Uwaga, w tym tekście padają spoilery - jeśli chcesz wejść w ten album na czysto, wróć tu po lekturze.


A teraz do rzeczy: Peter Parker zawsze wraca do Mary Jane. Traktowałem to jak grawitację, jeden z tych pewników, na których stoi pół Marvela. Zeb Wells rozbił mi ten pewnik na kawałki i muszę przyznać, że doceniam odwagę. MJ spędziła w innym wymiarze lata, ułożyła sobie tam życie z Paulem, a Peter został po tej stronie z rachunkiem sumienia, którego nie ma jak spłacić.

Wina, której nikt mu nie wypomniał

Najmocniejsze w tym tomie jest to, że Peter obwinia się sam. Nie ma sceny z wyrzutami, nikt nie wskazuje na niego palcem, żadna postać nie mówi mu, że zawalił. On po prostu wie. I musi się odnaleźć w rzeczywistości, w której kobieta jego życia ma za sobą kilkanaście lat, w których jego nie było. Bohater, który przez dekady wygrywał tym, że zawsze zdąży, tutaj nie zdążył i nie dostaje szansy, żeby to odkręcić.

Kradnie, kłamie i dogaduje się z Osbornem

I właśnie dlatego przestaje przebierać w środkach. Fantastyczna Czwórka nie chce dać mu tego, czego potrzebuje, więc Peter zwyczajnie okrada Reeda Richardsa ze sprzętu - najmądrzejszego człowieka na planecie, kolegę, który wielokrotnie ratował mu skórę. Kiedy i to nie wystarcza, idzie po pomoc do Normana Osborna.

Facet, który zabił Gwen Stacy, zostaje w tym tomie najbardziej wyrozumiałym rozmówcą Petera i nie jestem pewien, czy bardziej robi to wrażenie, czy przeraża. Wells nie pisze tego jako upadku bohatera, tylko jako listy rzeczy, które człowiek jest w stanie zrobić, kiedy stawką jest jedna konkretna osoba. Peter przez cały album traci prawo do bycia tym porządnym, a i tak nic nie odzyskuje.

Pogrzeb, na który przychodzą wszyscy

Drugie dno albumu to śmierć Kamali Khan. Ginie, zasłaniając innych przed Emisariuszem, i ginie w cudzym komiksie - to zarzut uczciwy, bo dostaje pożegnanie godne pierwszoplanowej bohaterki w serii, w której przez kilkadziesiąt zeszytów była tłem. Rozdział z pogrzebem jest mimo to najlepszą częścią tomu.

Iron Man, Doktor Strange, Kapitan Ameryka i cała galeria ikon w jednym miejscu, bez ani jednego ciosu i bez ratowania świata. Nie wiem, czy scena, w której nikt nie musi nikogo pokonać, powinna ruszyć mnie bardziej niż finał głównego wątku - ale ruszyła.

Kupować czy odpuścić?

Wydanie jest standardowe dla serii: 176 stron, miękka oprawa ze skrzydełkami, format 16,7 x 25,5 cm, przekład Bartosza Czartoryskiego bez potknięć. Rysunki Johna Romity Jr. dzielą i będą dzielić, bo kreska jest kanciasta, a twarze bywają nieczytelne dokładnie tam, gdzie emocje mają grać najmocniej. Pamiętaj też, że to druga część historii - bez piątego tomu wchodzisz w to w połowie zdania.

Jeśli lubisz, kiedy komiks zabiera bohaterowi coś na stałe i każe mu z tym żyć, ten album Ci to da; jeśli szukasz zwinnego Pająka rzucającego tekstami, sięgnij po coś innego, bo tu jest ciężko od pierwszej do ostatniej strony.


Cena okładkowa to 79,99 zł, w promocji schodzi do niecałych 56 zł. Za tę drugą kwotę biorę w ciemno.

Aktualnie na stronie Egmont.pl, tom kosztuje niecałe 56 zł i uważam to za rewelacyjną cenę, szczególnie jeśli pomyślimy, że dostajemy w zamian świetną historię z genialną kreską, która rozpościera się na 176 stronach. Stosunek ceny do jakości jest tutaj ciężki do skrytykowania.

Tom do recenzji podesłał wydawca - Egmont.pl