Jako blo­ger, czę­sto zda­rza mi się zaga­dy­wać róż­nych przed­sta­wi­cie­li firm, któ­rzy popu­lar­nie zna­ni są jako „Pano­wie Prom­ki” lub „Pano­wie Sam­ple”. Róż­ne fir­my nazy­wa­ją ich ina­czej – w jed­nych będzie to Acco­unt, w innych dedy­ko­wa­ny Pro­duct Mana­ger, a w naj­bar­dziej skraj­nych przy­pad­kach zda­rza­ło mi się roz­ma­wiać bez­po­śred­nio z sze­fa­mi sze­fa­mi.

Więk­szość ze współ­prac, któ­re uda­ło się dopro­wa­dzić do koń­ca, prze­bie­ga­ła per­fek­cyj­nie, jed­nak w cią­gu paru lat „w bran­ży”, zna­la­zło się kil­ka przy­pad­ków, kie­dy tra­ci­łem wia­rę w ludzi. Wszyst­ko to prze­ku­ło się w mini-spo­strze­że­nia na temat nawią­zy­wa­nia współ­pra­cy z punk­tu widze­nia mniej­sze­go blo­ge­ra. Jest to o tyle cie­ka­we, że służ­bo­wo rów­nież mam do czy­nie­nia z wie­lo­ma blo­ge­ra­mi, więc wiem też jak wyglą­da to z dru­giej stro­ny, kie­dy ktoś sta­ra się ugrać jakiś sprzęt do recen­zji :) Nad­mie­nię, że pisząc blo­ger, mam na myśli oso­bę publi­ku­ją­cą — stre­ame­rzy, youtu­be­rzy, insta­gra­me­rzy lub snap­cha­te­rzy rów­nież wli­cza­ją się w moją defi­ni­cję blo­ge­ra.

Na począ­tek sło­wo wyja­śnie­nia – mali blo­ge­rzy, szcze­gól­nie Ci gro­wi i tech­no­lo­gicz­ni, są świa­do­mi, że nie mają szans w star­ciu ze sta­ty­sty­ka­mi gigan­tów z wyro­bio­ną mar­ką lub dużych por­ta­li, na któ­rych poja­wia się kil­ka­na­ście recen­zji tygo­dnio­wo, a w redak­cji zasia­da kil­ka lub nawet kil­ka­na­ście osób. Nie ozna­cza to jed­nak, że ich mate­ria­ły są mniej cie­ka­we. Z wła­sne­go doświad­cze­nia widzę, że zazwy­czaj bar­dziej się sta­ra­ją – gra­ją sło­wem, uroz­ma­ica­ją tek­sty, wymy­śla­ją nie­ty­po­we testy i robią świet­ne zdję­cia. Wie­lu z nich sta­ra się boosto­wać wpi­sy płat­ny­mi rekla­ma­mi w social media, powięk­sza­jąc jed­no­cze­śnie bazę swo­ich wła­snych fanów, co ozna­cza rów­nież więk­szy zasięg w przy­pad­ku dal­szej współ­pra­cy, kie­dy poja­wią się inne pro­duk­ty war­te pro­mo­wa­nia.

Wszyst­ko roz­bi­ja się też o budżet. Jeśli klient chce zasię­gu, cyta­tu z recen­zji do pro­mo­cji lub po pro­stu publi­ka­cji w popu­lar­nym aktu­al­nie miej­scu, gdzie jest szan­sa na eks­po­zy­cję dla tar­ge­tu, agen­cja ude­rza do molo­chów bran­ży, któ­rym czę­sto trze­ba też zapła­cić, czy to prze­le­wem, czy to bar­te­rem. W przy­pad­ku mniej­szych redak­cji lub pry­wat­nych blo­gów, któ­re dopie­ro się roz­wi­ja­ją, plu­sem dla PM‑a jest bez wąt­pie­nia niski koszt publi­ka­cji – czę­sto sto­su­je się popu­lar­ną for­mę dwu­ty­go­dnio­wych testów i ode­sła­nia sprzę­tu do agen­cji, by ten mógł posłu­żyć jako sam­pel innej redak­cji. Mło­dy blo­ger ma wpis, czę­sto z nowym pro­duk­tem na ryn­ku, a agen­cja publi­ka­cję i sprzęt goto­wy do wysła­nia dalej. Zda­rza się rów­nież, że i taki począt­ku­ją­cy otrzy­ma sprzęt w pre­zen­cie po zakoń­czo­nych testach i publi­ka­cji wpi­su, ale wszyst­ko zale­ży od agen­cji i wcze­śniej­szych usta­leń. Tutaj docho­dzi­my do kwe­stii cenie­nia się przez blo­ge­ra i war­to­ścio­wa­nia kon­kret­nych tek­stów, ale to temat na inny wpis :)

