Nie od dziś wiadomo, że seria Szybcy i wściekli zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Wiem, że nie są to filmy górnolotne, które zachwycają fabułą, postaciami lub efektami, jednak jest w nich to, co dla mnie jest synonimem czystej akcji w Hollywood.

Mogę się tutaj mocno rozwodzić na temat tego dlaczego warto iść do kina oglądać The Rocka z minigunem, który staje naprzeciwko helikopterowi szturmowemu, albo po to, by zobaczyć jak Vin Diesel okłada się na gigantyczne klucze nasadowe z Jasonem Stathamem. Mogę też napisać, że w tym filmie więcej jest walki wręcz niż wyścigów, a jeśli już widzimy sceny w samochodach, to są one mocno przesadne sala w kinie zamiast się zachwycać, wyła ze śmiechu.

Wszystko to mogę – ale nie zrobię tego. Moje podejście do ostatniego filmu Paula Walkera było mocno sentymentalne – nie był on aktorem wybitnym, ale wpisał się w moim postrzeganiu jako „swojski” aktor, który był typową gwiazdką jednej serii, ale bez niego nie wyobrażałem sobie cyklu. Niestety, kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe – zapłakałem. Szkoda chłopa, ale to temat na inny wpis.

Krótko z mostu – jeśli podobała się Wam ostatnia odsłona – w „siódemce” dostaniecie jeszcze więcej tego samego – czystej akcji i adrenaliny, która w połączeniu z świetnie debiutującym w serii Jasonem Stathamem z filmu o wyścigach, zrobiła świetny film akcji. Niektórzy narzekają, że seria odchodzi od korzeni, ale dla mnie to zmiana konieczna, bo ileż można się wyłącznie ścigać o honor i rodzinę?

Jeśli myśleliście, że po szóstej odsłonie, nie można bardziej rozwalić miasta – byliście w błędzie. Nie wiem muszą zrobić twórcy w kolejnej części, która na pewno powstanie, ale myślę tutaj o zniszczeniu całego miasta lub małego kraju, bo to co się działo w „siódemce” czasami przechodziło ludzkie pojęcie.

ROCK

Nie wiem jak Wy, ale ja już wyczekuję dnia, kiedy dostępna będzie wersja na bluray, bym mógł ją oglądać bez przerwy – szczególnie ciekawią mnie dodatki specjalne, gdzie pokazane będzie jak twórcy poradzili sobie ze śmiercią Paula Walkera, który zmarł w połowie produkcji filmu – jego pałeczkę przejął brat, któremu cyfrowo podmieniono twarz na niewykorzystane sample z poprzednich odsłon serii.

Film głupi? Być może. Film płytki? W pewnym sensie bardzo. Przynoszący sporo frajdy, widowiskowy i przesadnie nastawiony na akcję? Z całą pewnością! I za to właśnie kochamy lub nienawidzimy Szybkich i Wściekłych. To mój osobisty top w kategorii „Guilty Pleasure”, którego w tym przypadku ani śnię się wstydzić.

Na seans zostaliśmy zaproszeni przez Cinema City Arkadia.

  • MyriuR

    Czekam na Blu-ray i będę zawsze miał przy sobie :)

    • Mateusz Greloch

      Stary, ja czuję, że będę to codziennie oglądał :D

      • MyriuR

        Heh ja nie będę miał czasu żeby codziennie :D

  • Pingback: Maria Smith()