Słowem wstępu, SteelSeries podesłało cały zestaw w tym kolorze, ale w tym wpisie skupimy się na myszce.


Ile razy w życiu wybierałeś myszkę po kolorze? Ja do niedawna ani razu, a moje biurko wyglądało jak paleta odcieni szarości. Od prawie miesiąca leży na nim Rival 3 Wireless Gen 2 w wersji lavender, kolejny pastelowy akcent w okolicy. Wygląd przyciąga wzrok, ale o tym, czy mysz zostanie na dłużej, decydują palce i nadgarstek. Te mają kilka uwag.

Czy dorosły facet może pracować na lawendowej myszce?

Kiedy otworzyłem pudełko, pierwsza myśl była mało odkrywcza: ten kolor kojarzył mi się z płynem do płukania, a nie ze sprzętem dla graczy. Druga przyszła kilka dni później, gdy przestałem go w ogóle zauważać. Do koloru przyzwyczajasz się szybciej, niż myślisz, a potem kolejna biała albo czarna mysz wygląda przy nim jak biurowa wykładzina. Lawenda jest stonowana i pastelowa, bez brokatu i bez krzykliwych wstawek. Obok macbooka wygląda bardziej jak część wystroju niż sprzęt komputerowy.

Z kolorową klawiaturą przeszedłem to samo: najpierw dystans, potem przywiązanie. W domu kolor docenił też mój syn, który od tamtej pory regularnie próbuje mi ją podprowadzić.

Palce na posterunku

Trzymam myszki chwytem fingertip, czyli samymi opuszkami palców, a dłoń wisi nad podkładką. Rival 3 Wireless Gen 2 ma 120 mm długości i 38 mm wysokości, jest prawie symetryczna i dość płaska. Przy takim chwycie leży pewnie i po miesiącu nie umiem wskazać miejsca, które by uwierało. Matowa, lekko szorstka powierzchnia dobrze trzyma palce, również pod koniec długiego dnia, kiedy dłonie nie są już najsuchsze.

Jeśli kładziesz na myszce całą dłoń, może być gorzej. Tył jest niski i nie wypełnia ręki, więc przy chwycie palm trzeba się liczyć z kompromisem. Mysz jest też wyłącznie dla praworęcznych, leworęczni nic tu nie znajdą.

Ile ważą dwa paluszki?

To jedyna rzecz, która naprawdę mi przeszkadza. Z dwiema bateriami AAA mysz waży 106 g, z jedną 95 g. Myszki dla graczy od lat chudną jak bokserzy przed ważeniem, a tutaj ponad sto gramów czuć w nadgarstku od pierwszego ruchu. Baterie siedzą z tyłu, więc środek ciężkości przesuwa się w stronę dłoni i przy szybkich ruchach mysz ma odczuwalną bezwładność.

Da się to częściowo obejść, bo Rival działa również na jednej baterii. Jedenaście gramów różnicy brzmi jak nic, ale przy fingertipie jest wyraźne, a czas pracy i tak liczy się wtedy w tygodniach. Sama pusta obudowa waży 83,5 g. Gdyby ktoś wymyślił paluszki napełniane helem, SteelSeries byłoby pewnie pierwszym klientem.

Pilot od telewizora wraca do łask

Wbudowany akumulator ładowany przez USB-C to dziś standard, a SteelSeries poszło pod prąd i dało zwykłe baterie AAA. Wygląda to trochę jak pilot od telewizora z lat 90., ale ma sens. Producent obiecuje do 200 godzin pracy na 2,4 GHz i do 450 godzin na Bluetooth. Po prawie miesiącu codziennej pracy nie musiałem jeszcze ani razu wymieniać baterii. Tylną klapkę zdejmuje się bez narzędzi, wymiana trwa kilka sekund i nie trzeba czekać z kablem, aż mysz się naładuje.

Mam jedno zastrzeżenie do zawartości pudełka. W środku są baterie jednorazowe, więc jeśli nie chcesz regularnie odwiedzać pojemnika na zużyte baterie, od razu dokup komplet akumulatorków. Wtedy mysz staje się praktycznie wieczna. Nie ma za to trybu przewodowego, więc gdy baterie padną w środku meczu, kabel Cię nie uratuje. Paczka zapasowych paluszków w szufladzie wraca do łask, jak za czasów pada, który zjadał baterie szybciej niż my chipsy.

Jedna mysz, dwa komputery

Najwięcej czasu Rival spędza u mnie na Bluetooth z MacBookiem Air i w tej roli sprawdza się najlepiej. Paruje się bez kombinowania, nie potrzebuje odbiornika, a w tym laptopie każdy wolny port jest na wagę złota. Do pracy biurowej działa bez zarzutu i szybko przestajesz się zastanawiać, jak jest połączona.

