
Od dawna polowałem na okazję, by sprawdzić, czy porzucenie czułej „pojemnościówki” faktycznie jest lekiem na całe zło domowego studia. Zabrałem Flipcasta na warsztat, żeby przekonać się na własnych uszach, czy ta różnica w technologii jest warta zachodu.
Powiem Wam szczerze: czekałem na ten test z wypiekami na twarzy. Od lat nagrywam podcasty i streamuję, używając głównie mikrofonów pojemnościowych – są świetne, ale bywają też przekleństwem – słyszą wszystko, łącznie z tym, co sąsiad gotuje na obiad dwa piętra niżej.
Flipcast to mikrofon dynamiczny. To inna liga, inna technologia i – jak się okazuje – zupełnie inny styl pracy. Czy ta zmiana wyszła moim nagraniom na dobre? Czy HyperX stworzył sprzęt, który pozwoli mi brzmieć jak lektor radiowy bez budowania studia wyłożonego gąbkami? Sprawdzam.

Wygląd i konstrukcja – Co to w ogóle jest „Flip”?
Wyjmując sprzęt z pudełka, od razu widać, że to HyperX. Jest nowocześnie, solidnie i z charakterystycznym, gamingowym pazurem, choć w bardziej stonowanym, eleganckim wydaniu. Obowiązkowo – ostry, czerwony branding – nie do pomylenia z daleka na sklepowej półce.
Nazwa „Flipcast” nie wzięła się znikąd. Mikrofon zamontowany jest na bardzo sprytnym statywie, który pozwala na manipulację ustawieniem. Jeśli dobrze pokombinujemy z ramieniem statywu, nie ma znaczenia z której strony jest zamontowane – zawsze uda się odwrócić mikrofon, by przycisk do wyciszania był łatwo dostępny. Działa dotykowo, więc nie słychać tego okropnego „KLIK” na nagraniu, kiedy musicie nagle odkaszlnąć w trakcie streama. Dioda gaśnie, a Wy jesteście bezpieczni. Patrzę na Ciebie Blue Yeti – pamiętam te skoki w Audacity. Z drugiej strony, czasami przy przesuwaniu mikrofonu zdarzało mi się go przez przypadek wyciszać, ale jeśli jesteście połączeni przez USB-C, barwa oświetlenia zmienia się i widać, że input jest odcięty.

Muszę jeszcze wspomnieć o pokrętle, które można też wcisnąć, by zmienić tryb. Oprócz oczywistego poziomu czułości, mamy też głośność słuchawek [jeśli są podpięte bezpośrednio] oraz prosty miks pomiędzy głośnością gry i nasłuchem naszego mikrofonu. Przypomina mi to rozwiązanie, które znam ze słuchawek gamingowych, ale i tak nie odpalam sobie odsłuchu mikrofonu na słuchawkach, więc ustawiłem balans na środek i nie ruszam.
Design jest bardzo prosty, można rzec – klasyczny, dynamiczny. Nie da się ukryć, że pierwsze skojarzenie pójdzie w stronę SM7B, które jest mokrym snem każdego podcastera. Legendarny model Shure kosztuje dwa razy tyle co Flipcast, dlatego z zaciekawieniem sprawdzę, czy HyperX wprowadził właśnie rozwiązanie dla tych, którzy nie chcą przepłacać. Szczególnie, jeśli nie usłyszą różnicy.
Lekcja fizyki dla Kowalskiego – Dynamiczny vs. Pojemnościowy
Zanim powiem, jak Flipcast brzmi, musimy wyjaśnić sobie jedną rzecz, bo to klucz do zrozumienia tego sprzętu.

