
Wiem, że wielu z Was waha się nad kliknięciem „Kup Teraz” przy nowym dodatku do Diablo IV – Lord of Hatred. A właściwie nad pre-orderem, który od razu odblokowuje klasę, na którą wszyscy czekaliśmy jak na zbawienie (dosłownie!).
Mowa oczywiście o Paladynie.
Jako stary wyjadacz, który „przegrał” praktycznie całe gimnazjum i kawał liceum w klasyczne Diablo II, a potem już na studiach zgrzytał zębami przy Diablo III (o tym za chwilę), obiecałem Wam napisać, jak się gra tym świętym wojownikiem. Usiądźcie, bo będzie się działo.
Zanim przejdziemy do mięsa, muszę coś wyjaśnić: nie jestem typem gracza, który siedzi z kalkulatorem i tabelkami w Excelu, żeby wycisnąć z postaci dodatkowe 0,1% obrażeń. Min-maxowanie zostawiam zawodowcom i streamerom, bo szkoda mi na to życia. Ja jestem typowym Kowalskim, który po ciężkim dniu chce mieć po prostu frajdę z rzeźbienia demonów.
Z Diablo łączy mnie jednak coś więcej niż tylko zabijanie czasu – to nierozerwalna więź emocjonalna budowana przez dekady. Jeśli też z łezką w oku wspominacie czasy Diablo II i te nieprzespane noce, kiedy jako legendarny Hammerdin z Enigmą zasypywaliście ekran wirującymi młotkami, to jesteście w dobrym miejscu. To preview jest pisane sercem i sentymentem, a nie matematyką.
Nostalgia mocno
Zacznijmy od słonia w salonie. Dlaczego tak długo czekaliśmy? W podstawce dostaliśmy Łotra i Barbarzyńcę. Potem w Vessel of Hatred wyskoczyli ze Spirytystą (fajny, ale to taki mnich z dżungli). A gdzie był rycerz w lśniącej zbroi?
Kiedy odpaliłem kreator postaci i zobaczyłem Paladyna, poczułem się jakbym znowu miał 12 lat i wchodził na Battle.net w kafejce internetowej. To nie jest jakiś tam wymysł. To jest powrót do korzeni.
W sieci piszą wprost: „To jest list miłosny do fanów Diablo II”. I wiecie co? Mają rację. Pamiętacie Krzyżowca z Diablo III? No fajny był, taki czołg. Ale Krzyżowiec był ciężki, powolny, obwieszony blachą jak Polonez w gazie. Czułeś się jak puszka konserwowa. A Paladyn w Diablo IV? To jest inna liga. To jest dynamika, to jest moc, to jest „Święty Gniew” w czystej postaci.
Jak się tym gra? Poczucie MOCY
Pierwsze wrażenie po wbiciu kilku poziomów: ta postać jest POTĘŻNA. Wielbiciele innych klas już krzyczą, że klasa jest zepsuta i zbyt silna – że płacimy za wyższe miejsca w rankingach i za easy mode. Czy mają rację?
Paladyn w „czwórce” łączy w sobie najlepsze cechy swoich przodków:
- Aury: Wróciły! I działają tak, jak powinny. Biegniesz, a pod tobą pulsuje światło, które albo leczy ciebie, albo pali demony, które podejdą za blisko.
- Rzut Tarczą (Shield Throw): To jest mistrzostwo świata. Rzucasz tarczą, ona odbija się od 5 wrogów jak Kapitan Ameryka i wraca do ręki z takim satysfakcjonującym brzęknięciem. W Diablo III taki build też był możliwy i grało mi się nim bardzo przyjemnie.
- Błogosławione Młoty: Tak, są. I kręcą się pięknie. Jeśli graliście „Hammerdinem” w D2, poczujecie się jak w domu. Tylko grafika teraz wypala oczy (w pozytywnym sensie). Czasami nie widać co się dzieje, ale nie oszukujmy się – po to gramy w hack’n’slashe.
