Destiny 2 to moim zdaniem najgłośniejsza premiera tego roku. Nie pamiętam, by w sieci jakakolwiek inna gra zagarnęła tak dużą część mediów, prywatnych tablic użytkowników Social Media, a nawet ludzi z mojego najbliższego otoczenia. W pracy, na uczelni i na ulicy co rusz widziałem kogoś z Destiny 2 w ręce. Sam kupowałem swój egzemplarz w markecie, gdzie po godzinie dziewiątej, zaraz po otwarciu, w kolejce przede mną i za mną stały osoby z Destiny 2 w ręce. Pamiętam jednak jak wyglądał hype na pierwszą część i jak po miesiącu/dwóch sporo ludzi sprzedało swój egzemplarz i wróciło dopiero po roku lub nawet później, kiedy dodatki dodały więcej contentu. Jak będzie w przypadku Destiny 2?

TL:DR – Czy Destiny 2 to MMOFPSRPG w które warto zainwestować? Tak! Zarówno czas, jak i środki.

 

SHOW ME THE MONEY!

Jak wiemy, w domyśle Destiny miało być trylogią – kolejną miliardową marką dla Activision. Pierwsza część zarobiła sporo, zbudowała też bardzo mocne community spragnione futurystycznych zmagań z przyjaciółmi w przypominającym otwarty świat settingu. Czy po Destiny 2 widać hajs, jaki włożono w tę produkcję? To było chyba pierwsze pytanie zadawane podczas streamów. Każdy, kto śledził newsy o tej grze, wie, że Bungie ma skrzętnie przygotowane plany rozwoju, które rozłożono na parę ładnych lat, w trakcie trwania których Bungie doda nowe funkcje, rozwinie te już istniejące i na bieżąco będzie monitorowało grę, by łatać wszelkie błędy zabierające radość z rozgrywki. Oprawa graficzna oraz muzyczna robią spore wrażenie, nawet na osobach, które z branżą gier wideo nie mają niczego wspólnego. Nie zapominajmy jeszcze, że „dwójka” debiutuje na PC, gdzie już po otwartej becie można było stwierdzić, że jest świetnie zoptymalizowana i wygląda jeszcze lepiej niż na konsolach obecnej generacji. Jako że mam zakupioną też wersję na PC, prawdopodobnie pojawi się rozwinięcie tego tekstu w momencie, gdy spróbuję wersji dla preferujących myszkę i klawiaturę.

Lokacje nie wyglądają na tworzone zasadą kopiuj-wklej, a dla samych krajobrazów warto przystać w zadumie i walnąć fotkę przyciskiem Share. Gra na PlayStation 4 wygląda ślicznie i tutaj nie ma się co rozwodzić – na obu generacjach konsol nie można się przyczepić do warstwy audio-wizualnej, choć po tym, co zobaczyłem na PC w 4K i jakości ultra (oczywiście na sporo droższym od PS4 Pro komputerze), nie mogę się doczekać, kiedy przejdę tę grę jeszcze raz, w jeszcze lepszej oprawie graficznej. Jeśli chodzi o muzykę, to osoby mające styczność z pierwszą częścią Destiny poczują się jak w domu – patetyczne, smyczkowe pociągnięcia dodające wzniosłego tonu wydarzeniom na ekranie ustępują ciężkim, elektronicznym brzmieniom, kiedy rozpętuje się wojna pomiędzy Guardianami i jedną z paru obcych ras. Destiny 2 to jedna z nielicznych gier, gdzie odpalałem menu główne, by tylko posłuchać muzyki. Dawno nie byłem tak zachwycony muzyką, która idealnie trafiła w moje gusta, a której nie zapomnę zaraz po wstaniu z kanapy. Swoją drogą, znalazł ktoś OST z Destiny 2 na Spotify?

 

W KOŃCU PO POLSKU!