Do tej pory używałem wielu mikrofonów pojemnościowych (HyperX Procast, po lewej). Są one ultra-czułe. Dają piękny, detaliczny dźwięk, pełen „powietrza”, ale są też bezlitosne. Słychać na nich klikanie myszki, szum komputera, a nawet echo w niezaadaptowanym pokoju.
Mikrofon dynamiczny (HyperX Flipcast, po prawej) działa inaczej. Jest „mniej czuły” na otoczenie, a skupia się na źródle dźwięku, które jest tuż przed nim. To technologia znana ze studiów radiowych. Jest bardziej odporny na hałas i wybacza brak profesjonalnej akustyki w pokoju.
USB czy XLR?
To największy as w rękawie tego modelu. HyperX Flipcast to mikrofon hybrydowy. Z tyłu obudowy mamy dwa wyjścia:
- USB-C: Podłączasz do komputera i działa od razu. Plug & Play. Idealne na start.
- XLR: To to duże, okrągłe złącze z trzema bolcami, które pozwala podłączyć mikrofon do profesjonalnego miksera audio lub interfejsu (typu Focusrite czy GoXLR).

Co to oznacza dla Ciebie? Ten mikrofon rośnie razem z Tobą. Dziś nagrywasz prosto na USB, ale za rok, kiedy kupisz sobie profesjonalny mikser, nie musisz wymieniać mikrofonu. Po prostu zmieniasz kabel.
Ważna uwaga dla fanów światełek: Panel RGB, który efektownie rozświetla mikrofon, działa tylko przy połączeniu USB. Dlaczego? To proste – złącze XLR przesyła tylko dźwięk analogowy, nie dostarcza prądu do zasilania diod LED. Więc jeśli podpinacie się do profesjonalnego studia przez XLR – musicie pogodzić się z ciemnością (co dla wielu purystów audio będzie wręcz zaletą).
Magia Filtrów
Podłączyłem, odpaliłem nagrywanie próbne i… muszę być szczery – jest płasko i nijako. Gdzie jest to mięsiste, ciepłe brzmienie ze streamów i podcastów? Nie byłbym sobą, gdybym nie spróbował tego ustawić. Dwie godziny zabawy w przesuwanie suwaczków i efekt końcowy jest zdecydowanie lepszy od tego, co miałem na poprzednich mikrofonach – szczególnie jeśli chodzi o elastyczność nagrania do późniejszej post-produkcji w np. Adobe Audition.
HyperX wypuścił też oprogramowanie rzeźbienia dźwięku – NGENUITY. W środku witają nas głównie dwie opcje – ustawienia dźwięku oraz oświetlenia. W ustawieniach dźwięku dostosujemy EQ, włączymy tryb odszumiania i izolacji hałasu z użyciem AI oraz włączymy high pass lub odpalimy filtry.
Na dole urządzenia, tam gdzie znajduje się złącze XLR i USB-C, znajdziemy jeszcze dwa fizyczne przełączniki filtrów:
1. Filtr górnoprzepustowy (High-Pass Filter) Brzmi skomplikowanie, ale zasada jest prosta. Wyobraź sobie sito. Ten filtr odcina (zatrzymuje) najniższe częstotliwości – te poniżej pewnego progu (np. 75Hz czy 100Hz). Eliminuje to „buczenie”. Jeśli trącisz nogą biurko, masz głośną klimatyzację albo za ścianą przejeżdża tramwaj – te niskie drgania nie wejdą na nagranie. Głos staje się czystszy, mniej „zamulony”.
2. Filtr obecności (Presence Filter) To jest funkcja dla tych, którzy chcą brzmieć jak w radiu. Ten filtr podbija średnie i wysokie tony (zazwyczaj w okolicy kilku tysięcy herców). To pasmo odpowiada za zrozumienie mowy. Włączenie tego filtra sprawia, że głos staje się bardziej krystaliczny, „ostrzejszy” i lepiej przebija się przez tło (np. przez dźwięki gry). Jeśli masz naturalnie bardzo basowy, mruczący głos, ten filtr sprawi, że słuchacze w końcu zrozumieją, co mówisz.

