Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że żadna ze mnie znana persona, ani też w świecie granżowym nigdy nie udzielałem się w większym stopniu, aniżeli podczas sporadycznych dyskusji na tematycznych forach internetowych. Korzystając jednak z życzliwości mojego serdecznego kolegi Mateusza, postanowiłem spróbować swoich recenzenckich sił i wdać się z wami w pisemną dyskusję na temat gry Dragon Age: Inkwizycja (dalej: DA:I), która swoją premierę miała 20 listopada bieżącego roku.

Inkwizycja

Zawsze jest tak, że w przypadku dobrze zapowiadającej się kontynuacji głośnego tytułu, pojawia się pytanie: „czy będę w stanie w to grać nie znając historii z poprzednich części?”. Odpowiedź brzmi zazwyczaj i „tak” i „nie”. Nie inaczej jest w tym przypadku. Świat przedstawiony w DA:I bogaty jest w przeróżne znajdźki, typowo charakterystyczne dla gier cRPG. Są to m. in. książki, zapiski z dzienników nieznanych podróżników, przyśpiewki bardów czy wiersze poetów, którzy zapisali się na kartach historii krainy Thedas. Dzięki nim dowiemy się, co działo się w pradawnych czasach, o wierzeniach w bogów poszczególnych ras, a także o wspominanych historiach dziejących się za czasów wielkiej plagi (Dragon Age: Początek) czy masakry jaką wywołał konflikt magów oraz templariuszy w Kirkwall (Dragon Age II). Nie było by to jednak nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że tak jak w DA:O jak i DAII historię świata kreował gracz swoimi decyzjami. Taki stan rzeczy powoduje, że nie ma tylko jednego słusznego zakończenia.

BioWare odeszło trochę od klasycznego importu stanu zapisów z poprzednich swoich gier i zafundowało wszystkim graczom (tym zaznajomionym z uniwersum jak i zupełnie nowym) Dragon Age: Keep. Tytułowa twierdza to nic innego jak internetowy generator świata, jaki ma zostać przedstawiony graczowi w najnowszej odsłonie DA. Sama idea zasługuje jak najbardziej na pochwałę, szczególnie, że z tego narzędzia mogą korzystać gracze PC’towi jak i konsolowi, nikogo przy tym nie wykluczając. Jest jednak pewne ale, które w żaden sposób nie wynika z winy twórców i nie ma ich co za to winić – po prostu jest to efekt uboczny tego typu działań, których ominąć się niestety nie da. Dokładniej – gracze, którzy grali w poprzednie części, znają lub będą kojarzyć historię i jaki wpływ na ogólny świat miały podjęte przez nich decyzje – czy kogoś uratowali, ułaskawili albo w ogóle nie spotkali.

W gorszej pozycji są potencjalni nowi nabywcy gry, ponieważ i tak z braku znajomości historii i ich bohaterów, nie są w stanie rzetelnie podejść do tematu. Edytowalne ikonki wyborów na stronie Dragon Age: Keep posiadają co prawda krótkie opisy, ale są one na tyle szczątkowe, że nawet ja w niektórych wypadkach byłem zmuszony do ponownej instalacji DA:O i DAII i przeglądnięcia opisów wykonanych zadań w quest logu. Dowodzi to jednak innej rzeczy – nawet pozornie niewinne zadanie poboczne może sporo namieszać w DA:I. Dlatego jeśli lubisz RPGi a nie miałeś styczności z poprzednimi częściami – zachęcam Cię czytelniku do tego abyś dał sobie szansę poznać świat i wydarzenia z poprzednich części (szczególnie, że DA:O nadal potrafi wyglądać przyzwoicie).

Mając już odtworzony przez nas świat w Dragon Age: Keep eksportujemy go do chmury, a my możemy  rozpocząć naszą długo wyczekiwaną zabawę.

Kto jada sałatki, jest piękny i gładki

Pierwszą rzeczą, którą każdy solidny RPG mieć musi, to generator naszej postaci. Po niezbyt ciepło przyjętej drugiej części (pomijając aspekty techniczne, będę bronił jej wątku fabularnego), twórcy oddali do dyspozycji gracza potężny kreator, który bardzo przypomina ten z serii The Elder Scrolls.  Pomijając oczywisty fakt wyboru płci, mamy wpływ na takie aspekty wyglądu naszej postaci jak oczy, nos, usta i włosy, a oprócz tego także wysokość/wydatność kości policzkowych, szczęki, żuchwy, uszu, rozstaw oczu … naprawdę można by wymieniać bez końca. Dzięki takim możliwościom możemy stworzyć bohatera jakiego tylko chcemy.