Przypomina mi się sytuacja z premiery pierwszego Destiny. Wielu rodaków solidarnie stwierdziło, że skoro Activision, Bungie oraz polski wydawca mają gdzieś polskiego klienta, to oni nie zamierzają dbać o ich portfele i zbojkotowali premierę Destiny w Polsce. W drugiej odsłonie pokuszono się o pełną lokalizację, a więc dostajemy komplet napisy+dubbing. O ile napisy są jak najbardziej w porządku, tak niestety polski dubbing brzmi bardzo nijako. W kluczowych momentach brakuje przekazania emocji, a obróbka wokalu nie zawsze wychodziła przekonująco. Przeszedłem tryb fabularny Destiny 2 dwa razy po polsku i raz po angielsku. Ze smutkiem stwierdzam, że dopiero za trzecim razem mocniej wciągnąłem się w fabułę i wydaje mi się, że lepiej poznałem Ikorę, Zavalę lub Cayde’a. W wersji polskiej przygotujcie się na mocno zero-jedynkowe tłumaczenia słów takich jak The Darkness, Light, Sparrow, Guardian, Ghost, The Fallen, The Hive czy The Traveller. Czy to dobra droga? Na pewno jest to opcja neutralna, jednak chyba jestem fanem lokalizacji, a nie zwykłego tłumaczenia i niektóre nazwy własne zostawiłbym bez zmian. Minus za to, że nie możemy swobodnie wybrać ścieżki audio i napisów. Jeśli konsola ma w ustawieniach systemu polski język, dostajemy polski dubbing i polskie napisy. Zmiana na angielski daje nam angielskie głosy i angielskie napisy. Nie ma opcji grania z oryginalną ścieżką głosową i dorzucenie polskich napisów. Szkoda.

 

O CO CHODZI TYM RAZEM?

Pamiętam co pisałem o fabule pierwszej części Destiny. „Jest nudna, sztampowa, powtarzalna, nieskomplikowana, wyłożona prosto i klarownie, nie wymaga od odbiorcy sporego skupienia. Jeśli ktoś spodziewał się niezwykle rozbudowanej fabuły z dziesiątkami postaci, setkami zadań i wartymi zapamiętania motywami, to może się srogo zawieść”.

NA SZCZĘŚCIE Bungie wysłuchało narzekań fanów i stworzyło dużo bardziej rozbudowany wątek główny, w którym Traveller, który przybył z odległego świata i postanowił usadowić się nieopodal, racząc nas swoją technologią i pokazując, jak przemierzać Układ Słoneczny, niosąc radość i dobrobyt, zostaje pojmany przez Kombinat (Cabal), zamknięto dostęp do Light, a Guardiansi zostali zmuszeni do ucieczki. Bez Światła, Ghost nie jest w stanie ich wskrzesić, a Ty drogi graczu, jesteś ostatnią nadzieją Wszechświata. Naszym zadaniem jako Guardiana jest odnalezienie Światła, zjednoczenie Ikory, Zavali i Cayde’a oraz stawienie czoła Kombinatowi, a w rezultacie — uwolnienie Travellera i przywrócenie poprzedniego ładu. Jak to wygląda w praktyce? Skaczemy na okoliczne planety i wypełniamy misje fabularne, po drodze zahaczamy o public eventy i zwiedzamy okoliczne jaskinie w poszukiwaniu lepszego ekwipunku.

8fc95a66-0753-445f-8a70-7a72208c8078

 

Z pełną świadomością mogę teraz napisać, że w Destiny 2 jest sporo wartych zapamiętania postaci, dziesiątki aktywności na każdej planecie, questy prowadzące to bardzo mocnego, egzotycznego sprzętu i sporo wartych zapamiętania miejscówek oraz zadań, które można wspominać po ukończeniu trybu fabularnego. To jest Destiny, na które czekaliśmy, choć z drugiej strony smutne, że tak nie wyglądała pierwsze odsłona. Bungie zebrało cięgi za ubogą w content podstawkę pierwszej części, wyciągnęło wnioski i dostarczyło bogatszy świat, do którego chce się wracać – czy to samemu, czy to ze znajomymi.

Mała rada: w pierwszej kolejności skończcie tryb fabularny. Bungie najwyraźniej stwierdziło, że da nam okazję zapoznać się z systemem rozgrywki, poznać umiejętności obranej przez nas klasy i pokazać słabe punkty każdej z ras, zanim zaprosi na Strike lub Raid. Taką sobie wymyśliłem teorię i radzę Wam tak samo traktować misje fabularne – jako swoisty samouczek, który dopiero przygotowuje na walkę z falami przeciwników w Strike’ach lub na starcia z żywymi graczami w PvP.

