Znacie ten scenariusz - wielki z toporem idzie na drugiego wielkiego z toporem, szybka z nożami na szybkiego z nożami. Automat dzieli klasę na drużyny jak nauczyciel WF-u. Żeby było sprawiedliwie i żeby nikt nie płakał.

Pierwszy tom nowych Avengersów robi to samo, tylko na serio.

Kang przychodzi umierać

Kang wchodzi do tej opowieści ranny i przebity, a zamiast ultimatum przynosi ostrzeżenie. Zdobywca, który przez sześćdziesiąt lat był chodzącą groźbą w fioletowym hełmie, dostaje rolę tragiczną i MacKay prowadzi ją zaskakująco pewnie. Przychodzi do ludzi, którymi zawsze pogardzał, bo nie ma dokąd pójść, i przez cały tom widać, ile go to kosztuje.

Drugi dobry pomysł siedzi w tytule. Niemożliwe Miasto jest żywe, zniewolone przez tych, którzy nim latają, i zostawiono mu tyle świadomości, żeby rozumiało, co się z nim dzieje. To ofiara, po której chodzą buty złoczyńców.

Sprawiedliwy podział na drużyny

Przeciwnicy przylatują w piątkę i każde z nich jest skrojone pod jednego Avengersa jak garnitur na miarę. Bóstwo dla tego, który sam jest bogiem. Magia dla tej, która rzuca zaklęcia. Maszyna dla maszyny. Nikt nie musi zgadywać, kto stanie naprzeciw kogo, bo widać to od pierwszego kadru. Bóg na boga, mag na maga. Przewidywalne do bólu.

A teraz wyobraźcie sobie, że w połowie tej bijatyki obie strony orientują się, że są sobie równe, więc się wymieniają. Każdy dostaje kogoś, na kogo nie ma odpowiedniego narzędzia, i musi kombinować zamiast przykładać.Trzy strony. Tyle by to zajęło, a album miałby scenę, o której rozmawiałoby się przez rok. Niestety, w tym przypadku tak nie było i dostaliśmy przewidywalne dobieranie w pary.

Carol na słuchawkach

Największy zawód tego tomu ma imię i nazwisko. Captain Marvel dostaje w otwarciu świetną kwestię o tym, że Avengersi powinni być strażą pożarną zamiast policją, a potem przez większość albumu koordynuje. Rozdziela zadania, przekazuje informacje, zbiera raporty i zachowuje się jak bardzo kompetentna centrala telefoniczna z rękami, które świecą. Na własną walkę czeka jakieś sto stron za długo.

C.F. Villa rysuje klasycznie i czytelnie, co przy siedmioosobowej drużynie nie jest oczywiste. Tyle że ta kreska jest tak gładka, że nic w niej nie boli.

Na koniec

Egmont wydał tom 12 sierpnia 2026 w serii Marvel Fresh: 192 strony, miękka oprawa ze skrzydełkami, 89,99 zł okładkowej, sześć pierwszych zeszytów serii plus dodatek z wątkiem Kanga.

Przeczytałem to w jeden wieczór i nawet nie zauważyłem, kiedy skończyłem. Komplement i zarzut w jednym zdaniu, bo zostaje po tym tyle, co po dobrym filmie akcji obejrzanym w samolocie, a zakończenie wygląda jak odhaczenie punktu z listy.

Czy warto? Dobry pierwszy tom i słaby samodzielny komiks. Niemożliwe Miasto działa jak pierwszy odcinek serialu kupionego na zapowiedź - poznajesz obsadę, oglądasz jedną porządną akcję i dostajesz obietnicę, że od następnego razu będzie, bez zbędnej ekspozycji, dostaniesz samo mięcho.

Kupiłem tę obietnicę, tom drugi biorę. Ale gdyby MacKay pozwolił bohaterom wymienić się przeciwnikami w połowie tej bijatyki, brałbym go dziś, a nie za pół roku.


Aktualnie na stronie Egmont.pl, tom kosztuje niecałe 62,99 zł.

Tom do recenzji podesłał wydawca - Egmont.pl