Są dwa haczyki. Przełącznik między 2,4 GHz a Bluetooth jest na spodzie, jest mały i trzeba go przesuwać paznokciem, więc częste przełączanie między komputerem stacjonarnym a laptopem szybko zaczyna męczyć. Poza tym na Bluetooth mysz komunikuje się z komputerem tylko 125 razy na sekundę i korzysta z ustawień domyślnych. W arkuszu kalkulacyjnym tego nie odczujesz. W grze już tak.

Przyciski i rolka

Główne przyciski mają krótki skok, klikają sprężyście i dość cicho. Przełączniki mają wytrzymać 60 milionów kliknięć, więc prędzej zmienię biurko, niż je zajeżdżę. Rolka pracuje równo, ma wyraźne, ale nie twarde skoki i po miesiącu nic w niej nie skrzypi.

Boczne przyciski są cienkie i mają dość ostre krawędzie. Wyglądają tak, że łatwo w nie nie trafić, ale kciuk znajduje je sam i nie miałem z nimi problemu. Za rolką jest przycisk zmiany DPI, a podświetlony pierścień przy rolce pokazuje, który próg jest aktywny. To jedyne podświetlenie w całej myszce i przy zasilaniu z baterii trudno mieć o to pretensje.

Na ile starczy w grach?

Nie jestem zawodnikiem e-sportowym i nie będę udawał, że testowałem tę mysz na poziomie turniejowym. W mniej wymagających grach, przy których odpoczywam po pracy, sensor TrueMove Air robi to, co powinien. Kursor jest tam, gdzie chcę, i nie muszę o nim myśleć, a od myszy za te pieniądze więcej nie oczekuję. Na papierze wszystko się zgadza: 18 000 DPI, 400 IPS i 1000 Hz na odbiorniku.

Gdzie są granice? Wysokość, na której sensor przestaje śledzić ruch po podniesieniu myszy, jest stała i wynosi 2,4 mm, a na szklanym blacie mysz nie zadziała. Razem z wagą wychodzi sprzęt dla kogoś, kto gra dla przyjemności. Jeśli w meczach rankingowych liczysz każdą milisekundę, zajrzyj do droższej konkurencji. Moje statystyki w strzelankach i tak nie pozwalają zrzucić winy na mysz, co trochę boli.

Oprogramowanie

SteelSeries GG działa na Windowsie i na macOS. Pozwala ustawić progi DPI, osobno czułość dla osi poziomej i pionowej, zmienić funkcje przycisków i zapisać to wszystko w pamięci myszy. Konfiguracja zajmuje kilka minut, a aplikacja jest czytelna. Więcej mi nie trzeba. Nie potrzebuję w myszce do pracy makr na pół ekranu.

Plastik, który wygląda na droższy

Obudowa jest z tworzywa ABS, matowa i z drobną fakturą. Przy ściskaniu nic nie trzeszczy ani się nie ugina, a boki nie ustępują pod palcami. Na biurku wygląda na sprzęt z wyższej półki, niż wskazuje cena. Spód jest półprzezroczysty, więc widać przez niego baterie i trochę elektroniki. Ślizgacze w całości z PTFE sprawiają, że mysz płynnie sunie po materiałowej podkładce.

Rachunek na koniec

SteelSeries Rival 3 Wireless Gen 2 w wersji Lavender zadebiutowała w maju 2025 roku. Cena katalogowa to 59,99 dolara, a w polskich sklepach mysz zwykle kosztuje od 200 do 250 zł. Poza lawendową wersją jest też czarna, biała i niebieska. Ma sześć programowalnych przycisków, łączność 2,4 GHz i Bluetooth 5.0 oraz sensor TrueMove Air (do 18 000 DPI, 400 IPS, przyspieszenie 40G). Opóźnienie kliknięcia według producenta wynosi 1,9 ms. Wymiary to 120 × 67 × 38 mm.

Podsumowanie

SteelSeries Rival 3 Wireless Gen 2 nie wygra z najlżejszymi myszami dla graczy i wcale nie próbuje. To wygodna, porządnie zrobiona mysz na każdy dzień, która przez Bluetooth łączy się z laptopem, na odbiorniku 2,4 GHz pozwala pograć po pracy, a na komplecie baterii działa tak długo, że zapominasz o zasilaniu. Największą wadą jest waga i nie ma sensu tego ukrywać. Poza tym niewiele jej brakuje. Polecam ją osobom, które pracują na laptopie i grają rekreacyjnie, chwytają myszkę opuszkami albo tak jak ja mają dość czarnych i białych gadżetów. Jeśli grasz rankingowo w szybkie strzelanki, poszukaj czegoś lżejszego. Rival przypomina mi rower miejski z koszykiem: nikt nie wystawi go do wyścigu, ale przez cały rok codziennie dowozi Cię do piekarni.

Sprzęt do recenzji udostępnił producent, firma: