie jest liczba z pudełka, tylko coś, co się realnie czuje.
Celuje dokładnie tam, gdzie patrzę
Dobry sensor to taki, którego się nie zauważa. Tego nie zauważam. Przez dwa tygodnie ani razu nie złapałem tej myszki na tym, że kursor pojechał gdzieś obok mojej intencji. Mikrokorekty przy celowaniu trafiają tam, gdzie mają, a przy szybkim odwróceniu nie ma tego drażniącego poślizgu, kiedy sprzęt na moment gubi wątek. Duża w tym zaleta ogromnych ślizgaczy teflonowych, które dosłownie suną po podkładce.

Sprawdziłem dokładność śledzenia sensora na kilku podkładkach i na gołym biurku - lubię wiedzieć, gdzie jest granica. Granicy specjalnie nie znalazłem. W praktyce oznacza to, że o sensorze mogę po prostu zapomnieć i zająć się graniem.
Moja łapa i te 54 gramy
Trzymam myszkę czubkami palców, tak zwanym fingertip gripem, i przy mojej dłoni czuję, że kształt mógłby być odrobinę wyższy. Dosłownie o parę milimetrów, tyle, żeby środek dłoni miał więcej oparcia. Żadna katastrofa, zabawy mi to nie psuje. Ale jest realne i nie zamierzam udawać, że tego nie ma.

Druga rzecz to wrażenie kruchości. Ta myszka w ręce sprawia wrażenie bardzo delikatnej, jakby trochę bała się mocniejszego ścisku. Za każdym razem, kiedy odkładam ją energiczniej, łapię się na tym, że robię to ostrożniej niż zwykle. Przez dwa tygodnie nic złego się nie stało i konstrukcyjnie wszystko trzyma się kupy - ale ten dreszczyk „oby nic nie chrupnęło" po prostu jest. Możliwe, że to cena za zejście z wagą tak nisko.
Ustawiłem raz i zamknąłem na dobre
Oprogramowanie potrafi właściwie wszystko, co przyjdzie Ci do głowy - profile, przypisania przycisków, czułość rozbijaną na pojedyncze kroki, kalibrację pod konkretną powierzchnię. Usiadłem, poustawiałem swoje i zamknąłem.




Nie jestem człowiekiem, który lubi mieszkać w ustawieniach. Znam takich i im ta myszka da pole do popisu na długie wieczory. Ja swoje kliknąłem w kwadrans i od tamtej pory nie odpaliłem tego programu ani razu - a najlepsze oprogramowanie do myszki to takie, do którego nie musisz wracać.
Nie świeci i bardzo dobrze
Nie ma tu ani jednej diody RGB. Zero. Rozumiem, że dla części osób to argument przeciw - świecąca myszka na biurku po prostu ładnie wygląda. Mnie akurat nie rusza, a w zamian dostaję coś, co cenię znacznie bardziej.
Producent podaje do 95 godzin pracy przy 1000 Hz, a wersja SE dokładnie na tym pułapie działa. U mnie przełożyło się to na dwa tygodnie bez podłączania kabla. Ani razu. Kończę pracę, odkładam myszkę i nie zawiązuję sobie w głowie węzełka „naładować", bo ona się tym po prostu za mnie zajmuje. Kabel wciąż leży w tym samym miejscu w szufladzie, w którym położyłem go pierwszego dnia.
Świecąca podkładka pod nieświecącą myszką
Bawi mnie to zestawienie: przed chwilą chwaliłem myszkę za brak choćby jednej diody, a leży ona teraz na Gigantus Extended Chroma, czyli podkładce, która potrafi rozświetlić się całą krawędzią w 16,8 miliona kolorów. Te przeszło dziewięćdziesiąt centymetrów szerokości spokojnie mieszczą klawiaturę i całą przestrzeń do machania myszką, więc nawet przy niskiej czułości nie zjeżdżam z materiału w najmniej odpowiednim momencie.

Powierzchnia jest miękka, lekko fakturowana, ustawiona gdzieś pośrodku między czystą szybkością a pełną kontrolą - przy moim chwycie czubkami palców gra to wyśmienicie, mysz nie ślizga się jak po lodzie, a mikrokorekty wychodzą dokładnie takie, jakich chcę. RGB traktuję jako miły dodatek, nie powód zakupu. Kupujesz płótno, na którym dobrze się celuje, a światełka dostajesz w gratisie.
Guma pod spodem trzyma się biurka jak przyklejona i to właściwie wszystko, czego od podkładki oczekuję. Jedyny minus to trochę dziwne obszycie - rozumiem, że ten pasek LED-owy musi się jakoś trzymać, ale z bliska wygląda to na mało wytrzymałe rozwiązanie.
Dla kogo jest ta myszka, a dla kogo mniej
Viper V3 Pro SE to sprzęt, który przekonał mnie wbrew moim własnym założeniom. Jest ekstremalnie lekki, ma sensor, o którym można spokojnie zapomnieć, i baterię, która realnie odciąża głowę z jednej codziennej drobnostki. Jeśli grasz dużo, cenisz lekkość i nie robi Ci różnicy brak świecidełek, będziesz z nią bardzo szczęśliwy.

Jeśli masz dużą dłoń i trzymasz mysz całą powierzchnią ręki, usiądź z nią najpierw w sklepie - te parę brakujących milimetrów możesz poczuć mocniej niż ja. A jeśli boisz się o delikatnie wyglądającą konstrukcję, uczciwie uprzedzam: pierwsze dni będziesz ją odkładał ostrożniej, niż trzeba. U mnie bilans wyszedł prosto - to jest ta myszka, po którą sięgam odruchowo, nawet mając pod ręką inne. I chyba tyle wystarczy powiedzieć.
Komentarze