 

CZY DESTINY 2 TO JUŻ PEŁNOPRAWNE MMO?

Nie. Destiny 2 to nadal core rozgrywki z pierwszej odsłony, które zostało zmodyfikowane, by zachęcać ludzi do wspólnego grania i wykonywania konkretnych zadań, ale to wciąż za mało, by nazwać go pełnoprawnym MMO. Kolejna bolączka, która przekreśla Destiny 2 jako MMO, to ograniczenie fireteamu – w drużynie może być maksymalnie trzech członków, ale nie tyczy się to paru trybów PvP i Raidu. Trzy osoby na misję i Strike’i? To bardzo mało i znacznie ogranicza interakcję ze znajomymi. Szczególnie kiedy chętnych do wspólnego grania wielu i trzeba robić mniejsze grupki.

ba836ff1-dbf0-4234-b3e4-ead4d6fc88dc

W chwili, kiedy piszę ten tekst, wieczorem, na mojej liście znajomych znajduje się co najmniej 30 osób grających w Destiny 2, z czego chętnie zagrałbym z co najmniej dziesiątką z nich. Jestem przymuszany do wyboru „kogo lubię najbardziej” lub „kto ma najwyższy poziom i ogarnie Nightfall/Trials of the Nine”. Rozumiem, że taki był zamysł, ale patrząc jaki nacisk Bungie kładzie na całą społecznościową otoczkę gry, nie rozumiem przeoczenia tak istotnego elementu, jakim jest liczba ludzi w drużynie. Z drugiej strony może się to wiązać z przygotowanymi zadaniami, które w piątkę czy szóstkę nie stanowiłyby żadnego wyzwania, jednak wtedy obwiniałbym misje i koło się zamyka. Brak tutaj również opcji wymiany sprzętu z kimś z klanu, do której należymy, komunikację ograniczono do rozmów głosowych wewnątrz Fireteamu, dodając ewentualnie parę gestów, które nie służą niczemu innemu, jak tylko zabawie lub ustawianiu się do zdjęć.

 

NO WIĘC CO, DESTINY 2 TO ZWYKŁY SHOOTER?

Moim zdaniem, według obecnych standardów klasyfikacji gatunków gier, Destiny 2 wychodzi poza tradycyjne ramy FPS-ów. Owszem, jest parę rodzajów broni podzielonych na trzy kategorie, ale ich odmiany prędzej skojarzą się nam z Diablo lub Borderlands niż Call of Duty czy Battlefieldem. Zbieramy łupy, podnosimy poziom light, zakładając coraz lepszy ekwipunek, identyfikujemy rzadkie engramy i farmimy specjalne marki lub punkty frakcji, by mieć dostęp do coraz lepszego sprzętu. O ile sama kampania może być potraktowana jako swoisty shooter FPP, tak konstrukcja świata oraz samych zadań nie przypomina „korytarzówek”. Na szczęście porzucono pomysł paru misji w tej samej lokacji, które z każdą kolejnym wypadem pozwalają zajść trochę dalej. Etapy misji fabularnych są znacznie lepiej przemyślane niż w pierwszej odsłonie i nie ma sytuacji, kiedy zobaczymy to samo miejsce więcej niż raz.

Destiny 2 nie jest MMO, Destiny 2 nie jest FPS-em, Destiny 2 jest hybrydą trzech gatunków — to MMOFPSRPG i jeśli któryś z tych członów Was odrzuca, to szansa na polubienie gry jako całości znacznie maleje. W wielkim skrócie – każdy moduł, czy to PvP, Co-op czy kampania, oferuje inne doznania i wielu znajdzie tutaj coś dla siebie, ale mowy o sztywnym wyznaczeniu gatunku być nie może.

 

POWTÓRKA Z ROZRYWKI?

