Nie mogło być ina­czej – War­craft w kinie ozna­czał wyciecz­kę do Cine­ma City. Na począ­tek mały coming out – nie jestem hard­ko­ro­wym fanem tego uni­wer­sum Bliz­zar­da – gra­łem w War­craft III i trosz­kę w World of War­craft, ale spę­dzi­łem tam zde­cy­do­wa­nie mniej godzin niż moja luba, któ­ra była heale­rem w jed­nej z naj­bar­dziej zna­nych gil­dii w Pol­sce.

Uzbro­jo­ny w pod­sta­wo­wą wie­dzę, zasia­dłem w pustej sali i byłem nie­co zanie­po­ko­jo­ny. Widzia­łem oce­ny kry­ty­ków i fanów, któ­re zupeł­nie się nie pokry­wa­ły. Przed sean­sem czy­ta­łem też komen­ta­rze zna­jo­mych, któ­rzy mówi­li, że to super film dla fanów i bym nasta­wił się na masę fanservice’u, oczek w stro­nę zapa­leń­ców i naj­le­piej gdy­bym znał lore i boha­te­rów na wylot, by doce­nić kunszt tego, co chcia­no nam poka­zać.

STOP.

Czy to napraw­dę dobry kie­ru­nek? Bro­nić fil­mu tym, że by go zro­zu­mieć muszę grać, czy­tać książ­ki i wyzna­wać reli­gię Bliz­zar­da? Nie kupu­ję tego. Zasta­na­wiam się jak potrak­to­wać film War­craft. Jako grat­kę dla fanów, czy jak każ­dy inny film. Pad­nie tu też pyta­nie do Cie­bie – czy dobra ekra­ni­za­cja gry to dla Cie­bie przede wszyst­kim dobry film, któ­ry czer­pie z ory­gi­na­łu, czy wier­na ory­gi­na­ło­wi pro­duk­cja, któ­ra nie­ko­niecz­nie musi być dobrym fil­mem.

Patrząc na War­craft jak na każ­dy inny film, gdzie widz z uli­cy wej­dzie do kina i dosta­nie nową histo­rią któ­rej nie zna, bo ma 40 lat i nigdy nie grał w żad­ną grę Bliz­zar­da – nie ma tu zbyt dużo do omó­wie­nia. Bar­dzo dobre CGI, efek­ty cza­rów i wier­nie odwzo­ro­wa­ne loka­cje z World of War­craft – wróć, skąd ja to wiem, sko­ro nie wiem co to Bliz­zard? Rów­nież spo­sób pocię­cia fil­mu wska­zu­je na to, że spo­ro scen albo zosta­ło wycię­tych albo nie zawsze zadba­no o ich logicz­ny ciąg. Oba­wiam się, że dla Dun­ca­na Jone­sa, War­craft był zbyt dużym pro­jek­tem, z któ­rym sobie po pro­stu nie pora­dził. Film nie trzy­ma tem­pa i samo pro­wa­dze­nie nar­ra­cji nie tyle kon­fu­du­je, co wręcz nuży. Naj­le­piej bawi­łem się w sce­nach, w któ­rych nie pada ani jed­no sło­wo – były to prze­lo­ty gry­fem i sze­ro­kie uję­cia po hory­zont oraz sce­ny bitew­ne.

warcraft

To teraz okiem kogoś, kto jed­nak liznął choć tro­szecz­kę lore.

Dia­lo­gi pisał chy­ba Mur­loc, a za grę aktor­ską odpo­wia­da­ły Enty. Garo­na ma cią­gle minę jak­by ktoś sprząt­nął jej sprzed oczu ostat­ni sło­ik Nutel­li w osie­dlo­wym skle­pie, a to aku­rat świę­to kościel­ne i inne skle­py są zamknię­te. Wal­czy rów­nie zawzię­cie. Lothar dziw­nie roz­e­mo­cjo­no­wa­ny, król Wrynn zacho­wu­je się jak junior PR Spe­cia­list i ta dwój­ka pomi­mo pró­by poka­za­nia zawi­łych wię­zi, leży i kwi­czy. Para­dok­sal­nie naj­lep­szym boha­te­rem jest Duro­tan, któ­ry był naj­bar­dziej „ludz­ką” posta­cią ze wszyst­kich.

ALE!

Iron For­ge! Storm­wind! Por­tal! Gry­fy i for­ty­fi­ka­cje orków! Medivh!