Przejdź­my do tego, co jest isto­tą dzi­siej­sze­go tek­stu. Spi­sa­łem 10 zasad, któ­re według mnie, powin­ny być pod­sta­wą przej­rzy­stej, przy­jem­nej i oczy­wi­stej współ­pra­cy pomię­dzy agen­cją, a blo­ge­rem. Kie­ru­ję je do tych, któ­rzy naj­czę­ściej są zale­wa­ni proś­ba­mi o pro­duk­ty, mając nadzie­ję, że podej­dą co cało­ści z dystan­sem :)

Dro­gi wład­co sam­pli, opie­ku­nie wszel­kich pro­mek, gło­sie kor­po­ra­cji i przy­ja­cie­lu recen­zen­tów:

Nie kłam

Jeśli nie jesteś zain­te­re­so­wa­ny, napisz. Rozu­mie­my, że cza­sa­mi nie jeste­śmy dla Cie­bie atrak­cyj­ni pod wzglę­dem tema­ty­ki, zasię­gu lub oso­bi­stych pre­fe­ren­cji. Wolę prze­czy­tać, że jestem za mały na pań­ską łaskę i splen­dor darów losu, niż dostać pokręt­ną odpo­wiedź, z któ­rej nic nie wyni­ka lub wytrzeć się pro­po­zy­cją, któ­ra jest absur­dal­na — włącz­nie z zapła­ce­niem pro­du­cen­to­wi za moż­li­wość wypo­ży­cze­nia sprzę­tu z wypi­sa­ny­mi staw­ka­mi dzien­ny­mi za każ­dy oddziel­ny pro­dukt – WTF. Kłam­stwo ma krót­kie nogi, niby sta­ra sen­ten­cja, ale wciąż aktu­al­na. Wyobraź­my sobie sytu­ację, w któ­rej 4 oso­by wysy­ła­ją to samo pyta­nie do jed­ne­go PM‑a. Dwie więk­sze redak­cje otrzy­mu­ją odpo­wiedź, że wysy­ła­ją pacz­kę z pro­duk­ta­mi A, B i C. Jed­na, mniej­sza redak­cja otrzy­mu­ją odpo­wiedź, że pro­duk­tów A, B i C nie ma na sta­nie, bo pacz­ka nie dotar­ła i nie wia­do­mo kie­dy będzie. Mały blo­ger, jako ostat­ni, dowia­du­je się, że tych pro­duk­tów jesz­cze nie ma w Pol­sce, ale w zamian może zre­cen­zo­wać star­sze, o któ­re nikt nie pyta, nikt nie chce o nich czy­tać i zale­ga­ją na maga­zy­nie. Tego same­go dnia, wie­czo­rem, wszy­scy spo­ty­ka­ją się na piwie i róż­ne odpo­wie­dzi na ten sam temat wycho­dzą na jaw. Komu powin­no być głu­pio? Czy ktoś powi­nien się obra­zić? A może poczuć źle, bo jest malut­ki i mar­ki go zle­wa­ją? Niko­mu, nikt, nie. Zamiast się zała­my­wać, trze­ba dalej robić swo­je, licząc, że kie­dyś sytu­acja ule­gnie popra­wie i zosta­nie­my popro­sze­ni o adres do wysył­ki. A to pro­wa­dzi nas do punk­tu dru­gie­go, czy­li…