Pierwsze Destiny przedstawiło nam bardzo ciekawe rasy – Fallen, Cabal, Hive, Vex i Taken. Niestety, jeśli ktoś grał regularnie w pierwszą część, w Destiny 2 raczej nie odczuje zaskoczenia. Wielu przeciwników jest żywcem wyjętych z pierwszej odsłony, niektórzy są słabsi, inni zyskali parę nowych ruchów, ale to ciągle to samo. Również w kwestii planet, brakuje mi większej ich ilości. Jasne, pewnie zostaną dodane w dodatkach i czekają sobie grzecznie na odblokowanie, ale takiego obrotu spraw nie szanuję. Ileż można robić te same public eventy? Ten sam nightfall przez cały tydzień? Sam jestem jeszcze przed Raidem, bo zwyczajnie czuję, że dostałbym w papę, został pożarty i zwrócony, a to wszystko w ciągu pierwszych 5 minut. Niby Destiny 2 stawia przed nami cele, ale jeśli ma się już postać na 300 light i zaliczony kilkukrotnie raid, raczej nie ma co oczekiwać, że nagle gra zaskoczy nas nowym contentem. Znając Bungie, dostaniemy go za miesiąc/dwa, z pierwszym dodatkiem, za który będziemy musieli zapłacić. Podobnie jak w przypadku pierwszej części, sporo osób odbije się od Destiny 2 po miesiącu, kiedy hardkorowi znajomi będą z precyzją Terminatora kasowali Raid za Raidem, a Ci mniej społeczni, którzy grają powoli, w weekendy i najczęściej solo, będą ledwo podnosić swój poziom Light i szybko trafią na ścianę, której bez pomocy nie przeskoczą.

Kolejna rzecz, która mi przeszkadzała, to fakt, że mój avatar jest zupełnie nijaki i nie prezentuje sobą zupełnie niczego – zero. Ciągle milczący, ciągle pozwalający mówić Duszkowi w swoim imieniu. Tak naprawdę, gdyby nie cutscenki w misjach fabularnych i zaglądanie do inwentory, to pewnie zapomniałbym, jak wyglądam. Ja rozumiem, że celem tego zagrania było stworzenie „everymana”, gdzie każdy może identyfikować się ze stworzoną przez siebie postacią, ale można to przecież rozwiązać inaczej. Wygląda to w ten sposób, że po staniu się Guardianem, ucina się nam język, by czasem nie palnąć czegoś głupiego w towarzystwie. Może jestem dziwny i narzekam dla narzekania, ale fajnie byłoby bardziej zżyć gracza z postacią – food for thought Bungie!

 

TANK, DPS, A MOŻE MAG?

Znowu stajemy przed wyborem jednej z trzech klas postaci – możemy grać Hunterem, Warlockiem lub Titanem. Titan to typowy czołg, noszący najcięższe pancerze i podchodzący najbliżej przeciwnika. Jego umiejętnością specjalną może być miotanie ognistym młotem, uderzenie w ziemię, które rozpościera novę energii lub władanie energetyczną tarczą. Hunter to łowca, który słabszy pancerz nadrabia siłą ognia. Jego rzucanie nożem jest szalenie widowiskowe i sprawia sporo frajdy, kiedy ten dosięga głowy przeciwnika, dobijając go na amen, ale jego umiejętnością specjalną jest strzelanie z dopakowanego rewolweru, spętanie wrogów wokół kuli wystrzelonej specjalnym łukiem albo wyciągnięcie długiej laski i walka wręcz. Warlock w mniejszym stopniu polega na sile swoich pukawek, zamiast tego woli rzucać w przeciwników kulami energii, wyciągnąć płonący miecz lub na chwilę posiąść władzę błyskawic i latać niczym Imperator, rażąc wszystko wokół. Każda z postaci ma unikalną dla siebie umiejętność rzucania określonym typem granatu. Może to być zapalający, przyciągający przeciwników w głąb siły rażenia lub zwykły, który ogłuszy i zada obrażenia jednocześnie. Bohaterowie mogą założyć wszystkie rodzaje broni, a zbierane po przeciwnikach opancerzenie może zostać ulepszone, dzięki czemu jeszcze bardziej wzmocnimy swoją siłę rażenia i dopalimy niektóre umiejętności. Oczywiście podział ten jest nieco uproszczony, bo z Warlocka też można zrobić konkretnego tanka odpowiednim buildem.

2017091122250548

 

Oprócz wybrania klasy i wygenerowania wyglądu w dostępnym edytorze, postacie można konfigurować, ubierając odpowiedni ekwipunek, a później zabarwić go dostępnymi Shaderami, których w grze jest całkiem sporo. Brak opcji nazwania swojego bohatera, wybrania głosu lub jakiegokolwiek elementu, który mógłby nas z nim połączyć emocjonalnie, to według mnie strzał w stopę i jak wspomniałem wcześniej, jest wylęgarnią bezpłciowych awatarów, na których nikomu nie zależy.

