W ciągu ostatnich paru miesięcy głośnym zjawiskiem stał się tzw. downgrade, czyli pogorszenie oprawy graficznej gier od momentu ich zapowiedzenia, do wydania finalnego produktu. Świat pamięta przypadki Killzone 2 lub Motorstorma, które reklamowały możliwości PlayStation 3, a które jak wiemy, znacząco różniły się od pierwszych wizji. Wtedy też powstał termin target render, czyli określenie na fragmenty uprzednio przygotowanej rozgrywki, które były zwyczajnym celem, do którego dążą poszczególne firmy.

W przypadku Killzone 2, to co otrzymaliśmy było bardzo bliskie wizji deweloperów, ale już Motorstorm był jedynie cieniem tego, co widzieliśmy na targach E3, kiedy Evolution Studios po raz pierwszy zachwyciło świat błotem, piachem i rozsypującymi się pojazdami. Przykłady można wymieniać w nieskończoność, jednak jak pokazuje historia: nie warto łykać wszystkiego jak leci i przefiltrować materiały przez sito marketingu i możliwości sprzętu na jaki zmierza. Tutaj biję się w pierś, bo byłem pierwszym, który chwalił oprawę graficzną Tom Clancy’s: The Division i przez moment w moim sercu rozbłysła nadzieja, że to faktycznie może tak wyglądać. Ale później przemyślałem sprawę i doszedłem do wniosku, że dałem się złapać.

Zastanawiam się, kiedy (i czy w ogóle) ludzie zrozumieją, że przy 2-3 letnim cyklu produkcji, na dwa lata przed oficjalną premierą, nikt nie jest w stanie pokazać rzeczywistej oprawy graficznej i na wszystko trzeba brać poprawkę. Smutny zwyczaj, który niczym rak zaczął rozprzestrzeniać się na coraz więcej firm, ale logika podpowiada, że przez dwa lata sporo może się wydarzyć. Podobnego zdania jest przedstawiciel From Software, odpierając zarzuty na downgrade Dark Souls II:

W trakcie całego procesu dewelopingu, gra jest ciągle balansowana, nie tylko w kwestii systemu rozgrywki, ale również jeśli chodzi o zarządzanie zasobami. Deweloper toczy ciągłe boje w walce o jak najlepszą jakość i jednoczesne dostarczenie jak najbardziej spójnej oprawy graficznej.

Dosyć lakoniczne tłumaczenie, ale łapiecie o co chodzi – deweloper musi godzić swoją wizję z możliwościami sprzętu lub samą wydajnością produktu końcowego. Nikt nie strzeli sobie w stopę wypuszczając grę, do której poprawnego działania potrzeba komputera za 12 tysięcy złotych. Zapytacie skąd więc taka ultra-grafika na materiale promocyjnym popularnie zwanym debut gameplay trailerem [zapowiadającym grę po raz pierwszy] – odpowiedź jest banalnie prosta. To tylko wycinek gry, czasami małe lokacje przygotowane specjalnie pod to, by nagrać zaledwie kilkunastosekundowy fragment materiału wideo. Do takich fragmentów wcale nie potrzeba 3x GTX980, choć nie da się ukryć, że stacje robocze największych studiów przeważnie przewyższają specyfikacją uśrednione podzespoły odbiorców końcowych.

Owszem, bywały przypadki, kiedy gry były zwyczajnymi benchmarkami, przy których klękały nawet najmocniejsze konfiguracje, jednak odbiło się to na kieszeni dewelopera. Że wspomnę przypadek Crysisa czy Metro 2033, które przez długi okres były poza zasięgiem 60 klatek w rozdzielczości 1080p. W kuluarach mówiło się też o finansowaniu studiów przez producentów kart graficznych, by Ci pierwsi zawyżali wymagania swoich produkcji, zachęcając tym samym do zmiany modułów graficznych dzięki czemu zarabiali drudzy. Nie będę tutaj wnikał w szczegóły, bo to materiał na osobny tekst, ale zainteresowani powinni bez problemu dojść do wpisów na ten temat.

Nie da się ukryć, że większość akcji pod tytułem „robimy downgrade” dotyka gier multiplatformowych, za co gracze pecetowi obwiniają hamujący rozwój gier rynek konsolowy, na co konsolowcy rzucają argumentem, że gdyby nie Sony i Microsoft, na których sprzęty wychodzą owe multiplatformy, to gry mogłyby się nigdy nie zwrócić, a o zarobku nie byłoby w ogóle mowy. Zapalnikiem stała się wypowiedź szefostwa CD Projektu, którzy przyznali, że bez wersji konsolowych, Wiedźmin 3: Dziki Gon, mógłby nigdy nie powstać. Co ciekawe, finalna jakość modeli postaci była znacznie wyższa niż w zaprezentowanym filmie, ale to lepiej przemilczeć, bo nie pasuje do tezy, prawda? :)

Wiesiek11

Niestety drodzy gracze pecetowi – piractwa nie przeskoczymy. Dlatego też coraz więcej studiów decyduje się na wypuszczanie gier na konsolach, by po pół roku (lub później – pozdrawiam Rockstar i GTA V), zdecydować się wypuścić port na komputery osobiste. Nie jestem fanboyem żadnej platformy – regularnie gram na PC, x360, Xbox One, PlayStation 3, PlayStation 4 i Nintendo 3DS/WiiU – ale to są fakty, z którymi ciężko się nie zgodzić.