Po dwóch tygodniach od premiery, w sieci zaczęły pojawiać się pierwsze poradniki „jak wykreować” sobie znaną aktorkę lub aktora (np. Daenerys Targaryen z Gry o Tron, graną przez Emilię Clarke). Poza aspektami fizycznymi naszego herosa, ważna jest jego rasa i klasa. Tutaj do wyboru mamy Elfów, Ludzi, Krasnoludów i Qunari (nowość w serii). Każda z ras charakteryzuje się drobnymi bonusami, np. elfy posiadają bonus w postaci 25% do obrony przeciwko atakom z dystansu, a krasnoludy otrzymują 25% premii do obrony przed magią (sami jednak nie mogą zostać magami). Jeśli zaś chodzi o klasy, twórcy oddają nam do wyboru Łotrzyka, Wojownika lub Maga – każdy z nich może mieć swoją indywidualną specjalizację.

Łotrzyki mogą przeszywać swoich wrogów strzałami z dystansu lub atakować z ukrycia i szybko dźgać ostrymi niczym żądło sztyletami. Wojownicy mogę dzierżyć jednocześnie miecz i tarczę lub atakować szeroko, za pomocą broni dwuręcznych nie pozwalając się otoczyć wrogom. Magowie czerpią swoją siłę z różnych żywiołów jak ogień, lód i elektryczność. Wybór samej płci jako tako nie ma wpływu na samą rozgrywkę – zmieniają się tylko potencjalni partnerzy do ronansu. BioWare zacieśniło trochę możliwości pod tym względem, przez co niektóre postaci są heteroseksualne, a niektóre zaś wyznają zasadę, że aby życie miało smaczek, raz dziewczynka raz chłopaczek (szczególnie w tak ciężkich czasach, w jakich im przyszło żyć).

Dragon2

From zero to hero

Akcja gry rozpoczyna się 10 lat po wydarzeniach z pierwszej części Dragon Age, a kilka miesięcy po tym, co wydarzyło się w drugiej odsłonie serii. Z niewyjaśnionych przyczyn znaleźliśmy się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie (a jakże). Na niebie pojawia się ogromny wyłom, a świat zalały połączone z nim szczeliny, z których wyłaniają się demony pustki. Boska – najwyższa zwierzchniczka Orlezjańskiego zakonu zostaje zamordowana, a wszystkie podejrzenia spływają na nas, gdyż właśnie z jednej z takich szczelin wypada nasz bohater.

Na naszą niekorzyść przemawia fakt, że nasza dłoń naznaczona jest znamieniem, który ściśle połączony jest z magią towarzyszącą pojawiającym się szczelinom. My sami jesteśmy tym faktem kompletnie zdezorientowani. Nie mając jednak wielkiego wyboru, zgadzamy się współpracować, by naprawić swoje winy. Wraz z Kasandrą, wielką poszukiwaczką Zakonu i prawą ręką Boskiej, wyruszamy do miejsca, gdzie znaleziono naszego bohatera ledwo przytomnego. Po drodze poznajemy pierwszych towarzyszy, czyli dobrze znanego z drugiej części Varrika – krasnoludzkiego biznesmena, pisarza i niezwykle wprawionego strzelca, a także Solasa – elfiego apostatę, który na temat przedziwnej magii zdaje się wiedzieć bardzo wiele. To właśnie Solas powoli oswaja nas z brzemieniem, które przyjdzie nam nosić.

Piękna jak Mona Lisa

Gra urzeka swoim pięknem od pierwszych scen. Świat, który przyjdzie nam zwiedzać jest bogaty w liczne detale, faunę i florę. Nie jest to jednak typowy sandbox jak od pierwszych zapowiedzi obiecywali nam twórcy gry – tutaj wciąż istnieje podział na regiony, jednak są to połacie zdecydowanie większe niż choćby tereny oddane do eksploracji w Wiedźminie 2. Poza oczywistym, głównym wątkiem fabularnym, istnieją także zadania poboczne typu „przynieś, podaj, pozamiataj”. Jest to bardzo widoczne na samym początku gry, kiedy mamy przyjemność odwiedzać pierwszy, duży region jakim jest Zaziemie. Wielu uważa, że side questy w Inkwizycji czynią tę grę MMO dla pojedynczego gracza, jednak ja nie mogę się  z tym do końca zgodzić.  Oczywiście, pierwsze kontakty z dodatkowymi zadaniami mogą nasuwać takie skojarzenie, jednak im dalej w las, tym jest ich zdecydowanie mniej, a jeśli już jakieś się pojawiają to są one ściśle związane z tym, z czym przyjdzie nam się zmagać w późniejszych etapach gry. Zaziemie to po prostu region, który ma za zadanie wprowadzić gracza w świat i jego mechanikę.