Nie obiecuj

Jeśli nie masz sprzętu/gry o któ­rą ktoś pro­si, nie bierz adre­su, nie zapew­niaj, że „pacz­ka wyszła już z maga­zy­nu”, nie mów, że przy oka­zji następ­nej par­tii [któ­ra może nigdy nie dotrzeć], na pew­no weź­miesz kogoś pod uwa­gę — dopro­wa­dza to do fru­stra­cji po obu stro­nach, gene­ru­je kolej­ne maile, tele­fo­ny i brnię­cie w coraz bar­dziej absur­dal­ne powo­dy, dla któ­rych obie­ca­ne sytu­acje nigdy nie mia­ły i nie będą mia­ły pokry­cia w rze­czy­wi­sto­ści. Tak jak w sądow­nic­twie wystę­pu­je „domnie­ma­nie nie­win­no­ści”, pro­po­nu­ję w komu­ni­ka­cji z blo­ge­rem zaczy­nać od „domnie­ma­nia inte­li­gen­cji”. Co cie­ka­we, czę­sto zda­rza mi się pisać do zagra­nicz­nych pro­du­cen­tów i wydaw­ców, ale jedy­nie w przy­pad­ku pol­skich agen­cji otrzy­my­wa­łem cynicz­ne odpo­wie­dzi lub takie, któ­re z góry poka­zy­wa­ły, że PM jest panem sytu­acji, a ja zwy­kłym pleb­sem, któ­ry sta­ra się chwy­cić boga za sukien­kę. Czę­sto to same pyta­nie zada­ne pol­skie­mu i euro­pej­skie­mu przed­sta­wi­cie­lo­wi przy­no­si­ło dwa odmien­ne rezul­ta­ty, ze wska­za­niem na tego dru­gie­go, któ­ry o wie­le rza­dziej odma­wiał pomo­cy w roz­wią­za­niu pro­ble­mu lub po pro­stu odpi­sał.

Odpisuj na maile

To coś, cze­go nie jestem w sta­nie zro­zu­mieć. Jako oso­by, któ­re powin­ny dbać o wize­ru­nek fir­my w oczach mediów lub poten­cjal­nych klien­tów, nie utrzy­my­wa­nie kon­tak­tu uwa­żam za prze­jaw burac­twa lub nie­kom­pe­ten­cji. Nie jestem w sta­nie zli­czyć ile wysła­nych wia­do­mo­ści nigdy nie docze­ka­ły się odpo­wie­dzi. W wie­lu przy­pad­kach wystar­czy­ło­by zwy­kłe „Nie” lub „Nie jeste­śmy zain­te­re­so­wa­ni”. Zda­rza­ły się też sytu­acje, kie­dy otrzy­my­wa­łem raport mówią­cy, że moja wia­do­mość zosta­ła usu­nię­ta bez czy­ta­nia. Rozu­miem, że nie zawsze uda się odpo­wie­dzieć tego same­go dnia, że ter­mi­ny, że klien­ci, że rapor­ty – czę­sto przy­po­mi­nam się po tygo­dniu, dwóch, mie­sią­cu, by ponow­nie odbić się od ciszy po dru­giej stro­nie. Sza­nuj­my się i swój czas – z mojej stro­ny sta­ram się zawsze odpi­sy­wać na wia­do­mo­ści, nawet jeśli doko­pię się do niej po tygo­dniu.

Nie odrzucaj połączeń w nieskończoność

Wra­ca­my do poprzed­nie­go punk­tu – rozu­miem spo­tka­nia, brak cza­su lub ocho­ty. Pro­sta wia­do­mość SMS wystar­czy. Ten sam numer roz­brzmie­wa w moim kie­run­ku kie­dy tyl­ko jest proś­ba o publi­ka­cję new­slet­te­ra lub pra­sów­ki po mojej stro­nie, ale mil­czy, kie­dy zaczy­na się temat sam­pli, kopii gry lub  infor­ma­cji o pro­duk­cie. W skraj­nych przy­pad­kach poma­ga.… zadzwo­nie­nie z inne­go nume­ru tele­fo­nu. Nagle roz­mów­ca, któ­ry jesz­cze minu­tę temu był nie­do­stęp­ny, odbie­ra po jed­nym sygna­le. Żeby nie było, że jestem roz­piesz­czo­ny – wie­lo­krot­nie w przy­pad­ku gier, kie­dy wie­dzia­łem, że nie zała­pię się na dany tytuł, robi­łem coś, co dla wie­lu może być cięż­kie do ogar­nię­cia – KUPIŁEM JĄ. Nie rozu­miem obu­rze­nia kole­gów z innych redak­cji lub co gor­sza – jutu­be­rów z ogrom­ny­mi zasię­ga­mi, zara­bia­ją­cych na kana­le gru­be haj­sy. Bądź­my roz­sąd­ni i nie roz­trzą­saj­my tego do nie wia­do­mo jakiej ska­li. Nie jest praw­dą, że każ­dy z blo­giem dosta­je wszyst­ko za dar­mo – wię­cej poko­ry mło­dzi tek­sto­pło­dzą­cy.

