Mario Tennis Fever – rodzinny hit na kanapę

Jak wypada nowy Mario Tennis? Graliśmy z rodziną przez ostatnie dwa tygodnie tak długo, aż padały baterie. Zobaczmy, czy mamy kolejny, rodzinny hit na kanapę.

Jak wytłumaczyć paletki?

Zacznijmy od tego, że historia w grach z Mario to zwykle tylko pretekst do samej rozgrywki. Tu jest podobnie, chociaż twórcy mocno odkręcili pomysł. Księżniczka Daisy wpada w kłopoty, więc cała ekipa rusza jej na ratunek. Po drodze wpadają jednak w pułapkę i zostają zaatakowani przez nowych, dziwnych wrogów. Efekt jest taki, że Mario, Luigi i reszta paczki zostają zamienieni w… małe bobasy.

Żeby odzyskać swoje dorosłe ciała, muszą na nowo nauczyć się grać w tenisa. Trafiają więc do specjalnej akademii. Brzmi absurdalnie? Jasne. Ale w praniu sprawdza się wybornie. Kampania ma bardzo dobre tempo i tak naprawdę służy jako świetnie zaprojektowany, rozbudowany samouczek. Uczy wszystkich mechanik krok po kroku, więc nawet jeśli to twój absolutnie pierwszy kontakt z serią, wejdziesz w grę gładko i bez frustracji.

Płynność ponad wodotryski

Wizualnie gra wygląda po prostu ładnie i schludnie. Nintendo nigdy nie siliło się na fotorealizm, za to nadrabia stylem i detalami. Widać drobną fakturę materiału na koszuli Luigiego czy pojedyncze włoski w wąsach Mario. Co jednak najważniejsze z punktu widzenia samego grania – tytuł trzyma betonowe 60 klatek na sekundę.

Niezależnie od tego, czy grasz w trybie przenośnym, czy w stacji dokującej na dużym telewizorze, obraz jest idealnie płynny. To kluczowe, bo przy szybkich wymianach piłek liczy się czas reakcji. Grafika cieszy oko, to fakt, ale prawdziwe clue Mario Tennis Fever to przyjemny i pełen frajdy gameplay.

Łatwo zacząć, trudno zostać mistrzem

Gra ma bardzo niski próg wejścia, hołdując starej, dobrej zasadzie: easy to play, hard to master. Podstawy łapiesz w pół minuty, ale żeby naprawdę panować na korcie, trzeba trochę poćwiczyć.

System sterowania jest bardzo przemyślany, a pod różnymi przyciskami kryją się konkretne zagrania:

  • Mocny, agresywny topspin,
  • Podkręcony slice, który zwalnia po odbiciu,
  • Wysoki lob, idealny za kołnierz przeciwnika,
  • Szybki skrót tuż za siatkę (drop shot),
  • Mocne, płaskie uderzenie.

Grać można klasycznie, na padzie, co sprawdza się świetnie, ale koniecznie musicie sprawdzić tryb ruchowy. Odpięcie Joy-Conów i machanie nimi jak prawdziwą rakietą działa tu rewelacyjnie. Ruchy są czytane precyzyjnie, czuć opór i daje to masę prostej, fizycznej satysfakcji.

Twórcy dodali też w tej odsłonie nowe ruchy, które mocno odświeżają wymiany. Możesz teraz ratować trudne piłki robiąc wślizgi (slide shots), a także ścinać piłki z wyskoku.

Wielki wybór: 38 postaci i każda gra inaczej

Roster zawodników robi ogromne wrażenie. Do wyboru mamy aż 38 postaci, które stopniowo odblokowujemy za postępy. To nie są tylko zmiany kosmetyczne – każda postać ma zupełnie inne statystyki i styl poruszania się po korcie. W ekipie są m.in.:

  • Mario – Klasyk, dobry we wszystkim, idealny na start.
  • Luigi – Nieco lepszy przy grze wolejem blisko siatki.
  • Toad – Mały, ale wariat. Szalenie szybki, choć brakuje mu zasięgu ramion.
  • Bowser – Prawdziwy czołg. Biega wolno, ale uderza z taką siłą, że odrzuca rywala do tyłu.
  • Peach – Królowa techniki, uderza piłki precyzyjnie w same rogi.
  • Daisy – Gra technicznie, ale mocniej niż Peach.
  • Donkey Kong – Potężne uderzenia, po których trudno utrzymać równowagę.
  • Yoshi – Biegacz, dogoni każdy skrót.
  • Wario – Siłacz nadrabiający braki w prędkości twardym uderzeniem.
  • Waluigi – Długie ręce i nogi pomagają mu w świetnej obronie.