Warcraft-Movie-Mobile-Wallpapers

Jako ekra­ni­za­cja dla fana – War­craft przede wszyst­kim bawi. Zado­wa­la. Dostar­cza roz­ryw­ki. Ja poziom tej pro­duk­cji porów­nał­bym do pierw­szych Trans­for­mer­sów. Jest kolo­ro­wo, są głów­ne posta­ci, któ­re się prze­ni­ka­ją i inte­gru­ją, jest mini-wątek miło­sny i dobre sce­ny walk z obo­wiąz­ko­wym slow motion. Jeśli ktoś nie zna histo­rii, zoba­czy woj­nę orków z ludź­mi i od cza­su do cza­su popi­sy magów. Kie­dy do gry wcho­dzi wie­dza zaku­li­so­wa o lore War­cra­fta, dostrze­ga­my nie­co wię­cej, ale to wciąż nie jest to, cze­go się spo­dzie­wa­łem. Lubię ekra­ni­za­cje gier, ale tutaj czu­łem, że albo akto­rzy nie dali z sie­bie wszyst­kie­go albo ich role nie były dobrze napi­sa­ne i tym samym hamo­wa­ły jakie­kol­wiek aktor­skie popi­sy. War­craft w moim odczu­ciu nie powi­nien być trak­to­wa­ny zbyt poważ­nie. Nie cho­dzi mi tu o umniej­sza­nie war­to­ści uni­wer­sum, ale o podej­ście do obco­wa­nia z samym fil­mem jako ekra­ni­za­cją. Jak pisa­łem wcze­śniej – nie­dziel­ni widzo­wie dosta­ną zno­śny film, któ­ry nie wyróż­nia się zupeł­nie niczym. Fani dosta­ną zna­ne posta­ci, cza­ry, odwiecz­ną wal­kę orków i ludzi oraz opo­wieść o hono­rze, odwa­dze i męstwie.

Owszem, wie­le scen przy­po­mi­na­ło żywe cine­ma­ti­ci Bliz­zar­da i wte­dy gęba cie­szy­ła się na widok zna­nych miejsc, scen i posta­ci. Owszem, same efek­ty i cza­ry mogły przy­pra­wiać o gęsią skór­kę. I owszem, widok orka wgnia­ta­ją­ce­go w zbro­ję pie­chu­rów kolej­ne cio­sy budzi trwo­gę. Za to jestem w sta­nie pod­nieść oce­nę i tego chciał­bym widzieć wię­cej, ale w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku cięż­ko mówić, że dałem się w 100% porwać magii Bliz­zar­da, któ­ra moim zda­niem nie zosta­ła wier­nie odda­na.

flight-to-eagle-warcraft-movie-5lvK

Na obro­nę dodam od sie­bie, że jako pre­qu­el, War­craft: Począ­tek daje nadzie­ję, że wycią­gnię­te zosta­ną odpo­wied­nie wnio­ski, a widz zamiast sta­wia­ny przed kolej­ny­mi nowy­mi nazwa­mi i poję­cia­mi otrzy­ma wycze­ki­wa­ne odpo­wie­dzi. Co to spa­cze­nie? Skąd tak napraw­dę się wzię­ło? Skąd Gul’Dan może je kon­tro­lo­wać i co to za demon opa­no­wał jed­ne­go z boha­te­rów? W następ­nej czę­ści, któ­ra na pew­no powsta­nie, sce­na­rzy­ści mogą się­gnąć po praw­dzi­we mię­sko: Thral­la, Illi­da­na, Artha­sa lub cho­ciaż­by Hel­l­scre­ama. Z tego moż­na ukrę­cić nawet parę mocar­nych czę­ści, ale fanom War­cra­fta raczej nie muszę tego tłu­ma­czyć.

Nie­co znie­sma­czo­ny i wynu­dzo­ny, ale pełen nadziei patrzę w kie­run­ku kolej­nej czę­ści, któ­ra być może przy­wró­ci mi wia­rę w to uni­wer­sum, a jed­no­cze­śnie nie będzie pró­bo­wa­ła robić ze mnie idio­ty wysłu­chu­ją­ce­go sła­be dia­lo­gi rodem z pod­ręcz­ni­ka począt­ku­ją­ce­go sce­na­rzy­sty. Żół­ta kart­ka, ale gra­my dalej.

Podobne Posty