Nie obgaduj za plecami

Ile razy otrzy­ma­łem maila, z któ­re­go ktoś zapo­mniał mnie wyka­so­wać z CC? Cięż­ko zli­czyć. W ilu z nich zna­la­złem nie­wy­bred­ne uwa­gi pod swo­im adre­sem? W kil­ku na pew­no :) Od deli­kat­nych komen­ta­rzy kie­dy zaczy­na­łem (para­fra­zu­ję z grzecz­no­ści) — co za buc, ma blo­ga od tygo­dnia i myśli, że wszyst­ko mu wol­no, do nie­daw­ne­go: Ja p*****lę, patrz na tego bara­na, nic nie dosta­nie, nawet na dwa tygo­dnie, bo jesz­cze mi ją zaje­bie albo wysta­wi na Alle­gro. Skąd ja go koja­rzę?

To samo tyczy się imprez bran­żo­wych, even­tów i innych tego typu sytu­acji. Nie­któ­rzy, kie­dy sobie popi­ją, roz­wią­zu­ją języ­ki za bar­dzo. Dodat­ko­wo trze­ba mieć świa­do­mość, że szcze­gól­nie w bran­ży sprzę­tu i gier wideo, wie­lu z nas zna się pry­wat­nie, czę­sto bar­dzo dobrze, mogli­śmy pra­co­wać w tych samych redak­cjach i zda­rza nam się dzie­lić doświad­cze­nia­mi na temat danych marek/agencji. Pro­fe­sjo­na­li­ści nie mają się cze­go oba­wiać, ale but­ni junio­rzy, któ­rzy myślą, że są pana­mi i wład­ca­mi i jed­no­cze­śnie pró­bu­ją rzą­dzić się swo­ją pozy­cją, nie są zbyt dobry­mi part­ne­ra­mi do roz­mów. Wszy­scy jeste­śmy ludź­mi i każ­dy zasłu­gu­je na sza­cu­nek. Pamię­taj­my o tym.

Miej świadomość rynku

addtext_com_MDgzNDUyMjY3NzA

Codzien­nie powsta­ją nowe por­ta­le, sta­rzy wyja­da­cze zmie­nia­ją redak­cje, do nie­któ­rych docho­dzą nowe twa­rze. Czę­ste zmia­ny na stoł­kach lub wśród klien­tów powo­du­ją, że cięż­ko jest nadą­żyć za sytu­acją na ryn­ku, ale w mia­rę moż­li­wo­ści, war­to obser­wo­wać roz­wój i eks­pan­sję kolej­nych tere­nów, gdzie mogą się poja­wić cie­ka­we publi­ka­cje. Dziś jedy­nie power-use­rzy szu­ka­ją tek­stów z cyfer­ka­mi, dokład­ny­mi sta­ty­sty­ka­mi i tabel­ka­mi. Dla nich są duże, pro­fe­sjo­nal­ne por­ta­le. Małe blo­gi cha­rak­te­ry­zu­ją się bar­dziej kame­ral­ną for­mą wpi­sów, któ­re sku­pia­ją nie­raz total­nych laików w nie­któ­rych tema­tach. Sam otrzy­mu­ję spo­ro zapy­tań mailo­wych w sty­lu – „Czy jak kupię słu­chaw­ki X, to bas mnie zabi­je na miej­scu?”, pomi­mo, że ze spe­cy­fi­ka­cji na stro­nie pro­du­cen­ta jasno wyni­ka, że dane słu­chaw­ki raczej jako­ścią niskich tonów nie grze­szą – dla takich ludzi naj­czę­ściej odpo­wie­dzią są wła­śnie blo­gi, gdzie tek­sty pisa­ne są „dla Kowal­skie­go”, a nie duże por­ta­le gdzie w komen­ta­rzach roi się od spe­cja­li­stów od gra­fi­ki, dźwię­ku, mon­ta­żu, poli­ty­ki, hydrau­li­ki i fizy­ki jądro­wej.

Pilnuj terminów

Jeśli obie­cu­jesz ode­zwać się za tydzień, ustaw przy­po­mnie­nie i zrób to. Nawet jeśli sytu­acja się nie zmie­ni­ła, a Ty w dal­szym cią­gu nie masz infor­ma­cji o danym pro­duk­cie. Utrzy­my­wa­nie kon­tak­tu – pamię­tasz? :) Ter­mi­ny tyczą się też dru­giej stro­ny bary­ka­dy – jeśli wypo­ży­czasz sprzęt na dwa tygo­dnie, nie zapo­mi­naj o nim. Zda­rza­ło mi się pro­sić o usta­le­nie daty odbio­ru paru pię­trzą­cych się w sza­fie sprzę­tów, któ­re nie­po­trzeb­nie zagra­ca­ły pokój. Rekor­dzi­stą jest agen­cja, któ­ra pode­sła­ła dwa moni­to­ry i cią­gle wysy­ła­ła nowe do testów, nie odbie­ra­jąc sta­rych. W pew­nym momen­cie mia­łem miesz­ka­nie zawa­lo­ne kar­to­na­mi i choć zawsze chęt­nie coś prze­te­stu­ję, chciał­bym wyjść do pra­cy lub na spa­cer. Oczy­wi­ście dzia­ła to w dwie stro­ny — jeśli dru­ga stro­na obie­cu­je mate­ria­ły na dany dzień, nie bój się egze­kwo­wać ter­mi­nów. Gra­my w otwar­te kar­ty i przej­rzy­stość współ­pra­cy z jasno wyty­czo­ny­mi warun­ka­mi to pod­sta­wa.

