Przez okres kiedy byłem redaktorem serwisu o grach na platformę PlayStation, w komentarzach pod wpisami odnośnie wszelkiej maści pokazów, eventów czy spotkań przedpremierowych zawsze przewijała się jedna myśl – „Oho, poszedł na pokaz, teraz pewnie podwyższy ocenę w recenzji”. Jak bardzo chybiona to myśl, wie każdy, kto na takim pokazie był przynajmniej raz w życiu. Czy karmią? Dają kawę i ciacho? Pokazują coś przed premierą? Rozdają „merczendajsy”, a czasem i wersje promocyjne gry? Jasne. Czy ma to wpływ na osobę, która jest na takim pokazie? Oczywiście. Czy taka impreza powinna wpłynąć na osąd gry/produktu, który jest tam przedstawiany? W żadnym wypadku.

Jeśli ktoś jest w stanie podwyższyć ocenę za smycz, koszulkę i promkę, to nigdy nie powinien na takim pokazie się znaleźć. Wiadomo, agencje PR-owe robią wszystko, by jak najlepiej zareklamować produkt przed jego premierą i w głębi duszy chcą, by został on dobrze przyjęty na rynku, jednak jeśli myślą, że w ten sposób podwyższą oceny w mediach, to są po prostu naiwni. Wspomniałem, że takie pokazy mają wpływ na osoby biorące w nim udział, jednak o korupcji, przekupstwie lub bonusach ciężko tutaj mówić. W większości na tych właśnie eventach jest możliwość porozmawiania z twórcami danej gry, przeprowadzenie z nimi wywiadu, podejrzenie najciekawszych mechanik prezentowanej produkcji i bardzo często – zagrać w grę przed premierą, zanim jeszcze wersje recenzenckie zostaną rozesłane do redakcji. Gdyby nie to, pewnie nie wiedziałbym o większości funkcji w Driveclub, które widziałem podczas prezentacji, a których nie pokazano jeszcze na zwiastunach lub zrzutach ekranu. Czy ma to wpływ na postrzeganie przeze mnie tytułu? Jasne. Czy wpłynie to na podwyższenie oceny? Niekoniecznie.

Słaba gra jest słaba i nie wiadomo jakie bonusy nie zrekompensują mi słabej mechaniki rozgrywki, grafiki sprzed dekady lub mocno denerwujących funkcji, które ktoś powinien ukręcić jeszcze w preprodukcji. Dobry recenzent powinien spojrzeć chłodnym okiem na dany mu tytuł i obojętnie czy został zaproszony na event z kawiorem i ostrygami, czy dostał wersję recenzencką od dystrybutora, a może zapłacił za produkt sam – powinien zgodnie z własnym sumieniem i przekonaniami podejść do każdego zadania, którego się podejmuje. Owszem, znajdą się tacy, którzy za koszulkę lub promkę mogliby zasyfić bloga lub kanał na YouTube reklamami mniej lub bardziej oczywistymi, ale na szczęście ludzie których spotykam raczej do takich nie należą.

Smuci mnie ta zawiść niektórych, którzy uważają, że taki redaktorek ma wszystko za darmo, a na jego konto po napisaniu przychylnej recenzji wpływają miliony, bo tak nie jest. A szkoda, chętnie kupiłbym mieszkanie, auto się rozpada, odłożyłbym na wesele i jeszcze coś by zostało. Dlatego drogi wydawco, jeśli potrzebujesz kogoś, kto w zamian za promkę zrobi Ci loda i obwieści całemu socialowi jaki Twój produkt jest świetny, to proszę od razu mnie pominąć. Zdarzają się serwisy, którym już nieraz udowodniono większą przychylność w przypadku niektórych tytułów, jednak zyskuje na tym inna grupa internetowego światka. W czasach, kiedy redakcje oskarżane są o korupcję, do gry weszli jutuberzy. Choć większość z nich działa fair, zdarzają się tacy, którzy dostając pierwszą promkę lub zaproszenie na pokaz, skaczą z radości i nie wiedzą komu dziękować za taki los. Nie są to narzekania byłego redaktora, bo trend ten zauważają obie strony barykady.

W dzisiejszych czasach, w oczach wydawców i agencji PR-owych, blogerzy i użytkownicy portali YouTube oraz Twitch [w przypadku gier], są dużo lepszą opcją reklamy niż tradycyjne redakcje lub serwisy internetowe. Z drugiej strony ich widzowie lub czytelnicy uważają ich za niezależnych, wolnych od korupcji i szerzących prawdę i w większości mają rację. W większości – dlatego podoba mi się niedawne zarządzenie władz Twitcha, którzy żądają od streamujących „przejrzystości biznesowej”, co mniej więcej oznacza, że gdy materiał jest sponsorowany, widz powinien o tym wiedzieć. Jasne zasady powinny obowiązywać każdego, szczególnie w czasach, kiedy oszczerstwa latają na lewo i prawo, a z ich weryfikacją nikt się nawet nie trudzi.

Wspomniałem, że byłem na przedpremierowym pokazie gry DriveClub organizowanym przez Sony Computer Entertainment Polska, by przeprowadzić wywiad z Alexem Perkinsem, człowiekiem odpowiedzialnym za wygląd gry. Jeśli kogoś interesuje co powiedział, to materiał możecie zobaczyć poniżej.

Podobne Posty

  • Radek Handke

    W sumie obawiałem się nieco o twoją ocenę DESTINY bo wyglądałeś na bardzo napalonego. Ale kubeł zimnej wody dostałem na głowę bo napisałeś jak pełen profesjonalista i nie dałeś się ponieść emocjom:)