Jestem wielkim fanem filtra Presence, ale po dogłębnych testach, wyłączyłem high-pass. Wydaje mi się, że mój basowy głos traci za dużo ze swojej głębi i nie byłem w stanie tego „odratować” w equalizerze, a chyba nie o to chodzi. Ważna rzecz – jeśli ustawimy sobie mikrofon w NGENUITY, niezależnie od tego gdzie i jak się połączycie online, będziecie brzmieć identycznie. Spotkanie na Google Meet lub Zoomie? Nagranie podcastu? Stream online? Nie musicie się niczym przejmować.
Gryź mikrofon
Przesiadka na mikrofon dynamiczny wymaga zmiany stylu pracy. Przy mikrofonie pojemnościowym mogłem siedzieć wygodnie w fotelu, 30-40 cm od urządzenia. Z HyperX Flipcast tak się nie da. Mikrofony dynamiczne wymagają bliskości. Żeby uzyskać ten piękny efekt (zjawisko zwane efektem zbliżeniowym), muszę trzymać usta w odległości zaciśniętej pięści od gąbki. Dzięki temu mam pełną kontrolę nad dźwiękiem, a mikrofon ignoruje klikanie mojej mechanicznej klawiatury w tle.

Muszę Was jeszcze ostrzec przed starymi nawykami. Flipcast to mikrofon kierunkowy, do którego mówimy 'od góry’ (w szczyt kopułki), a nie 'do boku’. To kluczowe, bo kapsuła dynamiczna w środku jest ustawiona tak, by zbierać dźwięk na wprost. Każde odchylenie od osi to kara dla jakości. Jeśli będziecie mówić pod kątem, Wasz głos straci całą dynamikę i głębię, stając się cichym i piskliwym. Chcesz brzmieć jak Barry White? Celuj w środek. Chcesz brzmieć jakbyś dzwonił z budki telefonicznej? Mów w bok.
Plusy takiego ustawienia? Naprawdę głęboki dźwięk. Minus? Jeśli źle dobierzesz kąt, głoski plozywne typu P,D,T, będą strzelać powietrzem w membranę, co jednocześnie przekłada się na „atakowanie” słuchacza nieprzyjemnym pukaniem. Jak każdego mikrofonu, Flipcasta też trzeba się nauczyć, szczególnie jeśli cenisz uszy Twoich słuchaczy.
Próby dźwięku
Oto kilka nagrań, które pokażą Wam ile można wyciągnąć z tego mikrofonu. Powiem szczerze, na początku byłem załamany, ale o tym jak elastyczny i wdzięczny dla użytkownika jest ten mikrofon, niech przemówią próbki.
Zaraz po wyjęciu z opakowania:
Pierwsze próby ustawienia:
Dosłownie 10 minut później:
Podcast intro:
Nie uważam się za eksperta, ale moim skromnym zdaniem różnica jest przeogromna, a wcale nie wymagała ode mnie wielu godzin ślęczenia nad suwakami. Jestem zadowolony z efektu końcowego i mam nadzieję, że daje Wam to pogląd na to, jak wiele można z Flipcasta wyciągnąć.
Łyżka dziegciu
W cenie 830 zł [Amazon], dziwi mnie parę rozwiązań, które można znaleźć w tańszych opcjach. Na przykład – tak słaby popfiltr. Gąbka jest, ale cienka na tyle, by łapać głoski plozywne (wybuchowe). Wymaga to nieco ekwilibrystyki i szukania idealnego kąta by mówić do membrany, ale jednocześnie kierować strumień powietrza poza czułą przestrzenią. Da się to zrobić, ale dla niektórych może być nieco nienaturalne.