To, co mnie najbardziej uderzyło, to płynność. Krzyżowiec w D3 człapał. Paladyn w D4 szarżuje. Wpada w środek grupy potworów, odpala Consecration (Poświęcenie) i wszystko dookoła po prostu paruje.
„Lord of Hatred” – Kupujesz kota w worku czy bilet do nieba?
Mechanizm jest prosty i trochę cwaniacki ze strony Blizzarda. Chcesz grać Paladynem JUŻ TERAZ? Musisz kupić pre-order dodatku Lord of Hatred, który wychodzi dopiero w kwietniu 2026. Czy to skok na kasę? Trochę tak. Czy warto? Jeśli kochasz ten styl gry – absolutnie tak.

Nie musisz czekać na premierę fabuły. Klasa jest dostępna od ręki w obecnym sezonie. I powiem Wam szczerze – granie Paladynem zmienia tę grę. Nagle te same lochy, które robiłem Barbarzyńcą po raz setny, stały się znowu ciekawe, bo wszystko błyszczy, wybucha świętym ogniem, a ja czuję się niezniszczalny. Duża w tym zasługa Ray Tracingu, bo każdy element lokacji reaguje na nowo utworzone źródło światła – a Paladyn rozświetla lochy niczym najmocniejsza latarka jaką widzieliście.
Na początek warto wybrać sobie jedną z trzech ścieżek rozwoju:
- Juggernaut (Obrońca): Stoisz w miejscu i nic cię nie ruszy. Tank, tank, tank.
- Zealot (Fanatyk): Machasz bronią tak szybko, że klatki animacji nie nadążają.
- Judicator (Sędzia): Magia, święte pociski, wzywanie anielskich pomocników. Me gusta.
- Disciple (Wyznawca): Skupia się na wsparciu, leczeniu i potężnych buffach dla drużyny. Jak macie stałą ekipę do biegania po lochach, to za wybranie tej Przysięgi kumple będą was nosić na rękach.
Ja spróbowałem paru buildów – tarcza jest ok, ale tempo mnie nie powaliło. Młotkarz jest mocarny, ale dopiero Auradin spowodował, że mogłem po prostu przebiegać przez lochy jak na Monsterkach i miałem serdecznie gdzieś wszystkich przeciwników. Overpowered to mało powiedziane.
W Diablo III miałem problem z Krzyżowcem – on był taki… bezduszny. Taki zakuty łeb. Tutaj Paladyn ma historię, ma głos, który brzmi jak dowódca armii, a nie zmęczony życiem weteran. Czuć, że walczysz „za sprawę”, a nie tylko o lepszy loot.
Brać czy czekać na promocję?
Słuchajcie, sprawa jest prosta. Jeśli wychowałeś się na Diablo II i Twoim ulubionym dźwiękiem jest odgłos włączanej aury – nie zastanawiaj się. Blizzard dowiózł. W końcu. Paladyn to:
- Nostalgia: 10/10.
- Moc: 11/10 (serio, pewnie go znerfią, więc grajcie póki gorący!).
- Styl: Bezkonkurencyjny. Wygląd pancerzy w tej grze to majstersztyk, a płytowe zbroje Paladyna to czyste złoto.
Dla mnie Krzyżowiec z D3 był jak próba podrobienia klasyka. Paladyn w D4 to powrót Króla. Jeśli masz wolne fundusze i chcesz poczuć się jak bóg wojny w świętym gniewie – kupuj dodatek i wbijaj na serwery.
Tylko ostrzegam: jak zaczniesz grać, ciężko będzie wrócić do innej klasy. Ja mojego Nekromantę wysłałem na emeryturę. Teraz liczy się tylko Światłość!
Za dostęp do Paladyna dziękuję dystrybutorowi :)







![Recenzja: Astro Bot [PS5]](https://szachmatt.com/wp-content/uploads/2024/10/ASTRO-BOT_20240909211341-90x65.png)