 

OKO SIĘ CIESZY, SERCE RADUJE!

Dostępne w grze planety mocno się od siebie różnią. O ile sama Ziemia raczej nas niczym nie zaskoczy, tak IO albo Nessus to istny raj dla oczu. Misje fabularne, szczególnie te końcowe, również rozpieszczają takich graphic whore jak ja – najbardziej zapamiętam przedzieranie się w pełnym słońcu od osłony do osłony, jednocześnie strzelając do Kombinatu i powolne wchodzenie w struktury Vexów lub Taken na IO/Nessusie. Wielkość planet została mocno zmodyfikowana względem pierwszej odsłony, a każda z nich oferuje znacznie więcej aktywności, niż mogliśmy się tego spodziewać. Co chwila dostarczane są nowe zastępy przeciwników, a jeśli na danym obszarze wyeliminujemy ich naprawdę sporo, do gry wchodzi znacznie cięższy przeciwnik, po którego ubiciu wypada skrzynia z łupem.

Samych misji fabularnych mamy na dobre 12-14 godzin grania. Mało? Przypomnijcie sobie, ile trwała kampania w Call of Duty czy ostatnim Battlefieldzie. Nadal mało? Liczę też na to, że pojawią się jeszcze dodatkowe misje, które Bungie obiecało udostępnić za darmo, co jeszcze bardziej wydłuży rozgrywkę każdemu, kto stroni od co-opów i PvP, a chciałby poznać coś więcej na temat samej fabuły. Jeśli już jesteśmy przy misjach, to do wyboru mamy ścieżkę fabularną, Strike’i, Raidy, PvP oraz Patrole. Patrole to swobodna eksploracja z wykonywaniem zadań pobocznych w stylu ubicie przeciwników, zeskanowanie otoczenia lub zebranie odpowiedniej liczby przedmiotów. Strike’i są misjami co-opowymi, gdzie pokonujemy kolejne korytarze, odpieramy fale przeciwników i mierzymy się z bossami. Raid to taki większy Strike, na który możemy pójść z piątką znajomych. Tutaj poznaje się, kto jest z Destiny 2 obeznany, a kto musi jeszcze potrenować —  jest to najbardziej wymagający tryb do ogrywania ze znajomymi w jednej drużynie.

ps_messages_20170910_lhkfx

Raid w jedynce nie miał matchmakingu. W dwójce wprowadzono tzw. Guided Raids i Guided Nightfall Strikes – można się zarejestrować jako przewodnik, czyli osoba, która dokładnie wie co i gdzie ma robić, a jednocześnie jest na tyle silna, że może pomóc mniej doświadczonym graczom w ukończeniu tych trudnych wyzwań. Mała uwaga: przewodnikami muszą być dwie osoby z klanu!

Raid i Nightfall to dwa tryby, gdzie naprawdę ciężko o wygranie bez dobrze zgranego zespołu, więc tym bardziej cieszy mnie opcja poproszenia o pomoc większego koksa od nas. Eliminuje to uczucie społecznego wykluczenia, jeśli ktoś np. nie ma znajomych na PSN, a mimo wszystko chciałby czerpać z gry 100% możliwości.

Oprócz wyżej wymienionych rodzajów misji, do wykonania mamy dodatkowe wyzwania, które po wykonaniu zapewnią nam nie tylko zastrzyk do doświadczenia (które nawet po 20 poziomie wbija się dalej), ale również szansę na lepszy sprzęt oraz dodatkowe tokeny frakcji, które możemy wymienić u NPC-a na dodatkowe legendarne engramy. Zlecenia zmieniają się codziennie i warto je wykonywać. Rodzajów jest sporo i są również takie, które dotyczą wyłącznie trybów strike i PvP. Zwiększając poziom reputacji u wielu NPC, zwiększamy też górny poziom Light wypluwanych elementów ekwipunku i broni. Na początku było to u mnie 265, a teraz nawet niebieskie engramy mają po 275-280 Light.

 

SAMOTNY WILK OGARNIE DESTINY 2?