Dla jednych wadą może być brak jakiegokolwiek mini-statywu lub uchwytu, ale kupując sprzęt tej klasy raczej powinniśmy wiedzieć, że nie jest to cały zestaw. Z drugiej strony jeśli już mamy dobre ramię, drugie od razu lądowałoby na strychu lub w piwnicy, a pewnie podniosłoby to też cenę jeszcze wyżej. W zestawie nie znajdziecie też kabla XLR. Nie zdecydowano się też na żadną formę shock-mountu jak np. w starszym bracie Procast – mikrofon zawieszono na gumkach, więc nawet podczas jego przesuwania, drgania i stukanie nie przenoszą się na nagrania.
Oprogramowanie NGENUITY nie działa na MacOS. Nie ustawicie kompresora, EQ ani filtrów. To duża wada, szczególnie jeśli ktoś chciałby go podłączyć do Macbooka przez złącze USB-C. Jeśli jesteś fanem analogowego XLR, sprawdź czy Twój interfejs audio posiada wbudowany wzmacniacz sygnału. Mój GO XLR Mini akurat je ma, ale być może trzeba będzie dokupić cloudfilter.
Dla kogo ta dynamika?
Po tygodniu nagrań z HyperX Flipcast mam jeden wniosek: trudno będzie mi wrócić do mikrofonu pojemnościowego w warunkach domowych.
To jest sprzęt dla Ciebie, jeśli:
- Nagrywasz podcasty i szukasz „radiowego” głosu.
- Chcesz sprzętu na lata – zaczynasz na USB, a potem przechodzisz na XLR.
- Potrzebujesz sprzętowej korekcji dźwięku (filtry High-Pass i Presence).
- Masz głośne otoczenie – ten mikrofon świetnie odcina tło.
Pamiętaj tylko, że:
- Podłączając przez XLR tracisz podświetlenie RGB (ale zyskujesz jakość analogową).
- Musisz mówić blisko mikrofonu.
- Oprogramowanie nie działa na MacOS.

Specyfikacja techniczna:
Zgodność: PC
Specyfikacja USB: Port USB 2.0 typu A
Urządzenia multimedialne i wejściowe
- Kodowanie koloru: 32-bitowy
- Rodzaj kabla: USB Type-C® do USB Type-C
- Element: Kapsuła dynamiczna
- Zakres częstotliwości (słuchawki): 20 Hz do 20 kHz
- Wzór biegunowy: Kardioidalny
- Częstotliwość próbkowania: 192 kHz
- Czułość (mikrofon): –10 dB (1 V/Pa przy 1 kHz)
- Całkowite zniekształcenia harmoniczne: ≤ 0,05% (1 kHz/0 dBFS)
- Waga: Masa (mikrofon): 575 gramów
- Impedancja: 1 Ω

Brać czy nie?
Odpowiedź brzmi: to zależy, jakim typem użytkownika jesteś. HyperX Flipcast to sprzęt o dwóch obliczach i trzeba być tego świadomym przed zakupem.
Jeśli planujesz używać go po XLR: Musisz wiedzieć, że ten mikrofon to „śpioch”, którego trzeba mocno potrząsnąć, żeby się obudził. Na złączu analogowym jest wymagający. Bez porządnego interfejsu audio z dużym wzmocnieniem (gainem) albo bez dodatkowego przedwzmacniacza (tzw. „aktywatora”), może być po prostu za cicho. Do tego tracisz wygodny przycisk wyciszania i światełka. Ale jeśli włożysz ten wysiłek i sprzęt – odwdzięczy Ci się czystym, analogowym brzmieniem, które w sieci może zrobić furorę. Za połowę ceny profesjonalnych rozwiązań.
Jeśli planujesz używać go po USB: Tutaj Flipcast błyszczy najbardziej dla typowego twórcy internetowego. Podpinasz jeden kabel i zapominasz o problemach. Oprogramowanie NGENUITY załatwia za Ciebie korekcję dźwięku, filtry wycinają buczenie biurka, a Ty masz pod ręką działający przycisk Mute i fajny wygląd. To opcja „dla leniwych”, ale w najlepszym tego słowa znaczeniu – po prostu wyjmujesz, podłączasz i brzmisz jak szef.

Jako osoba, która traktuje swój głos jako wizytówkę, jestem więcej niż zadowolony. Wiem też, że będę sprawdzał różne ustawienia, zanim wybiorę ostatecznie, jak chcę brzmieć. Mam tę możliwość, bo HyperX Flipcast, jako mikrofon jest bardzo „elastyczny” i łatwo go „rzeźbić”, więc każdy, kto poświęci na jego konfigurację trochę czasu, na pewno wyciśnie sporo. Dla podcasterów i streamerów jak znalazł.

Za podesłanie sprzętu do testów dziękuję firmie HyperX.








![Recenzja: Astro Bot [PS5]](https://szachmatt.com/wp-content/uploads/2024/10/ASTRO-BOT_20240909211341-90x65.png)