Tekstury stoją na wysokim poziomie, aczkolwiek można zauważyć, że niektóre z nich są zdecydowanie gorszej jakości niż reszta – są to jednak sporadyczne przypadki, które w żaden sposób nie psują całokształtu produkcji. Napędzana silnikiem Frostbite 3 Inkwizycja zadowoli naprawdę wybrednych, a Ci, którzy nie posiadają mocnego sprzętu, nie muszą się obawiać płynność rozgrywki czy elementy ładujące się na jego oczach. Nawet na moim, leciwym już sprzęcie wyposażonym w GeForce 560Ti, ustawienia graficzne balansują między high/ultra, pozostawiając rozgrywkę wciąż bardzo płynną i przyjemną.

Poza grafiką istotnym elementem takich produkcji jest również muzyka. Jako miłośnik filmowo wyreżyserowanych scen przerywnikowych, cenię sobie to, w jaki sposób budują emocje u gracza. Trevor Moris, kompozytor odpowiedzialny za ścieżki dźwiękowe takich produkcji serialowych jak „Dynastia Tudorów” czy „Wikongowie” (HBO), odszedł nieco od motywów znanych z poprzednich części. Postawił na zupełnie nowe brzmienie marki, nie ujmując oczywiście nutom emocji i patosu. Myślę, że w pewien sposób miało to na celu pokazanie, że DA:I to produkt najwyższych lotów, całkowicie nowy, świeży, mający pokazać graczowi, że BioWare wciąż potrafi robić dobre gry, nawet pod szyldem EA i bez Raya MuzykiGrega Zeschuka w zespole.

Show must go on

Drogi czytelniku, bardzo chciałbym podzielić się z Tobą wszystkim, co oferuje najnowszy Dragon Age, jednak obfituje on w tak wiele ciekawych rozwiązań, że nie sposób opisać mi ich tutaj wszystkich. Jedno jest pewne – wątek fabularny stoi na naprawdę wysokim poziomie i jak w zdecydowanej większości tego typu gier, chodzi tutaj o ratowanie świata. Mimo tego, sposób prowadzenia wątku, jego twisty i konieczność podejmowania ważnych dla wszystkich decyzji powoduje, że ciężko oderwać się od ekranu. Może jeszcze minutka, może dwie… zasysa lepiej niż niejeden odkurzacz.

Jeśli z jakiegoś powodu jednak będziemy chcieli odsapnąć od bycia bohaterem i zrzucić na chwilę to ciążące na nas brzemię, gra oferuje nam bardzo bogaty system craftingu, który za pomocą schematów, pozwala na tworzenie unikalnych przedmiotów z surowców napotykanych podczas swojej przygody. Warto posłuchać wykwintnych dialogów między towarzyszami, których będziemy werbować do naszej inkwizycji – ten patent znany jest z poprzednich dwóch odsłon i tak jak kiedyś, pozwala w ciekawy sposób wgłębić się w relacje jakie panują między poszczególnymi członkami naszej drużyny. Warto także nadmienić, że wybór poszczególnych członków dla aktualnie wykonywanego zadania również ma ogromne znaczenie. Mogą się oni zgadzać lub potępiać dokonywane przez nas decyzje, co także wpływa na kontakt między nami w późniejszych etapach gry.

Na zakończenie pragnę dodać, że gra oferuje również tryb multiplayer, ale niestety, nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek przechodzeniem kampanii w trybie kooperacji. Jest to po prostu drużynowa bitka demonów, która osadzona jest w ciężkich czasach, w których dzieje się cała główna historia – niemniej osobiście nie płakałbym, gdyby tryb ten w ogóle nie istniał.

Dragon3

Jeśli jesteś fanem gier cRPG, lubisz dobrze poprowadzoną fabułę, chcesz podejmować nie zawsze łatwe decyzje, eksplorować bogaty świat i cenisz sobie drużynowe emocje, a dodatkowo jesteś fanem poprzednich części – jest to pozycja, przy której (zaświadczam z czystym sumieniem) nie będziesz się nudzić. Chciałbym, by DA:I była zwiastunem nowej, lepszej jakości gier, jakie EA będzie mogła oferować swoim graczom w przyszłości.

 Tymczasem Thedas potrzebuje Inkwizytora… Czas wracać do swej powinności!

  • Radek Handke

    Jak więc się ustosunkować do Inkwizycji którą już kupiłem i jeszcze nie grałem skoro poprzednie części mi się bardzo średnio podobały?

    • Mateusz Greloch

      Nie grałem w żadnego Dragon Age, a tutaj nie mogę się oderwać od telewizora. Odpowiedź jest jedna – Inkwizycja to najlepszy Dragon Age jaki wyszedł ;)