Nie da się ukryć, że Destiny 2 to gra skierowana do ludzi ze znajomymi, którzy lubią grać w grupach i umawiać się na wspólne aktywności. Samotnie nie przejdziemy Raidu, a na Strike pójdziemy tylko z losowymi towarzyszami, co przy ograniczonej komunikacji w grze może sprawiać problemy. Po przejściu kampanii i spróbowaniu multi, samotnicy mogą się od gry szybko odbić, ale patrząc, ilu użytkowników aktualnie gra w Destiny 2, lista znajomych może szybko się powiększyć, tym bardziej że gra ma dobrze rozwiązane łączenia graczy z danymi serwerami. W Wieży większość biegających Guardianów to Polacy. Destiny 2 wymaga połączenia z Internetem, więc jeśli ciągle zrywa Wam połączenie lub wcale go nie macie – odpuśćcie sobie zakup. Wystarczy chwila bez Sieci i gra może Was wyrzucić do menu głównego, co przy internecie mobilnym, chwili braku sygnału lub rodzince restartującej router może zniweczyć wielogodzinne próby ubicia bossa w Raidzie Można się zdenerwować.

 

 

FIOLETOWE, ZŁOTE – JA WSZYSTKIE WAS ENGRAMKI PODNOSIĆ CHCĘ!

Przedmioty dzielimy poprzez ich rzadkość. Zwykłe białe są najbardziej podstawowymi, których raczej nie warto używać, chyba że dopiero zaczyna się przygodę z Destiny 2 i jest to nasza pierwsza postać. Warto jak najszybciej chwytać za zielone przedmioty, które możemy uznać za „magiczne”, wyżej w hierarchii stoją niebieskie, czyli rzadkie, później są fioletowe – legendarne oraz złote, czyli egzotyczne. Te ostatnie są najpotężniejsze, jednak na raz możemy nosić tylko dwie sztuki – jeden pancerz i jedną broń. Niestety engramy, czyli hologramy do zidentyfikowania w wieży, szczególnie te wyższych klas, wypadają rzadko.

2017091123421610

To, że mamy fioletowy engram, gwarantuje nam legendarny element ekwipunku lub broń, a dodatkowo jest też mała szansa na to, że w drodze identyfikacji wypadnie nam egzotyk. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że egzotyczne elementy często mają wpływ na działanie skillów lub są przypisane do konkretnych subklas naszej postaci. Jeśli lubimy strzelanie ze Scout Rifle lub gramy wyłącznie płonącym Hunterem z rewolwerami, warto szukać takich egzotyków, które wzmacniają właśnie te umiejętności i buildy, w których czujemy się najlepiej.

 

PVP, ANYONE?

Poziom postaci ma w PvP marginalne znaczenie. O ile nie wbijemy do PvP na pierwszym poziomie, to już po wbiciu paru leveli wyżej otrzymujemy dostęp do rzutu granatem, lepszych skoków oraz ciosu specjalnego i umiejętności specyficznej dla danej klasy – że nie wspomnę o subklasach. Obrażenia broni skalują się (poziom życia również), dlatego jedyne znaczenie ma rodzaj broni, jakiej używamy. Warto mieć w ekwipunku parę rodzajów, które można to przełączyć w locie, zaglądając do ekwipunku. Najlepiej strzela mi się z autorifle i scout rifle, a jako broń ciężką wybieram miecz. Do wyboru mamy parę trybów w dwóch, czteroosobowych drużynach. Od standardowej wyrzynki z podnoszeniem engramów przeciwnika po jego zabiciu, przez kontrolę punktów na mapie, aż do radosnego Deathmatchu, gdzie każdy musi pilnować własnego tyłka. Mój ulubiony to Survival, gdzie każda drużyna ma limit odrodzeń. Każdy, kto padnie w boju, uszczupla pulę revive’ów o jeden punkt. Jeśli punkty się wyczerpią, trzeba cierpliwie poczekać na koniec rundy – wygrywa drużyna, która pozbawi przeciwnika punktów i wybije każdego pozostałego przy życiu Guardiana. Warto sprawdzić każdy z trybów, by znaleźć ten, który odpowiada nam najbardziej – dla każdego znajdzie się coś miłego. Jeśli to dla Was za małe wyzwanie, to zapraszam do Trials of the Nine, tam to dopiero zaczyna się zabawa!