Czy bronię deweloperów? Nie. Czy ganię użytkowników, którzy są mamieni przez działy marketingu? Nie. Czy użytkownik ma prawo oczekiwać od dewelopera uczciwości w prezentowaniu materiałow? Jak najbardziej! Apeluję jednak do użytkowników o rozsądek w odbiorze materiałów promocyjnych, a drugą stronę o krok, jaki podjęła ostatnio Bethesda – zapowiedzieli na E3 2015 Fallouta 4, w którego zagramy już w listopadzie. Materiały pochodzą z gry w końcowej fazie produkcji, w którą będziemy się cieszyć za niespełna pięć miesięcy. Z jednej strony podniosła się fala krytyki, że gra nie wygląda rewelacyjnie, ale zastanówmy się, czy wolelibyśmy by mydlono nam oczy bullshotami [podciągniętymi jakościowo screenshotami], czy też dostać dokładnie to co nam pokazano? Ja chcę na E3 widzieć gry, w które zagram wkrótce, a nie animację CGI, która zwiastuje rozpoczęcie prac nad grą [patrzę na Ciebie, Star Wars: Battlefront].

Mistrzem w kwestii downgrade’u po dziś dzień jest Gearbox Software, które po perypetiach z licencją na Aliens: Colonial Marines i przerabianiu kodu po dwóch innych firmach wydało coś, co z pierwotną wizją nie miało wspólnego praktycznie niczego, oprócz głównych założeń. Firma broniła się, że to pozostałości po pracy innych podmiotów, a w rzeczywistości „przypadkiem”, większość ekipy skupiała się na pracach nad Borderlands 2, by w ostatnim momencie przypomnieć sobie, że muszą wydać „coś z uniwersum Obcego”. Niestety zapomnieli, że gracze są: pamiętliwi, dociekliwi, sprytni i łatwo kojarzą fakty, przede wszystkim – nie są ślepi. Bo jak można nie widzieć tego?

Na pewno znajdzie się więcej przypadków, jak chociażby niedawne The Division, czy Watch_Dogs, gdzie w szybie zawsze odbijał się jeden i ten sam widok, niezależnie czy jesteśmy na pustyni, czy w mieście. Myślicie, że z pokazanym w tym roku For Honor lub Ghost Recon: Wildlands będzie inaczej? Pomyślcie jeszcze raz. Ubisoft dzierży niechlubny tytuł największych ściemniaczy branży i mam nadzieję, że się w porę opamięta.

Rozumiem, że wklejając tu sporo linków do materiałów z YouTube niejako popełniam faux pas, bowiem sam nie rozumiem ludzi, oceniających oprawę graficzną na podstawie mocno skompresowanych filmów, jednak nie da się ukryć, że to najpopularniejsze źródło tychże. Jeśli masz odrobinę godności, szybsze łącze i chęć poznania mniej skompresowanych materiałów, wtedy zapraszam na stronę GamerSyde, gdzie często pojawiają się mniej lub w ogóle nieskompresowane materiały promocyjne i fragmenty rozgrywki, które dużo lepiej niż YouTube oddaje zbliżoną wartość oprawy graficznej.

Mimo wszystko, wciąż bezpośredni materiał wyświetlany na naszym telewizorze będzie lepszej jakości niż po jakiejkolwiek obróbce, ale to właśnie GamerSyde jest temu obrazowi najbliższy, jeśli chodzi o jakość i kompresję. Jeśli ktoś z Was nie znał tej strony, radzę ją dodać do zakładek. Dlatego jeśli opierasz swoje wpisy o materiały na YouTube, wstrzymaj swoje konie i poczekaj na direct feed [bezpośredni materiał od twórców, w nieskompresowanej wersji]. Na podstawie materiałów z YouTube mocno oberwało się Wiedźminowi, który faktycznie wygląda inaczej niż na pierwszych materiałach z rozgrywki, jednak po gównoburzy w sieci, gracze byli pod wrażeniem jak gra wygląda na ich telewizorach. Winna temu była właśnie kompresja na YouTube i impulsywna natura komentujących.

Na temat downgrade’u można pisać jeszcze wiele, jednak zgodnie z tradycją „chronię przed tl;dr” [za długie, nie czytam] – chyba czas powiedzieć sobie dość.

W świecie, gdzie większość niuansów można doczytać w internecie, wgryzienie się w podstawy tworzenia gier nie powinny ludziom sprawiać trudności, niestety coraz częściej, zamiast ruszyć paluszki i poszukać na własną rękę informacji, powiela się plotki i ploteczki, szerząc dezinformację wśród ciemnego ludu. Dlatego apeluję do Was, zanim podacie dalej jakąś informację, sprawdźcie jej źródło, doczytajcie, poświęćcie 10 minut zanim klikniecie przycisk Share [chyba, że z tej strony, tu zawsze #sprawdzoneinfo :)].

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, popchnij go dalej. Z chęcią poznam i Twoje zdanie na ten temat.