Są też debiutanci. Wśród nowości pojawiają się Baby Waluigi, kościsty Dry Bones czy stworek Lumalee. Każdy z nich zmienia styl gry, więc jest tu z czym eksperymentować.

Ataki specjalne, błoto i totalny chaos

Największa zmiana w rozgrywce to zupełnie nowe Rakiety Fever (Fever Rackets), które zastępują starsze systemy ataków specjalnych. W grze jest 30 takich rakiet do odblokowania. Po naładowaniu specjalnego paska odpalasz potężny efekt.

Mój ulubiony to błoto – zostawiasz wielką, śliską plamę na połowie przeciwnika. Super sprawdza się też zamrażanie kawałka kortu albo pomniejszanie rywala za pomocą trującego grzyba. W cztery osoby robi się z tego totalny chaos.

Gdzie ta gra błyszczy najbardziej? (Solo vs Co-op)

Dla mnie gra błyszczy najbardziej na kanapie ze znajomymi. Wspólne granie na podzielonym ekranie (split-screen) jest wygodne. To idealny tytuł, by pokazać gościom „magię Nintendo” – krzyki, śmiech i chęć zagrania jeszcze jednego meczu gwarantowane. Jeśli chcesz urozmaicenia, odpal luźny tryb 4fun lub niestandardowy „Mix It Up”.

Tutaj twórcy wpletli motywy z gry Super Mario Bros. Wonder. Na kortach rosną Cudowne Kwiaty. Gdy w nie trafisz, zasady gry wariują – nagle przez kort potrafią zacząć skakać okrągłe hipopotamy, a całość z boku złośliwie komentuje Gadający Kwiatek, którego możecie znać z chociażby Super Mario Party Jamboree. Świetny pomysł!

Muszę jednak powiedzieć o jednym minusie. Po tygodniu grania po parę godzin wieczorem miałem już odblokowane wszystkie 38 postaci i 30 rakiet. Tryb singlowy traci wtedy sens, bo sztuczna inteligencja przestaje być wyzwaniem. Od tego momentu zostaje ci tak naprawdę tylko tryb online – i to tam gra nabiera rumieńców, jeśli szukasz poważniejszej rywalizacji z żywym graczem.

Gameshare król!

Świetnym patentem na wspólne granie jest funkcja GameShare, która mocno przypomina stare czasy Nintendo DS. Jeśli zapraszasz znajomych ze swoimi konsolami, nie musicie kupować czterech kopii gry ani gnieść się przy podzielonym ekranie na jednym telewizorze. Wystarczy, że ty masz pełną wersję, a reszta ekipy pobiera z eShopu darmową aplikację. Łączycie się lokalnie i każdy gra wygodnie na własnym ekranie. Proste, przyjazne dla portfela i wręcz idealne na domówki.

Miły bonus: Amiibo

Spokojnie, uspokajam – obyło się bez blokowania za nimi ukrytych postaci czy super rakiet. Skanowanie figurek to bardzo drobny, wizualny bajer. Kiedy przyłożysz amiibo do pada, na piłce tenisowej pojawia się po prostu małe logo powiązane z danym bohaterem. Nie ma tu żadnych szalonych efektów, płomieni czy zmieniania piłki w inne przedmioty.

Odbija się to wszystko dokładnie tak samo, więc nikt nie ma nieuczciwej przewagi, a dzieciaki i tak mają frajdę z samego sprawdzania, jaki znaczek wyskoczy po zeskanowaniu kolejnej figurki z półki.


Podziękowania dla Nintendo za udostępnienie kopii do recenzji.

Werdykt
  • 8,5Ocena

    To bardzo solidna gra, która nie udaje niczego wielkiego – ma po prostu sprawiać radość. Jeśli szukasz czegoś do rywalizacji przez sieć lub grania na domówkach, będziesz wniebowzięty. Największy roster postaci w historii, świetne nowości w rozgrywce i gameshare jako wygodny ficzer do co-opa.

    Osobiście, jako że gram głównie w domu z synem i żoną, wystawiam mocną ocenę. Rozwiązywanie na wirtualnym korcie sporów o to, kto dzisiaj zmywa naczynia po kolacji – absolutnie bezcenne! :D

    (Uwaga: Jeśli celujesz tylko w granie w pojedynkę z konsolą, odejmij od tej noty jedno lub półtora oczka).

    • Fun
      9
    • Grafika
      8
    • Content
      7
    • Co-op/Online
      8
Komentarze
  1. Myriur

    Zanim młody dorośnie to wyjdzie kolejna wersja, więc bede polował ale na spokojnie 😃

Zostaw Komentarz

Login
Loading...
Sign Up

New membership are not allowed.

Loading...