 

CZY DESTINY 2 POWTÓRZY LOS POPRZEDNIKA?

Moim zdaniem nie ma tutaj mowy o pierwszych zachłyśnięciu się wyjątkowością Destiny 2 i szybką sprzedaż po miesiącu. Ci, którzy odbili się od jedynki, dwójki raczej nie kupią, a ci, którzy kupili dwójkę bez znajomości jedynki, dostają na start znacznie więcej do roboty niż fani pierwszej odsłony w dniu jej premiery. Widać, że Bungie wyciągnęło wnioski z planowania wypuszczania kolejnych, małych usprawnień i wygląda na to, że pierwszy zachwyt zostanie mądrze podtrzymany częstymi aktualizacjami zawartości.

c77b47cb-8b9b-4900-8fe5-579acb7b34fe

Bungie — nie spieprzcie tego, bo potencjał jest ogromny. Regularne aktualizacje, może drobne modyfikacje trybów i rzucenie od czasu do czasu nowym sprzętem nie zawadzi, a podtrzyma tych, którzy tak naprawdę odwalili za Was sporą część marketingu. Patrząc na swoje ściany na Facebooku i Twitterze, polskie community zwerbowało do gry dziesiątki, jeśli nie setki graczy – warto mieć to na uwadze i zadbać, by nadal to robiło, nie czując się wykorzystywana.

 

TO JAK? WARTO?

Warto jak cholera. Siedzę po nocach, o 8:00 siadam do pracy z kubkiem mocnej kawy, a kiedy wszystko jest już zrobione na tip-top i mogę zakończyć pracę — ponownie odpalam i zarywajam nocki. MAGIA. Dawno żadna gra nie powodowała u mnie takiej chęci zdobywania jednego punkcika w statystykach więcej. Nie da się ukryć, że Destiny 2 ma spore wady – mowa tu chociażby o małej liczbie lokacji i broni egzotycznych oraz nie do końca jasnych regułach podnoszenia niektórych parametrów, ale jest w tej grze coś takiego, że chce się wziąć wolne w pracy lub nie pójść do szkoły, byle tylko chwycić za pada, zaprosić znajomych do party i razem śmigać wykonując kolejne zlecenia, przechodzić Strike’i, postrzelać do siebie w PvP lub poświęcić pół dnia na próbę przejścia Raidu. Jestem świadomy wad tego produktu, a mimo wszystko świetnie się bawię i nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do domu. Strzela się świetnie, headshoty wchodzą niczym rozgrzany nóż w masło, a wspólne chwile ze znajomymi, którzy równie mocno, jak ja, wkręcili się w świat wykreowany przez Bungie, dają mi nadzieję, że będzie to gra, która będzie świetnym tytułem na zacieśnianie więzi ze znajomymi i poznawanie sporej rzeszy podobnych mi zapaleńców.

2786811-npc_cayde-6_01

I to drodzy państwo jest chyba w tym tekście najistotniejsze. Bo w grach powinno chodzić o dobrą zabawę, a nie cyferki na końcu recenzji, o czym przekonałem się, wielokrotnie zarywając nocki przy tytułach, które w prasie i sieci otrzymywały oceny rzędu 5/10 i 6/10. Zapytacie więc dlaczego tak długi tekst, który i tak uważam, że jest za krótki – odpowiem prosto – gdybym napisał mniej, czułbym się winny, że nie poruszyłem tylu tematów, które chciałem. Mając szacunek do Was, drodzy czytelnicy, uważam, że moim obowiązkiem było przekazanie jak najwięcej informacji o grze, którą wielu określa jako najgłośniejszą premierę tego roku. Na pewno sporo tutaj zabrakło i mógłbym jeszcze wiele napisać, ale nie chcę Was już zamęczać i jeśli macie jakiekolwiek pytania o coś, czego w tekście zabrakło, zapraszam do komentowania – chętnie odpowiem.

 

PS – Za pomoc w korekcie dziękuję Michałowi Grabowskiemu.
PPS – Nadal szukam ekipy do Raidu 😉
PPPS – #TEAMHUNCWOTY!
PPPPS – Tekst nie jest w jakikolwiek sponsorowany, grę zakupiłem sam ;)