Obserwuj influencerów

Dziś ter­min influ­en­cer nie­co się roz­sze­rzył – kie­dyś były to sze­ro­ko roz­po­zna­wal­ne oso­by, typo­wi inter­ne­to­wi cele­bry­ci, któ­rzy mie­li real­ny wpływ na kształ­to­wa­nie potrzeb swo­ich fanów i któ­rzy na swo­ją pozy­cję pra­co­wa­li lata­mi. Dziś wszyst­ko jest prost­sze – wystar­czy jeden, bar­dzo kli­kal­ny post,  Two­je nazwi­sko lub nazwa blo­ga może zostać roz­po­zna­wal­na przez dzie­siąt­ki, jeśli nie set­ki tysię­cy osób w kra­ju lub za gra­ni­cą. Inter­net to potę­ga, ale też kru­cha potę­ga – dziś jesteś zna­ny, jutro zna­ny będzie ktoś inny. Pyta­nie do PM‑a: czy jesteś w sta­nie wyła­pać nowe, obie­cu­ją­ce per­so­ny? Kil­ka lat temu nikt nie wie­dział kim jest Rezi, lit­tle­mo­oon­ster lub <wpisz tutaj dowol­ne­go influ­en­ce­ra, któ­re obser­wu­jesz i jest dla Cie­bie auto­ry­te­tem w danej dzie­dzi­nie zain­te­re­so­wań>. Oni też kie­dyś zaczy­na­li, też mie­li poten­cjał i też odbi­ja­li się od nie­wi­dzial­nych ścian w poszu­ki­wa­niu pro­mo­cji lub zro­zu­mie­nia. Dziś za pro­mo­cję i pro­duct pla­ce­ment inka­su­ją wyso­kie kwo­ty, na któ­re Twój klient może nie mieć budże­tu, a brief ide­al­nie pokry­wa tar­get ich dzia­łal­no­ści.

Pozwól się wykazać nowym twarzom

Mło­dy? Pro­si o coś? Poja­wia się ktoś zni­kąd? Zamiast od razu wci­snąć „Oznacz jako spam”, poświęć sekun­dę, by klik­nąć w pode­sła­ne odno­śni­ki do blo­ga lub innych kana­łów. Być może tre­ści tam przed­sta­wio­ne spodo­ba­ją się Tobie lub klien­to­wi i moż­na wyko­rzy­stać je do pro­mo­cji? Jeśli nie teraz, zawsze moż­na dodać takie oso­by do swo­ich nota­tek – nigdy nie wiesz, jaki wpad­nie brief. Nowy blog? Mało tre­ści? Być może autor był kie­dyś człon­kiem więk­szej redak­cji i „poszedł na swo­je”? Z tą ostat­nią sytu­acją jestem w sta­nie się iden­ty­fi­ko­wać – kie­dyś pisa­łem dla więk­sze­go por­ta­lu, naj­lep­sze­go w swo­jej wąskiej dzie­dzi­nie. Póź­niej zaczą­łem wyra­biać swo­je wła­sne nazwi­sko i mar­kę blo­ga, na któ­rym masz przy­jem­ność się wła­śnie znaj­do­wać. Nie ukry­wam, dziś jest mi o wie­le pro­ściej o pro­duk­ty do recen­zji lub zapro­sze­nia na even­ty niż kie­dy zaczy­na­łem, ale dla wie­lu osób jestem ano­ni­mo­wy i zda­ję sobie z tego spra­wę. Zamiast się obra­żać, dalej robię swo­je i liczę, że kie­dyś będę wart, by napi­sać o pro­duk­cie, któ­ry mnie inte­re­su­je i o któ­ry wysła­łem zapy­ta­nie. Nie­daw­no zade­biu­to­wa­łem w pra­sie jako „eks­pert” [prze­sa­dzo­ne, choć jakąś tam wie­dzę mam :)], a cią­gle kibi­cu­ję moim towa­rzy­szom blo­ge­rom, któ­rzy tra­fia­ją do tele­wi­zji lub repor­ta­ży onli­ne. Jedzie­my na tym samym wóz­ku i miło zoba­czyć, kie­dy zna­jo­mi z Twit­te­ra pod­bi­ja­ją tra­dy­cyj­ne media :)

