Bara­nek Shaun zachwy­cił mnie parę lat temu i nie mam tu na myśli moje­go okre­su dzie­ciń­stwa, ale okres gim­na­zjal­no-lice­al­ny, kie­dy już nie wycze­ki­wa­ło się na dobra­noc­ki, a oglą­da­ło dużo poważ­niej­sze pro­duk­cje. Ale jed­nak… któ­re­goś ran­ka, na TVP1 leciał owy bara­nek i tak wła­śnie zaczął się coty­go­dnio­wy mara­ton paru odcin­ków w każ­dy week­end. Dla tych, któ­rzy nigdy nie mie­li stycz­no­ści z tą pro­duk­cją, od razu mogę Wam powie­dzieć, że są to odcin­ki trwa­ją­ce zale­d­wie po sie­dem, mak­sy­mal­nie dzie­sięć minut każ­dy. Pomi­mo, że mam już za sobą dwa­dzie­ścia parę lat, to dalej, jeśli leci w tele­wi­zji bara­nek — chęt­nie sia­dam przed ekra­nem i śmie­ję się z nie­wia­ry­god­nych pomy­słów ekra­no­wych owie­czek.

Ten arty­kuł nie jest napi­sa­ny po to, by fabu­łą zachę­cać Was do pój­ścia do kina, ale żeby dać Wam szan­sę na doświad­cze­nie, któ­re każ­dy kino­man powi­nien prze­żyć.  Żeby w peł­ni cie­szyć się fil­mem Bara­nek Shaun, zachę­cam Was do obej­rze­nia przy­naj­mniej jed­ne­go sezo­nu krót­ko­me­tra­żo­wych odcin­ków, któ­re moż­na zna­leźć cho­ciaż­by na YouTu­be. Wszyst­kie odcin­ki są z ory­gi­nal­nym udźwię­ko­wie­niem, a posta­cie posłu­gu­ją się swo­im, zmy­ślo­nym języ­kiem, co zali­czam na wiel­ki plus dla pro­du­cen­tów, ponie­waż stwo­rzy­li oni pro­duk­cję, któ­rą zro­zu­mie każ­dy widz na całym świe­cie.

553928_1.1

Stu­dio Aard­man cha­rak­te­ry­zu­je się solid­nym podej­ściem do szcze­gó­łów, któ­re nie są pomi­ja­ne w żad­nym aspek­cie tła, posta­ci czy ele­men­tów akcji. Jeśli nie wie­cie jak powsta­je taka pro­duk­cja, to zapew­ne będzie­cie pod wra­że­niem ile pra­cy trze­ba w nią wło­żyć. Każ­da figur­ka jest ręcz­nie lepio­na przez arty­stów, a następ­nie jej ruchy są mode­lo­wa­ne do kon­kret­nej sce­ny. Każ­dy uła­mek ruchu posta­ci czy mimi­ki jej twa­rzy jest dogłęb­nie ana­li­zo­wa­ny, aby zdję­cie po zdję­ciu, klat­ka po klat­ce, wszyst­ko two­rzy­ło spój­ną i płyn­ną całość.

Wie­le obec­nych pro­duk­cji bazu­ją­cych na ory­gi­na­łach, są psu­te przez “nowo­cze­sną”, kom­pu­te­ro­wo gene­ro­wa­ną ani­ma­cję — na szczę­ście nie w tym przy­pad­ku. Jakość tego fil­mu, jak i całe­go mon­ta­żu, nie jest gor­sza od ory­gi­na­łu, a wręcz prze­ciw­nie — zasłu­gu­je na okla­ski dla całej eki­py, za stwo­rze­nie tak dłu­gie­go fil­mu poklat­ko­we­go. Jeśli wie­cie, jaką tech­ni­ką został stwo­rzo­ny Wal­la­ce i Gro­mit, czy­li tak samo jak tytu­ło­wy Bara­nek — ani­ma­cją poklat­ko­wą, to przy­zna­cie mi rację. Cha­pe­au bas dla pro­du­cen­tów i twór­ców tych cza­so­chłon­nych, ale czę­sto nie­do­ce­nia­nych pro­duk­cji.

Jeśli nadal nie wiesz co to Bara­nek Shaun — gorą­co zachę­cam do nad­ro­bie­nia zale­gło­ści jak naj­szyb­ciej. Jeśli jeste­ście cie­ka­wi tej baj­ki — a szcze­gól­nie jak jest stwo­rzo­na — zale­cam, by wpierw się­gnąć po serial — jeśli przy­pad­nie Wam do gustu, wte­dy z czy­stym sumie­niem mogę Was zapew­nić, że z kina wyj­dzie­cie rów­nie zado­wo­le­ni.

CINEMACITY

Film zoba­czy­li­śmy dzię­ki Cine­ma City Arka­dia, któ­re zapro­si­ło nas na seans.