Bądź fair

To chy­ba naj­waż­niej­szy punkt ze wszyst­kich powyż­szych. Jeśli pro­wa­dzisz już współ­pra­cę z danym blo­ge­rem lub redak­cją, ale widzisz, że rezul­ta­ty Cię nie zado­wa­la­ją – napisz o tym, być może uda się zna­leźć inne roz­wią­za­nie sytu­acji, niż cał­ko­wi­ta rezy­gna­cja z usług. Jeśli jest wręcz prze­ciw­nie, współ­pra­ca kwit­nie, kolej­ne recen­zje budu­ją coraz więk­sze zasię­gi, a publi­ka­cje zado­wa­la­ją klien­ta pod wzglę­dem eks­po­zy­cji i budo­wa­nia mar­ki, war­to zacząć pre­mio­wać tych, dzię­ki któ­rym mamy czym się pochwa­lić sze­fo­stwu. Może to być zapro­sze­nie na zamknię­ty event lub pre­zen­ta­cję nowej linii pro­duk­tów, wyż­sze miej­sce w kolej­ce do testów sprzę­tu lub drob­ne upo­min­ki, któ­re dany blo­ger może roz­dać wśród swo­ich fanów.

Do dzi­siaj pamię­tam oso­bę, któ­ra jako pierw­sza mi zaufa­ła i pode­sła­ła pro­dukt do recen­zji. Nie­ste­ty nie mogę zdra­dzić kto to jest, ale gdy­by nie ona i uwie­rze­nie „na śle­po”, praw­do­po­dob­nie nigdy bym nie wystar­to­wał z wie­lo­ma dzi­siej­szy­mi pro­jek­ta­mi i nie budo­wał powo­li pozy­cji czło­wie­ka, do któ­re­go kie­ru­je się zdez­o­rien­to­wa­nych gra­czy. Coraz czę­ściej widzę, że na Twit­te­rze ktoś ozna­cza mnie w dys­ku­sjach, gdzie ktoś zasta­na­wia się jaką klawiaturę/myszkę/monitor zaku­pić. Jest to bar­dzo miłe i ja rów­nież odwdzię­czam się tym samym. Zna­jo­my pyta o oso­bę do repor­ta­żu na dany temat? Zazwy­czaj nie pole­cam „dużych”, a zwra­cam uwa­gę na „mniej­szych”, któ­rzy mają spo­rą wie­dzę na dany temat, a jed­no­cze­śnie wiem, że dany ruch pomo­że im zbli­żyć się do „więk­szych” :)

Jak widzisz, jest to zespół naczyń połą­czo­nych – wie­le zależ­no­ści wyni­ka z tego, że wcze­śniej pod­ję­to taką, a nie inną decy­zję. Mam nadzie­ję, że nie wysze­dłem na buca, zbyt pew­ne­go sie­bie lub nie wia­do­mo jakie­go boga blo­gos­fe­ry. Zda­ję sobie spra­wę, że mam jesz­cze spo­ro do naucze­nia, że wie­le rze­czy mogę popra­wić i cią­gle bra­ku­je mi doświad­cze­nia w wie­lu kate­go­riach, ale kim­że bym był, gdy­bym nie podzie­lił się moimi prze­ży­cia­mi, któ­re być może pomo­gą komuś, kto dopie­ro zasta­na­wia się, czy wyku­pić dome­nę, opła­cić ser­wer i zamiast pisać do szu­fla­dy, dzie­lić się świa­tem swo­imi wypo­ci­na­mi. Jeśli acco­un­ci lub pro­duct mana­ge­rzy patrzą teraz na mnie jak na abo­mi­na­cję – spo­koj­nie, podob­ny tekst powsta­nie dla blo­ge­rów, któ­rzy nie do koń­ca wie­dzą, jak powin­na wyglą­dać grzecz­na komu­ni­ka­cja po ich stro­nie.

Oczy­wi­ście moim wła­snym, subiek­tyw­nym i nie do koń­ca popraw­nym okiem.